Chciał pomóc, a sam padł ofiarą ataku. Ukradli mu też samochód

To miał być zwykły spacer, ale zakończył się nieoczekiwanym incydentem. Pod koniec marca w Kamieńcu Wrocławskim Kuba Sieczka spotkał grupę nastolatków, którzy prosili o pomoc, twierdząc, że zostali pobici. Od razu pobiegł po auto i ruszył na miejsce, aby pomóc:
- Okazało się, że to były po prostu dzieciaki, które prosiły o pomoc i mówiły, że zostały pobite. Zapytałem, czy wszyscy są już tutaj, czy ktoś jeszcze tam został. Odpowiedziały, że biją tam jeszcze jednego 13-latka. Zatrzymałem samochód, otworzyłem boczną szybę od strony pasażera i zadałem pytanie: "Czy potrzebna jest pomoc?". I język polski wystarczył już tylko do tego, żeby po prostu mnie zaatakować.
Sprawdź: Wrocław: Squattersi nie chcieli opuścić budynku. Policjanci musieli użyć siły [WIDEO]
Policja potwierdza zdarzenie
Podczas interwencji ukradli mu też samochód. Auto odnaleziono następnego dnia porzucone przy zbiorniku Bajkał.
- Nastolatków było kilka do kilkunastu osób, tam była ósemka, siódemka, bliżej 10 osób. Atakujących podobnie. Koło toru RC tam jest ogólnie ciemno, nie ma tam niestety jeszcze włączonych latarni. Chyba były tylko po jednej stronie, ale ogólnie tam też było dosyć duże zgromadzenie ludzi po obu stronach ulicy. Ja akurat zostałem zaatakowany przez tę bardziej prawą stronę ulicy, bliżej strony pasażera pojazdu - opisuje Kuba Sieczka.
Zdarzenie potwierdził komisarz Wojciech Jabłoński z wrocławskiej policji. Sprawą zajmuje się komisariat w Siechnicach – śledztwo dotyczy pobicia i kradzieży auta. Na miejscu zatrzymano jedną osobę, jednak nie postawiono jej zarzutów. Policja przesłuchała świadków, ale planuje kolejne przesłuchania z uwagi na rozbieżności w zeznaniach.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.

