Recenzje Iana Pelczara: GOTTLAND (****)

Jan Pelczar | Utworzono: 2014-11-06 08:29 | Zmodyfikowano: 2014-11-06 08:32
A|A|A

Kiedy będziecie narzekać na filmowy Gottland, jak wiele mu brakuje do literackiego pierwowzoru, pomyślcie, czy widzieliście kiedyś w kinie zbiór dokumentalnych etiud studentów jednej z polskich szkół filmowych.

Uczeni na słynnej praskiej FAMU młodzi filmowcy wzięli na warsztat genialną książkę reporterską i zabawili się z nią formalnie. Nie zawsze udanie, ale za każdym razem odważnie. Dobrotliwa rada od autora książki "Gottland" - bestsellerowej i nagradzanej przez krytyków - by zapomnieć o literaturze w trakcie oglądania filmu - nie jest najlepsza. Siłą ekranowego "Gottlandu" jest bowiem kontekst, który wypływa właśnie z książki. Bez tego tła, w świadomości widza, obraz wiele traci. Acz i zestawienie z książką wprawionego autora jest dla twórców nowelowego filmu trudne.

PRZECZYTAJ i POSŁUCHAJ: Nowa książka Mariusza Szczygła będzie o Dolnym Śląsku

U Mariusza Szczygła był obraz Czech i czechosłowackiej historii, otwarty na dowolne interpretacje. Jedną z nich reportażysta cytował przed wrocławskim pokazem: "my, Czesi, od sześciuset lat warzymy piwo, ale dopiero pan nam przypomniał, że ono jest gorzkie" - w tej, zasłyszanej od południowego sąsiada, recenzji, zawiera się kwintesencja książkowego "Gottlandu". W filmowej wersji efekt był nie do uzyskania, bo zabrali się za nią sami Czesi.

Dobrze, że Szczygieł do ich pracy się nie wtrącał, bo rzeczywiście zbiór jego reportaży był jedynie inspiracją i punktem wyjścia. W przypadku wiernych czytelników wspomniana dobrotliwa rada działa dobrze - nie można się spodziewać wiernie odtworzonych reportaży, dostajemy raczej filmowe eseje, najczęściej z głosem narratora. Niestety, w większości przypadków, także z tezą. Najczęściej o współczesnym świecie, pozbawionym już nawet miejsca na ideały, co dobitnie wykazuje nowelka o problemach z przestrzenią po wyburzonym przed dekadami pomniku Stalina na wzgórzu Letna w Pradze. O tej części słyszałem najwięcej dobrych słów od widzów po wrocławskiej premierze "Gottlandu", chociaż mnie podobała się najmniej, ze względu na zbyt dosłowne obrazowanie tezy formalnym zabiegiem z modelem pomnika. W innych częściach forma udała się moim zdaniem o wiele lepiej. Pierwsza nowela nakręcona została tak, jakby kamera jechała cały czas po taśmie produkcyjnej. Bo właśnie o zmianach związanych z wprowadzeniem kolejnych nowości technologicznych opowiada ta część dokumentalnej serii.

Od początku współczesny świat pokazywany jest jako miejsce, które funkcjonuje dzięki sile rozpędu. Końcowa część obrazuje dramatyczny sposób wypisania się z tej maszynerii. Nawet części najbardziej historyczne, wracające do kochanki Goebbelsa - czeskiej aktorki Lidy Baarovej - i pisarza Eduarda Kirchbergera, wybrzmiewa gorzką oceną obecnej rzeczywistości. "Ludzie odrzucają wartości, które czyniły ten świat lepszym" - te słowa wybrzmiewają w filmowym "Gottlandzie" jako motto.

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
Reklama