Mieliśmy zarabiać na Marilyn, ale nie mamy praw do wizerunku

Sylwia Jurgiel, wsp. Ewa Zając | Utworzono: 2014-07-24 07:48 | Zmodyfikowano: 2014-07-24 08:24
A|A|A

Jedna z fotografii Miltona H. Greena (fot. www.desa.pl)

Wrocław ze zdjęciami Mariyin Monroe za blisko 6,5 mln zł i muzeum popkultury jedynym takim w Europie? - po wygranej licytacji szef Hali Stulecia nie ukrywał swoich aspiracji i zapewniał o świetnym posunięciu biznesowym. Tylko jest pytanie czy miasto ma szansę zarobić na tej kolekcji.

Po pierwsze zdjęcia to nie oryginały tylko odbitki - można je powielać, ale tylko w określonym ścisłym zakresie.

Zaraz po zakupie zdjęć pojawiały się głównie pytania: za ile i dlaczego tak drogo te zdjęcia były kupione - miasto nadal przekonuje, że kolekcja jest warta około 20 mln zł a specjaliści z tego rynku tzw. artystycznych licytacji przekonują ze zdjęcia są warte dokładnie tyle, ile Wrocław za nie zapłacił.

ZOBACZ: Hala Stulecia kupiła zdjęcia za prawie 6,5 mln zł

Ale nie o tych pieniądzach będzie mowa, choć w pewnym sensie głównie jednak o nich - tuż po zakupie prezes Hali Stulecia, Andrzej Baworowski zapowiedział, że miasto zyska na tym zakupie i promocyjnie i finansowo - a pomysł to muzeum zdjęć gwiazd popkultury, bo oprócz zdjęć Marilyn Monroe są tam jeszcze inne gwiazdy w obiektywie Miltona Greena - posłuchajmy co mówił w czerwcu prezes:

Tyle, że tutaj zaczynają się schody - bo Wrocław owszem prawa do kolekcji zdjęć ma, ale do wizerunku amerykańskiej aktorki już nie, bo to kosztuje po prostu.

Co zatem możemy pokazać? Oczywiście nieznane zdjęcia gwiazdy.

Super! Ale cóż na tym koniec, bo... zwiedzającym muzeum możemy jeszcze ewentualnie zaproponować album zdjęć kolekcji - i tu jest ta zmiana z zapowiedzi kolorowego muzeum popkultury ze zdjęciami i gadżetami trzeba się chyba będzie wycofać...

W internecie, na portalu społecznościowym powstała prześmiewcza strona, na której w ironiczny sposób wirtualna Marilyn Monroe opisuje swoje doświadczenia i przemyślenia związane z Wrocławiem. Ilustracje pochodzą właśnie z tej strony.

Wrocław dopiero teraz dowiaduje się, jakie ma prawa - i już teraz - po pierwszej euforii prezes Andrzej Baworowski o tym - co miasto może a czego nie - mówi tak:

Zostawmy otwieracze do piwa, ale nie jest to zdumiewające podejście, bo na gadżetach muzea na całym świecie stoją przecież. Magda Piekarska z Gazety Wyborczej Wrocław mówi otwarcie: - Wrocław kupił kolekcję trzech tysięcy zdjęć jak się okazuje, bez świadomości o prawach. To zdumiewające - mówi dziennikarka:

Z kolei były minister kultury Bogdan Zdrojewski mówi Radiu Wrocław, że w związku z tym biznes plan związany z kupnem kolekcji zdjęć Marilyn Monroe przez Wrocław jest dość ryzykowny:

Bo rzeczywiście - można założyć, że część widzów, których zdjęcia ściągną do Wrocławia do muzeum, kupią przepiękny album za ponad 100 zł, płacąc wcześniej za bilet kilkadziesiąt złotych, ale możemy obstawiać w ciemno, że nie będzie to większość zwiedzających.

Po co przyjadą inni? Obejrzeć zdjęcia i kupić koszulkę, której Wrocław nie będzie mógł sprzedawać, bo do tego praw nie mamy - co przyznaje prezes Baworowski:

Po co nam zatem muzeum popkultury bez gadżetów? Magda Piekarska ma wątpliwości:

Marilyn Monroe mimo, że nie żyje, ciągle jest instytucją, która zarabia pieniądze na wizerunku właśnie - za wszystko co jest z nią związane trzeba zapłacić. Nie wiadomo czy to będzie tak, że ściągniemy turystów z całego świata tylko po to, by obejrzeli zdjęcia. Choć są i takie głosy, że tak właśnie będzie - posłuchajmy wrocławskiej artystki Agnieszki Prusak:

Tyle, że miłość do Marilyn Monroe to nie wszystko i chyba tylko po to, by okazać miłość amerykańskiej aktorce, nie dokonano takiego zakupu. W końcu wszyscy urzędnicy mówią - będziemy na tym zarabiać. Jest tylko pytanie, w jaki sposób - no chyba, że jest kolejny plan związany z kupowaniem licencji na możliwość wystawienia w muzeum Marilyn Monroe - np. tej słynnej pozy, gdy sukienka aktorki frunie do góry, a ona ją przytrzymuje - bo nie ma co ukrywać, jeśli ludzie tu przyjadą, to właśnie po to, by zrobić sobie zdjęcie przy takiej figurze a potem wrzucić je na portal społecznościowy - tyle, że to wiąże się właśnie z dodatkowymi pieniędzmi... a już trzeba będzie zapłacić za dzierżawę kamienicy w Rynku, gdzie muzeum popkultury ma powstać a tam pewnie potrzebny będzie szef i tak dalej i tak dalej...

Wanda Ziembicka - Has, miejska radna i dziennikarka komentuje:

MARILYN ZAMKNIĘTA W KADRZE
Autorem zdjęć Marilyn Monroe jest nowojorski fotograf Milton H.Green. Fotografią zainteresował się już jako nastolatek, a sławę zdobył w wieku 23 lat, kiedy jego zdjęcia ówczesnych celebrytów i gwiazd show-businessu zaczęły pojawiać się w prestiżowych magazynach "Harper's Bazaar" i "Vogue". W połowie lat 50-tych Green na swej drodze spotyka Marilyn Monroe, która ma już za sobą sukcesy w takich filmach jak "Mężczyźni wolą blondynki" czy "Słomiany wdowiec". W połowie lat 50-tych fotograf dostaje zlecenie na sesje zdjęciową blond gwiazdy do pisma "Look", i wspólna praca staje się początkiem przyjaźni Greena i Monroe. Przez kilka lat Milton jest jej nadwornym fotografem. Ale nie tylko - doradza też aktorce w kwestiach artystycznych i finansowych.

Słuchacze Radia Wrocław komentują:

Są ważniejsze wydatki niż kolekcja zdjęć. Bez gadżetów wystawa nie będzie na siebie zarabiać:

W tym czasie powstają 53 sesje zdjęciowe, Green towarzyszył aktorce niemal cały czas, dokumentując jej zawodowe i prywatne życie. Z tych sesji pochodzi wiele słynnych zdjęć Marilyn, m.in. ta na której gwiazda jest w stroju baletnicy, to zdjęcie później zostanie uznane za jedno z trzech najpopularniejszych fotografii XX wieku.

W roku 1985 Milton H.Green umiera, zostawiając zadłużoną kolekcję zdjęć, którą przejmuje City National Bank. Następnie wykupuje ją grecki finansista i milioner Dino Matingas. I tu dochodzimy do wątku polskiego: Matingas, który działa na całym świecie, robił wtedy interesy z Grzegorzem Żemkiem, ówczesnym szefem Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego. W 95 roku roku spłaca swoje długi wobec FOZZ zakupioną wcześniej kolekcją zdjęć MM i w ten sposób zasila ona majątek Funduszu.

W 2012 roku temu niemal 400 fotografii przedstawiających Marilyn Monroe i inne gwiazdy trafia na akcję w domu aukcyjnym DESA Unicum i zostaje sprzedanych za 3,8 miliona złotych. Kolejna aukcja odbyła się w tym roku 25 czerwca i wtedy właśnie kolekcję zakupiło Przedsiębiorstwo Hala Ludowa Wrocławia za 6,4 miliona złotych.

Tomasz Sikora
Tomasz Sikora
Radio Wrocław
Verdun, nieznaczące gospodarczo, społecznie, militarnie dwudziestotysięczne miasteczko we Francji. Takie nic. Zapisane w historii jako "piekło Verdun" czy "młyn verdeński". Od lutego do grudnia 1916 roku stanęły naprzeciw siebie wrogie armie. Przez kilka miesięcy nie ruszyły się ani o jotę. Żołnierze, młodzi francuscy i niemieccy chłopcy, którzy tej wojny nie rozumieli, nikt jej zresztą nie rozumiał - ginęli rzucani do ataku to z prawej to z lewej strony. Wykrwawiła się i armia francuska i niemiecka. Niemców zginęło 337 tysięcy, Francuzów 362 tysiące. W tym roku minęło 100 lat od rozpoczęcia I Wojny Światowej. Verdun - jako symbol bezsensownej masowej wojny i masowej śmierci stało się miejscem politycznych symbolicznych spotkań. I opowieści w stylu: "nigdy więcej". Ale obok wybitnych polityków i ich wielkich słów są zwykli, mali turyści. Na nich czekają żelki "armatki" o smaku truskawkowym, pamiątkowe ciasteczka wypieczone z sercem z okazji uroczystej rocznicy rozpoczęcia masakry, plastikowe pociski z moździerzy i chińskie szrapnele z napisem "exactly from 1916!". Są atrakcje małe i duże - zapalniczki, breloczki, ołówki, podkładki pod komputerowe myszki. Jest żołnierz w okopie wtłoczony w szklaną (choć też plastikową" kulę na którą pada sztuczny śnieg. No i odzież: koszulki, spodenki z nadrukami pogodnych lub przerażonych twarzy młodych żołnierzy. Czasem grafik domalował krew obficie sączącą się na tle - bo musi być znak tej masakry 700 tysięcy ludzi. Jeśli jesteśmy zbyt wrażliwi, przygotowano dla nas koszulki i maskotki z napisem: "I (serduszko) Verdun". Wszyscy kochamy Verdun, po prostu. Że skandal? Owszem. Że wstyd? No tak. Ale ten makabryczny przykład udowadnia, że dziś bez gadżetów ani rusz. Choć może Francuzi zabrnęli o jeden okop spod Verdun za daleko - to ów przykład jasno dowodzi, że gadżetami jest to nasze turystyczne piekło wybrukowane. Bez gadżetów ani rusz. 70% mieszkańców Verdun żyje ze wspomnienia bitwy. A z czego pożyje Wrocław? Właśnie przyznano, że kupiliśmy zdjęcia Marilyn, ale praw do gadżetów nie mamy. Bo one są obwarowane specjalnymi prawami, za które musielibyśmy słono płacić. To tak jakby wejść do cukierni, popatrzeć na tort schwarzwaldzki, rurkę z kremem i ladę lodów. Ale gdy dochodzimy do kasy słyszymy - o co to, to nie - "sobie możesz te lody przez szybę polizać, bo do ręki nie dostaniesz". To po co przyjeżdżać na wystawę - jeśli te fotki, a to "tylko i aż fotki", są dostępne w dużej rozdzielczości w internecie - co zresztą udowadnia prześmiewczy profil na portalu społecznościowym: Marilyn Monroe we Wrocławiu. Sama Marilyn zresztą zdążyła już tam skomentować opisywaną przez nas historię. Napisała: Nie macie praw do mojego wizerunku? Co zatem kupiliście Moi Mili wrocławianie? Martwię się o Was. wrocławianie, którym nigdy nie brakowało tupetu i cynizmu, szybko aktorce odpowiedzieli: Bo od lat mamy prawo do topienia pieniędzy w drogich, słomianych inwestycjach.

Zdjęcie na stronie głównej: Wikipedia

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
~jestam za
2014-11-20 15:01:48
z adresu IP: (62.87.xxx.xxx)
Ocena: 0
Muzeum Taczek by sie przydało we Wrocławiu. najlepiej obok Magistratu !
~mixie
2014-08-04 07:18:44
z adresu IP: (89.72.xxx.xxx)
Ocena: -3
Zróbcie muzeum powodzi 1000lecia, zdjęcia są, wydarzenie jak najbardziej związane z miastem i jego najnowszą historią - a nie jakieś muzeum popkultury, co za płytki banał !!
~figo fago
2014-07-30 22:47:12
z adresu IP: (37.209.xxx.xxx)
Ocena: 5
czy nie lepiej byloby np dofinansowac teatry by bilety byly tansze? byki, merlin-co bedzie kolejna wielka inwestycja??? czy my sie na to godzimy?sa to nasze pieniadze pytam kim sa osoby decydujace? czy stanowisko pozwala im spelniac "swoje rozkapryszone zachcianki'?
~Stary
2014-07-29 15:40:41
z adresu IP: (83.10.xxx.xxx)
Ocena: -1
To jest właśnie tak , jak ignoranci biorą się za interesy .
~Nik
2014-07-24 21:38:24
z adresu IP: (83.21.xxx.xxx)
Ocena: -3
"(...) ale do wizerunku amerykańskiej aktorki już nie, bo to kosztuje po prostu." "Bo to kosztuje po prostu". Przepraszam, w jakim jezyku jest napisane to zdanie?
~jula
2014-07-24 15:26:17
z adresu IP: (87.204.xxx.xxx)
Ocena: -8
viaappia, ale ładne, DyErekcja Hali Stulecia, literówka czy kreacja lingwistyczna?,
~Apeiron
2014-07-24 14:39:57
z adresu IP: (2.221.xxx.xxx)
Ocena: -1
Drodzy pseudoredaktorzy, pisze się Marilyn, a nie Marylin czy Marlin!!!!!!
~Marcel
2014-07-24 12:05:58
z adresu IP: (87.204.xxx.xxx)
Ocena: -5
Panie Tomaszu, "Wrocławianin" czy "wrocławianin", "Wrocławianka" czy "wrocławianka", "Wrocławianie" czy "wrocławianie" ? - OTO PYTANIE, OTO PYTANIE :)
~viaappia
2014-07-24 11:47:36
z adresu IP: (87.204.xxx.xxx)
Ocena: 13
Dziennikarsko? Słaby, skopany, chaotyczny materiał. Kilka przyciętych przyczynków pozostawiających nieodparte wrażenie fuszerki "na łapu capu". A słuchacze chcieliby wiedzieć: czy jest już "wtopa"? Czy dopiero będzie "wtopa"? Jeśli tak, to kto za to odpowiada ? Kto poniesie konsekwencje i jakie? Brakuje, przede wszystkim, fachowej opinii prawnika w kwestii praw do wizerunku. Dalej, ile takie prawa mogą kosztować ? Choćby rząd wielkości: dodatkowo 1 milion, 10 milionów, 20 milionów...? Brakuje wreszcie jasnej odpowiedzi na pytanie: czy to "przeoczenie", czy to wielka niekompetencja. Co z tym faktem uczyni dyerekcja Hali Stulecia, co na to nadzór właścicielski ze strony Urzędu Miasta? To są pytania i kwestie, których brakło. Szkoda..., bo tak - słuchacze (podatnicy) mają jeszcze bardziej zamulony obraz sprawy.
~nie
2014-07-24 10:29:07
z adresu IP: (89.77.xxx.xxx)
Ocena: 0
a ta wystawa w muzeum architektury też jest skandalem! przewałem!rzędy odbitek i "faksymile", czyli druk, m.in. kartonu do guerniki. jakieś sufitowe wartości podają organizatorzy. chcą ogromnych opłat za wejście. tylko media mogą pomóc w kwestii: kto, po co i za ile chce nabić ludzi w butelkę?
~małgorzata
2014-07-24 10:06:41
z adresu IP: (83.5.xxx.xxx)
Ocena: -4
zaproponujcie miastu zrobienie galerii fotografii z prawdziwego zdarzenia. Bo niestety takiej nie ma we wrocławiu . I zamiast kiczowatych kubków można by tam sprzedawać albumy fotograficzne . To z pewnością była by najlepsza reklama dla miasta. Chociaż jedna galeria fotograficzna których w berlinie jest 300
~salusperfire
2014-07-24 08:57:21
z adresu IP: (81.190.xxx.xxx)
Ocena: -11
...witajcie w świecie praw majątkowych. Wczoraj mieliśmy też zobaczyć światowe malarstwo w muzeum architektury a oglądaliśmy uroczo zaaranżowane odbitki numer sto-ileś od prywatnej firmy.
Reklama