Justyna wciąż walczy (List)

Elżbieta Osowicz | Utworzono: 2013-10-04 09:31 | Zmodyfikowano: 2014-05-01 00:12
A|A|A

fot. archiwum prw.pl

Dwa i pół miesiąca od przeszczepu płuc nauczycielka z Oławy nadal nie może opuścić oddziału intensywnej terapii kliniki w Wiedniu. Przez wiele dni nie było żadnych informacji z Austrii, w końcu na jednym z portali społecznościowych rodzina Justyny napisała list w imieniu chorej Dolnoślązaczki.

- Nikt nie ukrywał, że pierwsze 2 miesiące są bardzo trudne, a w trzecim nadal jest groźba odrzutu… Statystycznie 150 tysięcy euro wystarcza na pierwszy rok leczenia, rehabilitacji, wizyt kontrolnych. Statystycznie… Ale Justyna nigdy nie mieściła się w żadnych statystykach…

Te 2 miesiące były trudne ponad normę. Nie pisaliśmy prawie „oficjalnych” doniesień, choć wielu takich być może oczekiwało. Nie pisaliśmy bo od pisania u nas zawsze była Justyna i głęboko wierzyliśmy, że już lada dzień to ona sama coś pięknie napisze. Nie pisaliśmy bo tego nie da się opisać słowami. Nie pisaliśmy, bo musielibyśmy pisać, że jest źle, gorzej i znowu nie tak, a tego bardzo nie chcemy. Chwytamy się każdej iskierki nadziei i w nią chcemy wierzyć. Justyna jest ważną postacią dla wielu jeszcze bardzo młodych i wrażliwych serduszek. Nie chcieliśmy obciążać ich smutnymi wieściami.

Jest połowa 3 miesiąca od przeszczepu i… to my piszemy, nie Justyna. Dla niej napisanie sms jest na miarę Mount Everestu. Jest bardzo trudno. Justyna jest bardzo słaba fizycznie, choć kubek z herbatą najczęściej już sobie potrzyma sama. Jej organizm nie reaguje standardowo na niemal żadne leki i terapie. Na szczęście tu, w AKH w Wiedniu, mają specjalistów z wszystkich dziedzin i konsultacje profesorskie są zwoływane w przeciągu godziny, a sprzęt medyczny najwyższej jakości po prostu stoi na korytarzu i czeka na pacjenta. Oby to wystarczyło by przywrócić Justynę do zdrowia. Pobyt Justyny w szpitalu na intensywnej terapii trzeba już liczyć nie w dniach czy tygodniach, ale w miesiącach. Nie może „wyjść” ze szpitala, bo nie można jej odłączyć od aparatury. Nie można jej też w żaden sposób transportować.

Jeden dzień na intensywnej terapii to ponad TYSIĄC EURO. Do zeszłego tygodnia, nie martwiliśmy się o pieniądze na szpital. Dzięki Wam mogliśmy oddać Justynę w najlepsze ręce. Pierwsze rozliczenia okazały się nawet łaskawe, nie mamy jeszcze długu, ale… Zapytali nas, kto gwarantuje pieniądze na leczenie do końca. Pani księgowa ogromnie się wzruszyła, gdy usłyszała, jak to u nas wygląda i powiedziała, że będzie mocno trzymać kciuki, żeby się wszystko udało i nie zabrakło w trakcie terapii…

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
Reklama