Tadeusz Krzakowski: Doceniam dobre pomysły (WYWIAD)

Andrzej Andrzejewski | Utworzono: 2014-12-03 17:08 | Zmodyfikowano: 2014-12-03 21:23
A|A|A

fot. Karol Czapski (Radio Wrocław)

Jego kontrkandydat do najwyższego urzędu w mieście Jarosław Rabczenko też chyba ma powody do zadowolenia z tych wyborów, bo już w pierwszej turze zapewnił sobie mandat radnego. Na ile taki podział władzy jest optymalny dla miasta? To zależy od tego, jakie emocje będą towarzyszyły obu panom. Nie jest tajemnicą, że między kandydatami i ich otoczeniem mocno iskrzyło. Może to tylko taki urok kampanii?

Z Tadeuszem Krzakowskim rozmawia Andrzej Andrzejewski.

Fala pracy przez 24 godziny na dobę jeszcze pana niesie, czy był już czas na wypoczynek? Bo zarówno przed wyborami, jak i po ciągle spotykam pana w różnych miejscach i mam wrażenie, że ciągle jest pan na maksymalnych obrotach…

To tak jak w słowach piosenki „Słowa niosą ludzie, ludzie niosą słowa”. Tak samo i w tym wypadku – ludzie niosą mnie. Zawsze mówiłem, że jestem wśród legniczan, dla legniczan i z legniczanami. Tak było, jest i będzie.

Patrząc na tempo i styl ostatniej kampanii – było gorąco?

Bardzo gorąco. Była to bardzo intensywna, długotrwała i emocjonująca kampania.

Dlaczego Jarosław Rabczenko przegrał drugą turę wyborów? Nie pytam o to, w czym pan okazał się lepszy, ale czego mu zabrakło? Uzyskanie poparcia 40 procent głosujących - w momencie, gdy jeszcze pół roku temu Rabczenko był osobą niemal nieznaną – to jest sukces.

Na pewno jest to sukces tego młodego człowieka i jego wynik powinien być doceniany. Natomiast analizy porażki pozostawiam właśnie temu panu…

Lubi pan grać w szachy?
Tak, lubię…

…bo jest pan dobrym taktykiem. Po pierwszej turze wyborów, gdy poznaliśmy nazwiska radnych nowej kadencji , było wiadomo, że pańskiemu rywalowi do większości zwolenników w Radzie brakuje zaledwie jednego głosu. Platforma Obywatelska i Porozumienie dla Legnicy to matecznik Jarosława Rabczenki. Tymczasem podczas pierwszej sesji radni Prawa i Sprawiedliwości głosowali tak, jak członkowie Klubu Wyborców Tadeusza Krzakowskiego – tworząc większość. Tak będzie wyglądał układ sił przez najbliższe cztery lata?

Chciałbym, żeby zwyciężyła Legnica i interesy mieszkańców naszego miasta. Myślę, że to jest takie porozumienie, które sprzyja rozwojowi miasta. Każdy może się do tego porozumienia przyłączyć, oczywiście przyjmując określone zasady postępowania. Jedność celów i działań w tym przypadku jest ważna. Mieszkańcy nie chcą kłótni, potyczek słownych, ani gry interesów wąskich grup, ale chcą realizacji swoich oczekiwań.

Jeśli Jarosław Rabczenko przez najbliższe cztery lata okaże się dobrym radnym, to za cztery lata może zyskać większe poparcie mieszkańców jako kandydat na prezydenta. Nie boi się Pan tego?

Mamy rok 2014. Czas pokaże. Każdy ma czas na to, by się pokazać. Nie jako produkt w kampanii, tylko pokazać o co w tym wszystkim chodziło. Czy chodziło o pracę dla miasta, czy o osiągnięcie celów dla wąskiej grupy.

Czy legnickich radnych da się nakłonić do pełnej współpracy? Czy raczej bliżej im do modelu szachowania i blokowania się nawzajem?

Wszystko jest możliwe. Jeśli celem będzie praca na rzecz miasta i rozwiązywanie problemów, to nie będziemy mieli do czynienia z szachowaniem i grami. Chciałoby się, żeby ta współpraca była. Oczywiście różnienie się w poglądach niech towarzyszy temu. Dyskusja jest wręcz wskazana i oczekiwana, bo z niej zawsze wynika coś dobrego . Jednomyślność też jest dobrą wartością, ale niekonieczną. Ważne żeby można było osiągnąć cel, a wtedy ci inni, patrzący z boku, dołączą.

Lubi pan wybory samorządowe?

(śmiech)… no na pewno są ekscytujące i emocjonujące…

To bardzo pracowity i wyczerpujący okres nie tylko dla samorządowców.

To też taki trochę nienaturalny okres. Nie kampania, ale właśnie normalna praca jest kwintesencją działalności samorządowej. Kampania jest bardzo ważnym epizodem, który jedynie otwiera drogę do realizacji planów, które były wcześniej budowane…

Ale to właśnie w czasie kampanii trwa – również w Legnicy – festiwal pomysłów. Pomysłów różnych polityków czy kandydatów na polityków. Prezydent Głogowa już zapowiedział, że stworzy taki bank idei – różnego pochodzenia – i te najlepsze będzie się starał realizować. Myśli Pan o podobnym rozwiązaniu?

Byłoby to ignorancją, gdybym nie zważał na to, co pojawiło się w kampanii. Pojawiają się różne dobre pomysły, z których warto czerpać mądrość…Tylko trzeba je zderzyć z rzeczywistością, możliwościami i przyjętymi wcześniej koncepcjami. Bo to co dziś robimy, jest konsekwencją wcześniej zaplanowanych działań. To rodzi konkretne skutki.

A taki nie pański pomysł, który chciałby pan zrealizować?

Nic takiego szczególnego dziś nie przytoczę, ale na pewno to co będzie wartościowe – i pojawi się choćby na forum Rady Miejskiej – to wykorzystam. Nie jestem zasklepiony na sygnały zewnętrzne. Do tej pory nic szczególnego się nie pojawiło. Bo jak policzyłem sobie jaką cenę miasto i mieszkańcy musieliby za te pomysły zapłacić, to musielibyśmy mieć jeszcze jeden taki budżet jak dziś, żeby te plany zrealizować. A ja muszę chronić budżet, by móc realizować oczekiwania i marzenia mieszkańców. Bo rozdawnictwo nie jest dobrą cechą samorządu. Rozdawnictwo zawsze odbywa się kosztem innych. Publiczne pieniądze, to są nasze wspólne pieniądze.

POSŁUCHAJCIE CAŁEGO WYWIADU:

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
Reklama