Zagłębie Lubin poza ekstraklasą (Studium upadku)

Robert Skrzyński, MH | Utworzono: 2014-05-24 11:26 | Zmodyfikowano: 2014-05-23 11:32
A|A|A

Zagłębie spada z ekstraklasy

To koniec. KGHM Zagłębie spada z ekstraklasy. Dziś już nie ma złudzeń. Lubinianie przegrali w Gliwicach z Piastem 0:2 i stracili szansę na utrzymanie. Mecz potwierdził, że dolnośląska drużyna jest jednym z dwóch najgorszych zespołów w lidze. Piast, który nie zagrał imponująco, pewnie wygrał. Mógł strzelić jeszcze kilka goli. Swoje sytuacje mieli też goście, ale do braku skuteczności KGHM Zagłębia kibice zdążyli się już przyzwyczaić. Bramki dla gliwiczan zdobyli Ruben Jurado w 46. i Csaba Horvath w 65. minucie.

Przed początkiem sezonu 2013/14 nikt się tego nie spodziewał. Podstawowym zadaniem stawianym przed zespołem KGHM Zagłębia Lubin był awans do grona ośmiu drużyn, które miały walczyć o mistrzostwo Polski. Nieśmiało wspominało się także o awansie do europejskich pucharów. Krótko mówiąc – cele były ambitne.

Co ważne, nie były to oczekiwania pozbawione podstaw. Zespół pod wodzą Pavla Hapala wydawał się być poukładaną drużyną. Czeski szkoleniowiec, który miał już nieco czasu, aby oswoić się z polską rzeczywistością, a wcześniej z przeciętną słowacką Żiliną awansował do fazy grupowej Ligi Mistrzów, miał poprowadzić zespół do spodziewanych sukcesów.

Niestety, rzeczywistość okazała się brutalna. Po porażce na własnym stadionie z Pogonią Szczecin 0:2, przyszła nieco pechowa przegrana w Gliwicach z Piastem 1:2. Władze klubu zareagowały dosyć nerwowo i trener Pavel Hapal stracił pracę. Czech był szkoleniowcem Zagłębia od 30 października 2011 roku i utrzymał się na stanowisku przez niemal dwa lata.

Czesław Michniewicz, trener, który zdobył z Zagłębiem mistrzostwo Polski w 2007 roku:

"Dziwny jest sposób zarządzania klubem, zbyt często zmieniają się władze, nie ma stabilizacji. Panuje dziwny minimalizm – dla takich piłkarzy sukcesem nie powinno być utrzymanie, ale gra o europejskie puchary, Dodatkowo, za dużo było nietrafionych transferów i dlatego koniec jest tak smutny."



Po nim postawiono na „człowieka stąd”, czyli Adama Buczka. Znał klub i piłkarzy jak mało kto. Przez lata prowadził drużynę Młodej Ekstraklasy, która sięgnęła po tytuł najlepszej w kraju. Wyniki nie były złe, ale szkoleniowiec wytrzymał na stanowisku zaledwie dwa miesiące. Dodatkowym atutem podarowanym Buczkowi było sprowadzenie do zespołu Arkadiusza Piecha. Były napastnik m. in. Ruchu Chorzów i Sivassporu rozwiązał właśnie kontrakt w Turcji i był do wzięcia od zaraz. Zagłębie z tej okazji skorzystało.

Buczek prowadził zespół w siedmiu meczach. Drużyna pod jego wodzą wygrała dwa spotkania (w tym jedyne w sezonie na wyjeździe z Ruchem Chorzów), zanotowała dwa remisy i doznała trzech porażek.

Ostatnia z nich w Bydgoszczy z Zawiszą przelała czarę goryczy. Młody trener pozostał w klubie, ale jedynie w roli drugiego szkoleniowca. Na ławce trenerskiej pojawił się doświadczony Orest Lenczyk. Warto zaznaczyć, że biorąc pod uwagę okres, w którym Buczek był trenerem, zespół z Lubina był jedenastą drużyną ligi.

źródło: 90minut.pl

Orest Lenczyk miał być zbawcą zespołu. Rozpoczął pracę 27 września. Półtora roku wcześniej zdobył ze Śląskiem Wrocław mistrzostwo Polski i wydawało się, że jest kandydatem niemal idealnym. Skoro nie udało się odnieść sukcesu uznanemu zagranicznemu szkoleniowcowi, a także młodemu trenerowi z regionu, Lenczyk był niemal ostatnią deską ratunku.

Antoni Bugajski, dziennikarz Przeglądu Sportowego:

"Zatrudnienie Oresta Lenczyka było błędem. Doświadczony szkoleniowiec nie poradził sobie z sytuacją, atmosfera w klubie była daleka od idealnej. Ogólnie – czterech trenerów w jednym sezonie to duże nieporozumienie. Dodatkowo zagadkowym ruchem było zwolnienie w trakcie sezonu dyrektora sportowego Pawła Wojtali. No i gra w Pucharze Polski. Przed arcyważnym meczem w Białymstoku Zagłębie szykowało się do finałowego starcia z Zawiszą. Ostatecznie przegrało i jeden, i drugi mecz."


Ale efekty nie były zadowalające. Lenczyk chciał nieco „na siłę” dostosować piłkarzy Zagłębia do taktyki, którą stosował we Wrocławiu.

Lubinianie nie byli jednak przygotowani do brzydkiej gry defensywnej i wyprowadzania kontrataków. Ich personalny potencjał sugerował raczej prowadzenie gry i dominację nad rywalami. Ale ten potencjał nie został wykorzystany.

Dobrych wyników brakowało, a atmosfera wokół klubu zaczęła gęstnieć. Pomocnik Zagłębia Robert Jeż został pobity przed własnym domem, a bramkarzowi Michałowi Gliwie zniszczono samochód. Ostatecznie po zakończeniu rundy jesiennej obaj zawodnicy rozwiązali kontrakty.

Rafał Ulatowski, były trener Zagłębia:

Zadecydował brak stabilizacji w pierwszym zespole i brak jasnego planu w oknie transferowym. Od 2008 roku w zespole pracowało aż 14 trenerów – każdy z inną filozofią piłki. Brakuje kolektywu i dobrej atmosfery w szatni. Do drużyny trafiają przypadkowi piłkarze, którzy traktują Zagłębie tylko jako miejsce do zarabiania pieniędzy”.




Zima miała być czasem przełomu. Do drużyny dołączył wypożyczony ze Slavena Belupo bramkarz Silvio Rodić, także solidny stoper Elvedin Dzinić oraz portugalski pomocnik Manuel Curto. Wydawało się, że wiosna będzie czasem Zagłębia. Niestety stało się inaczej.

Dwie wygrane – z Górnikiem Zabrze i Zawiszą Bydgoszcz oraz remis w Kielcach z Koroną były tylko miłymi złego początkami. Wkrótce zespół wrócił do bezbarwnej gry i nie potrafił udowodnić swojej wyższości nad rywalami. Trzeba zaznaczyć, że po zakończeniu sezonu zasadniczego, czyli po trzydziestu kolejkach, Zagłębie było na miejscu spadkowym.

W tym czasie zespół pod wodzą Lenczyka rozegrał 22 mecze w ekstraklasie, odniósł zaledwie pięć zwycięstw, zanotował 6 remisów i doznał aż 11 porażek. Coraz głośniej zaczęto mówić o groźbie spadku, która przy lubińskim potencjale wydawała się być niemal nierealna.

źródło 90 minut.pl

W klubie rozgorzała dyskusja – czy to jest czas na kolejną zmianę szkoleniowca? Zdania były podzielone. Z jednej strony Zarząd nie chciał podejmować takiej decyzji, gdyż nowy szkoleniowiec byłby już czwartym zatrudnionym przez Zagłębie w bieżących rozgrywkach. Z drugiej strony klub z Lubina dalej liczył się w walce o Puchar Polski. Po pokonaniu Sandecji Nowy Sącz i Piasta Gliwice, zespół awansował do finału, w którym jednak przegrał po rzutach karnych na Stadionie Narodowym z Zawiszą Bydgoszcz.

Wydawało się, że jeśli nie udało się sięgnąć po krajowy puchar, to uda się przynajmniej uratować ligowy byt. Nic bardziej mylnego. Zagłębie miało ogromne problemy ze skutecznością. W meczach ze Śląskiem, Koroną i Jagiellonią zespół nie potrafił strzelić bramki i zdobył tylko jeden punkt.

Janusz Kudyba, były napastnik Zagłębia:

Od kilku lat w klubie jest zbyt duża rotacja - tak wśród osób zarządzających spółką, jak i szkoleniowców. Każdy z nich realizuje swoją wizję. Nie ma także przemyślanej polityki kadrowej. Aby uzdrowić Zagłębie konieczny jest długofalowy program odbudowy”.




Gdy sytuacja stała się niemal dramatyczna, władze zdecydowały się jednak wstrząsnąć klubem. Podziękowano za pracę trenerowi Lenczykowi, a nowym szkoleniowcem został Piotr Stokowiec. Mecz o wszystko, który mógł uratować Zagłębie – z Cracovią, został jednak przegrany 1:2, a po spotkaniu w Gliwicach z Piastem zespół stracił już nawet matematyczne szanse na utrzymanie się w rozgrywkach.

Właściwa diagnoza choroby Zagłębia nie jest znana. Klub dysponuje niezłą bazą treningową, piłkarze zarabiają bardzo dobre, jak na polskie warunki, pieniądze i co najważniejsze – dostają je na czas. Na ławce trenerskiej zasiadali szkoleniowcy o różnej charakterystyce. Nie zmieniło się tylko jedno – słabe wyniki zespołu. Żartując, można stwierdzić, że kto odkryje tajemnicę piłkarskiej niemocy Zagłębia, może liczyć na nagrodę finansową od sponsora klubu KGHM.

Tomasz Wieszczycki, ekspert NC+:

Piłkarze nie udźwignęli ciężaru. Ofensywnie zespół z Lubina stwarzał sytuacje, ale problemem była defensywa. Gra środkowych obrońców i definitywnych pomocników pozostawiała wiele do życzenia. Jedenastu zawodników nie przełożyło się na kolektyw. A mecz z Cracovią pokazał, że piłkarze nie poradzili sobie z presją. Dobry transfer Rodicia to za mało, aby obronić zespół przed spadkiem”.



Niektórzy fachowcy nazywają Lubin „ziemią przeklętą” i twierdzą, że ciąży nad nim jakieś fatum. Nie da się jednak ukryć, że zbudowanie nowej drużyny za którą zawodnicy będą chcieli „umierać”, jest teraz jednym z podstawowych zadań władz klubu. Zawodnicy mający najwyższe kontrakty z pewnością będą musieli pożegnać się z zespołem i kluczowe będzie pozyskanie w ich miejsce piłkarzy, dla których powrót do ekstraklasy będzie najważniejszym celem. A pamiętajmy, że zespół potrafił odnosić wielkie sukcesy, jak choćby wywalczenie tytułu mistrza Polski w 2007 roku.

Wiele oczywiście pozostaje w gestii KGHM. Właśnie strategiczne decyzje sponsora będą teraz niezwykle ważne. Od nich zależy, jaki model klubu zwycięży. Jeśli zespół będzie miał za zadanie szybki powrót do ekstraklasy, wówczas trzeba utrzymać finansowanie na podobnym poziomie, wzmocnić drużynę i mieć świadomość, że rywalizacja na pierwszoligowym froncie wcale nie jest łatwa. Jeśli natomiast wygra opcja gry w oparciu o wychowanków i ewentualnie piłkarzy wracających z wypożyczeń, wówczas Zagłębie wcale nie może być pewne spokojnej gry w pierwszej lidze. Kluczowe decyzje powinny zapaść już niebawem.

Warto pamiętać, że zespół z Lubina udowodnił już, że potrafi wracać do ekstraklasy w tempie błyskawicznym. Najpierw, po spadku w 1988 roku, wrócił już rok później i sięgnął po wicemistrzostwo Polski. Podobnie było po spadku w roku 2003, kiedy zespół uzyskał awans i wreszcie po karnej degradacji w roku 2008 i powrocie do ekstraklasy w roku 2009. Jak będzie tym razem? Oby podobnie. Aby dodać otuchy lubińskim kibicom, przypominamy jedną z bramek strzelonych przez niedawnego idola fanów – Bułgara Iljana Micanskiego.

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
~haha
2014-05-24 11:36:17
z adresu IP: (87.99.xxx.xxx)
Ocena: 2
aaaa, zapomniałem dodać! Wielki szacun, panie redaktorze Skrzynio, za rzetelny i nie pisany na kolanie tekst! To dziś, niestety, rzadkość w dziennikarstwie sportowym. Tak trzymać!
~haha
2014-05-24 11:33:17
z adresu IP: (87.99.xxx.xxx)
Ocena: -110
Zadziwiająca historia. To nie pojęte, że klub z taką kasą, mogący niemalże wszystko, przegrywa wszystko tak żenującym i podłym stylu. Panowie, panie, może warto powiedzieć to otwarcie - dość finansowania kopaczy z publicznych pieniędzy! Jak panowie "piłkarze" chcą dalej "grać", niech grają, ale państwo nie powinno przykładać to tego ręki i kasy. Amen!
Reklama