Konkurencja z Chin wykończy kopalnie?

Andrzej Andrzejewski | Utworzono: 2014-05-13 07:49 | Zmodyfikowano: 2014-05-13 07:57
A|A|A

Zdjęcie ilustracyjne/Wikimedia Commons

Jeszcze kilkanaście lat temu o powiecie złotoryjskim nieoficjalnie mówiło się "Bazaltowe Zagłębie". Wszystko wskazuje na to, że taka nazwa - przynajmniej jeszcze przez najbliższe lata - będzie mocno przesadzona.

Powód? Okazuje się, że kamień jest jak pieniądz - ten dobry wypierany jest przez ten gorszy.

Bazalt, marmur, diabaz i piaskowiec - ponad 70 proc. tych surowców w Polsce zalega na Dolnym Śląsku. Dokładnie w okolicach Złotoryi. Wystarczy powiedzieć, że właśnie w tym rejonie na początku tysiąclecia zarejestrowanych było ponad pół tysiąca firm związanych z wydobyciem i przetwórstwem minerałów skalnych. Dziś takich firm jest zaledwie kilkadziesiąt. Przetrwały największe. Piotr Miller, prezes spółki Kopalnie Surowców Skalnych w Złotoryi nie ukrywa, że to producenci przesadzili w
obniżaniu ceny walcząc o zlecenia choćby od firm zajmujących się budowami dróg.

- Wiele kopalń upadło, wiele jeszcze upadnie. Taka sytuacja będzie miała miejsce tak długo, póki przy budowie dróg i zamówieniach publicznych najważniejszym kryterium będzie cena. Dlatego, że nie jest brane pod uwagę co się oferuje, na jakich parametrach, na jakich warunkach - byle globalna cena była poniżej ceny założonej przez wystawcę oferty - mówi Miller.

Poza tym w ostatnich latach dużą konkurencję dla bazaltu i marmuru zaczęły stanowić sjenit i gabro - skały określane nieoficjalnie jako "produkty bazaltopodobne". Normy nie wykluczają użycia ich przy budowie dróg, choć mają o wiele gorsze właściwości. Ich zaletą jest cena. Na tyle niska, że opłaca się je sprowadzać z Gór Świętokrzyskich, a nawet - w większych ilościach z Chin. Starosta złotoryjski, Ryszard Raszkiewicz mówi "witamy w ciężkich czasach", ale zapewnia to nie koniec "Bazaltowego Zagłębia" w Złotoryi.

- Jestem przekonany, że jeżeli w Polsce będziemy chcieli postawić na jakość, a nie na "taniość", to przyszłość nie będzie taka najgorsza. Dlatego, że jeśli będziemy korzystali z tańszych i gorszych półproduktów, to częściej trzeba będzie dokonywać remontów, niż przy zastosowaniu materiałów sprawdzonych i solidnych, a tą jakością jest złotoryjski grys bazaltowy - wyjaśnia Raszkiewicz.



Tylko, że na razie czekanie na lepsze czasy ciągle trwa. Kopalnie surowców - po fali zwolnień - raczej nie wykonują gwałtownych ruchów na rynku zatrudnienia. Krzysztof Frankowski, szef Powiatowego Urzędu Pracy w Złotoryi, sięga do danych z ostatnich miesięcy. Wynika z nich, że w porównaniu ze styczniem w dwóch kopalniach załoga zmniejszyła się łącznie o sześć stanowisk. Jednak przy blisko trzydziestoprocentowej stopie bezrobocia w powiecie - jednej z najwyższych na Dolnym Śląsku - każdy etat jest tu na wagę złota.

W to, że dla złotoryjskiego zagłębia bazaltu muszą znów nadejść lepsze czasy wierzy między innymi Eugeniusz Trytek, przewodniczący Związku Zawodowego Górników Skalnych.

- Po kilku latach okaże się, że drogi budowane z gorszych materiałów są gorszej jakości. Bazalt jest znacznie bardziej wytrzymały przede wszystkim w nawierzchniowych warstwach ścieralnych. Musimy przetrwać ten trudny okres zanim firmy budowlane na własnej skórze odczują, co im się bardziej opłaca. Nasz materiał był wykorzystywany przy budowie autostrady A-4 między Wrocławiem a Bolesławcem. I można sprawdzić, że na tym odcinku parametry są idealne. A tam dalej w pewnej części trasy był sjenit i gabro i zaczyna to już wyglądać nie tak jak powinno.



Niestety, dziś nikt nie potrafi przewidzieć jak długo jeszcze przyjdzie czekać na renesans bazaltu. Trudno również oszacować ile złotoryjskich firm skalnych ostatecznie utrzyma się do tego czasu na rynku.

O komentarz w tej sprawie poprosiliśmy cztery firmy specjalizujące się w budowie dróg. Dwie - mimo prośby o przesłanie pytań - nie odpowiedziały. Kolejne dwie odmówiły.

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
Reklama