Gitarzysta Stinga we Wrocławiu

Piotr Bartyś | Utworzono: 2014-05-23 15:08 | Zmodyfikowano: 2014-05-23 15:36

Gitarę pokazała mu jego siostra, Julie. Rodzinne tradycje muzyczne były tak silne, że był już poważnym gitarzystą w wieku 11 lat. Wśród uczniów londyńskiej „Guildhall School of Music” do której Dominic Miller chodził, byli między innymi w przyszłości wybitny skrzypek Nigel Kennedy i  późniejszy lider grupy Level 42, Mike Lindup. Lata 80-te to trasy koncertowe z World Party i występy z grupą King Swamp. W ’89 zagrał na bestsellerowym albumie Phila Collinsa „…But Seriously”, jego osobę polecił producent płyty, Hugh Padgham, wówczas duże nazwisko, jeśli chodzi o studio nagraniowe. 

Dominic Miller we Wrocławiu
24 maja w Sali Gotyckiej w Starym Klasztorze

w ramach Ethno Jazz Festiwalu
Początek koncertu o godz. 21.00

Lista gwiazd, które zaprosiły Millera przez lata do współpracy jest imponująca -  Tina Turner, Bryan Adams, Sheryl Crow, Rod Stewart, Pat Metheny, Youssou N'Dour, Richard Wright, Chris Botti, Mariza czy Peter Gabriel. Ale tak naprawdę jedna relacja w jego zawodowym i prywatnym – prywatnym, bo to przecież także przyjaciele – jest najważniejsza. Od 23 lat, od krążka „The Soul Cages”, trwa nieprzerwana współpraca ze Stingiem, która obejmuje 8 albumów, rozliczne trasy koncertowe i skomponowanie takich utworów, jak „Shape Of My Heart” czy „La Belle Dame Sans Regrets”, do których gwiazdor dopisał słowa.

Sting mówi o Milerze – „moja lewa i prawa ręka”, Dominic też powołuje się często a chętnie na przyjaciela dzieląc się ze światem licznymi Stingowymi przemyśleniami. Choćby zapraszając na trasę koncertową, w ramach której zagra jutro we Wrocławiu, napisał: „Jedną z licznych cennych rzeczy, jakie nauczył mnie Sting jest – im lepiej wygląda muzyk obok Ciebie na scenie, tym lepiej wyglądasz Ty sam”. A tak już poważniej w innym miejscu: „nauczyłem się od niego, że najważniejszej jest nieustanne dążenie do dorosłości jako muzyk. Dlatego wciąż się uczę, nieustannie ciekawią mnie różne gatunki muzyczne i mam nadzieję, że tak będzie zawsze.”

Solowe albumy Miller nagrywa od 1995 roku, ma ich w swoim dorobku do tej pory osiem. Wrocławski koncert jest częścią trasy koncertowej – obejmującej 37 występów - promującej wydany w tym roku album „Ad Hoc”. Powiedzmy szczerze – wieloletnia współpraca z gwiazdą popu zapewniająca finansowe bezpieczeństwo pozwala Millerowi w pełni realizować własne muzyczne fantazje, iść w różnych kierunkach i nie zastanawiać się nad sprzedażą, pozycją na rynku czy marketingiem.

We współpracy z innymi artystami Miller częściej gra na gitarze elektrycznej, na swoich płytach sięga głównie po akustyczną, przedstawiając bardziej liryczną i wyciszona stronę muzycznego ja. Największym solowym sukcesem komercyjnym artysty był album „Shapes”(Decca 2003) przynoszący, obok nowej wersji „Shape Of My Heart”, interpretacje muzyki Elgara, Bacha czy Schuberta. Na pewno pomogła też obecność gwiazd – Placido Domingo, Chrisa Bottiego czy oczywiście Stinga. Ta najnowsza płyta to wynik twórczej spontaniczności: “Doświadczenie nauczyło mnie, że gdy się myśli po raz pierwszy o pomyśle, koncepcji, to brzmi najlepiej.

To jest jak z pierwszym pocałunkiem. Może jest on nieco niezręczny, ale naprawdę niezapomniany i szczery. Na tej płycie chciałem uchwycić dokładnie to samo uczucie, więc celowo nie nagrałem żadnego demo. Nie wiedząc jak to wszystko brzmi dotarłem z muzykami do studia. Mimo iż znamy się wszyscy bardzo dobrze chciałem, aby poczuli się lekko zdenerwowani i bezradni, tak jak na pierwszej randce.”


Komentarze (1)
Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
~PO CO MI2014-05-24 01:45:29 z adresu IP: (109.243.xxx.xxx)