"Potop Redivivus" już w kinach (RECENZJA)

Jan Pelczar | Utworzono: 2014-10-03 08:11 | Zmodyfikowano: 2014-10-03 10:44
A|A|A

Potop Redivivus od 3 października w kinach

POTOP REDIVIVUS *****

Na otwierający festiwal w Gdyni seans skróconej i przemontowanej wersji "Potopu" szedłem bez entuzjazmu. Z Teatru Muzycznego wychodziłem olśniony. Teraz macie szansę obejrzeć w dolnośląskich kinach przygotowaną na 40-lecie premiery, zrekonstruowaną cyfrowo, skróconą i poddaną szybszemu montażowi wersję "Potop Redivivus".

Nieważne, ile razy widzieliście film Jerzego Hoffmana w telewizji w kolejne święta. Dopiero na dużym ekranie można zrozumieć, że oscarowa nominacja nie była żadnym przypadkiem. To było epickie kino zrealizowane z największą wystawnością i starannością, z błyskotliwym scenariuszem, niemalże polska forpoczta hollywoodzkiego kina nowej przygody. Role Daniela Olbrychskiego, Małgorzaty Braunek, Tadeusza Łomnickiego i Leszka Teleszyńskiego nie zestarzały się ani trochę, działają z pełną mocą. Jedyna scena pozostawiona w całości, bez skrótów montażowych, pojedynek Kmicica z Wołodyjowskim, wciąż bezbłędnie trzyma w napięciu

Przez ostatnie lata przeciwstawiano w Polsce Sienkiewicza Gombrowiczowi i odwrotnie. W mojej pamięci film Hoffmana zlewał się z najmniej udaną, najnowszą częścią, "Ogniem i mieczem", nabierał cech bezkrytycznej ekranizacji. Seans "Potop Redivivus" wyprowadził mnie z błędu. Oto pełnokrwista adaptacja, nie pozostawiająca miejscami suchej nitki na naszych narodowych wadach. Oto prawdziwy potop - powiedzonka brzmiące aktualnie w kolejnych systemach, przy kolejnych rozdaniach politycznych. Zmieniają się tylko osoby, do których przymierzamy poszczególne zdania od bohaterów Henryka Sienkiewicza. W Gdyni sala śmiała się do rozpuku i biła brawo, słysząc na przykład, że "każdy, kto ma szablę, zbiera sobie partię".

Zaś dzięki skrótom, częstszemu dzieleniu scen, irytującemu jedynie przez pierwszych pięć minut, "Potop" nabiera tempa i pokazuje jak niewiele dzieli Kmicica od popkulturowych superbohaterów, a fabułę Trylogii od legend i mitów, które wciąż karmią największy przemysł filmowy świata. Dla widzów, którzy na dobre z "Potopem" jeszcze się nie zmierzyli, pokaz nowej wersji jest idealną propozycją - zobaczcie jacy mistrzowie filmowego rzemiosła działali kiedyś w Polsce. Po nich czas choćby... na następnych.

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
~OlO
2014-10-05 17:29:15
z adresu IP: (77.255.xxx.xxx)
Ocena: 1
Dla mnie "Potop" był kwintesencją. Inna sprawa, że były wewnętrzne wątpliwości,
Reklama