Ambitna walka to za mało. PGE Turów Zgorzelec przegrywa z Fenerbahce Stambuł 76:91

Bartosz Tomczak | Utworzono: 2014-10-23 22:52 | Zmodyfikowano: 2014-10-23 22:53
A|A|A

Mistrzowie Polski zaczęli fatalnie. Po nieco ponad czterech minutach, Turów przegrywał aż 0:13! Pierwsze punkty dla Turowa zdobył Mardy Collins z linii osobistych. Z gry jako pierwszy dla gospodarzy trafił Damian Kulig - i to dwukrotnie. Najpierw za dwa, a potem niepilnowany zza łuku. Nie zmieniło to jednak położenia zgorzelczan. To Fenerbahce nadawało ton grze. Dyrygentem zespołu gości był Andrew Goudelock. Amerykanin trafił 3 z 4 rzutów z gry i zdobył 11 punktów. W znacznej mierze to jego postawa sprawiła, że Turów po pierwszej kwarcie przegrywał 15:30.

Przy takim wyniku wydawało się, że dalsza część meczu będzie tylko formalnością. Mistrzowie Polski mieli jednak inny plan. Turów w drugiej kwarcie grał dużo lepszą koszykówkę - po obu stronach parkietu. Co prawda jeszcze w połowie tej odsłony nie miało to wielkiego wpływu na wynik - zgorzelczanie przegrywali 24:41 - ale w dalszej części drugiej kwarty zaczęło się to zmieniać. Napędzana przez Mardyego Collinsa seria 6:0 - Amerykanin zaliczył dwa przechwyty, które zakończył trafieniami, m.in efektownym wsadem - sprawiła, że Turów był gorszy już tylko o 11 punktów. Jeszcze lepiej było za chwilę. Kolejna passa sześciu zdobytych punktów - trafiali kolejno Kulig, Zigeranović i Collins - , bez odpowiedzi rywala, sprawiła, że Mistrzowie Polski przegrywali zaledwie 36:43 na dwie i pół minuty przed przerwą. W pierwszej połowie lepiej już nie było. Fenerbahce przetrzymało napór Turowa i do przerwy turecka drużyna prowadziła 50:40.

Najlepszym graczem zgorzelczan po dwóch kwartach był Damian Kulig. Polak do przerwy trafił 4/6 rzutów z gry - w tym dwukrotnie za trzy i miał na swoim koncie 18 punktów, do których dołożył 8 zbiórek.

Trzecią kwartę od celnego rzutu za trzy rozpoczął Mardy Collins i Turów znów tracił do rywali zaledwie 7 "oczek". Taki dystans utrzymywał się przez większość tej odsłony. Mistrzowie Polski mieli sporo okazji by zmniejszyć tę różnicę, ale za każdym razem na przeszkodzie stawał albo niecelny rzut, albo strata w ataku. Ten drugi element był największym problemem Turowa w tym spotkaniu. Zgorzelczanie to co stracili w ofensywie nadrabiali jednak coraz lepszą obroną. Gospodarze nie pozwolili Fenerbahce na rozwinięcie skrzydeł. Turcy w tej części gry w najlepszym momencie mieli "tylko" 11 punktów przewagi. Tak było chociażby w końcówce trzeciej kwarty, ale wtedy Turów zaliczył serię 5:0 i przegrywał zaledwie 60:66. Niestety w odpowiedzi Emir Preldzić trafił za trzy i przed startem decydującej odsłony Fenerbahce prowadziło 69:60.

W czwartej kwarcie Turów walczył o odrobienie strat, ale rywale nadal trzymali dystans. Kiedy za trzy po ponowieniu trafił Bogdan Bogdanović było już 75:63 dla Fenerbahce. Mistrzowie Polski jednak nie odpuszczali. Kluczowe akcje zaliczał Damian Kulig. Najpierw zaliczył efektowne i skuteczne wejście pod kosz, a za chwilę trafił zza łuku i na niespełna trzy minuty przed końcem było 73:78. Trener rywali musiał prosić o czas. Niestety za chwilę to samo uczynił Emil Rajković. Powód? Dwie skuteczne akcje Fenerbahce z rzędu. Najpierw Andrew Goudelock wywalczył faul i trafił osobiste, a za chwilę efektownym wsadem prowadzenie podwyższył Jan Vesely. Od tego momentu skończyły się emocje. Turów przegrał 76:91.

PGE Turów Zgorzelec - Fenerbahce Ulker Stambuł 76:91 (15:30, 25:20, 20:19, 16:22)

Punkty dla PGE Turowa: Kulig 23, Collins 20, Taylor 12, Zigeranović 9, Jaramaz 7, Moldoveanu 5

Punkty dla Fenerbahce: Goudelock 27, Preldzic 16, Hickman 10, Savas 10, Erden 9, Vesely 8, Bjelica 5, Bogdanovic 4, Sipahi 2

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
Reklama