Ratownicy GOPR mają dostać podwyżki

Piotr Słowinski | Utworzono: 2014-12-08 12:27 | Zmodyfikowano: 2014-12-08 12:27
A|A|A

fot. GOPR

Była akcja Radia Wrocław jest reakcja. Górscy ratownicy, szczególnie ci zarabiający najmniej, dostaną podwyżki. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych negocjuje obecnie tę sprawę z ogólnokrajowym Górskim Ochotniczym Pogotowiem Ratunkowym. Jego naczelnik Jacek Dębicki mówi, że chodzi o 700 tysięcy złotych rocznie w skali całego kraju:

W Polsce w GOPR jest 102 górskich ratowników. Jak informowaliśmy w październiku, z powodu niskich zarobków odchodzą do innych zawodów z powodu niskich pensji. Ich zarobki w głównej mierze zależą od dotacji z MSW, które na cały GOPR w Polsce przeznacza ponad 6 milionów złotych. Pieniądze te mogą być wydawane wyłącznie na ratownictwo. Pieniądze mają trafić do tych, którzy zarabiają najmniej. Naczelnik karkonoskiego GOPR-u, Sławomir Czubak mówi, że bez dodatkowych pieniędzy nie będzie w stanie zatrzymać najlepiej wyszkolonych ludzi w pracy:

W Polsce problem dotyczy ledwie nieco ponad 100 górskich ratowników. Ich wypłaty a także koszty akcji ratowniczych są finansowane przede wszystkim z dotacji ministerstwa spraw wewnętrznych, która w tym roku wyniosła w skali kraju ponad 6 milionów złotych. Sprawa niedofinansowania górskiego ratownictwa stała się w Polsce głośna po publikacji Radia Wrocław.


Artykuł Radia Wrocław z października 2014 r.

Ratownicy odchodzą przez niskie płace. Podobna sytuacja jest Górskim Ochotniczym Pogotowiu Ratunkowym w całej Polsce. - Mamy skutery śnieżne, quady, samochody terenowe, nowoczesny sprzęt do ratowania, tyle, że niedługo może nie być komu tego sprzętu używać – nie ukrywa Sławomir Czubak, naczelnik karkonoskiej grupy GOPR:

Chodzi o ratowników zawodowych, którzy tworzą trzon górskiego pogotowia. Odchodzą do straży pożarnej, czy do innych zawodów bo nie chcą zarabiać po 1600 czy 2000 złotych za służbę z nocnymi dyżurami. To problem trapiący GOPR w całej Polsce, a dotyczący zaledwie nieco ponad 100 ludzi zatrudnionych na etatach. Górskie pogotowie nie ma pieniędzy na większe płace, bo po prostu nie wystarcza na to dotacja z MSW. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych daje środki wyłącznie na prowadzenie stricte akcji ratowniczych. Wystarcza to na minimalne pensje dla ratowników zawodowych. Tych w kraju jest nieco ponad setka i grupa ta powoli topnieje.

Tymczasem sytuacja się jeszcze pogarsza. Dyrektor Karkonoskiego Parku Narodowego (KPN), Andrzej Raj oraz rada naukowa parku zwróciły się do ministerstwa ochrony środowiska, by zmienić zapisy ustawy o parkach narodowych nakazujące parkowi odprowadzanie 15 procent wpływów z biletów za wstęp na rzecz górskiego pogotowia ratunkowego. Jak mówi dyrektor Raj, GOPR ratuje nie tylko w Karkonoszach, ale też w Górach Izerskich czy Rudawach Janowickich, a płaci mu tylko park narodowy, a już nie nadleśnictwa. Chodzi w tym roku o 350 tysięcy złotych.

POSŁUCHAJ:

- Te pieniądze są nam bardzo potrzebne – tłumaczy dyrektor KPN – na wkład własny do projektów, gdzie moglibyśmy je wielokrotnie pomnożyć albo na dokumentację, bez której nie możemy się starać o środki. Rozumiem, że dla GOPR-u są one bardzo ważne, ale nie potrafię zrozumieć, dlaczego w naszym kraju nie można znaleźć dosłownie 3 milionów złotych na dofinansowanie górskiego ratownictwa we wszystkich grupach GOPR i rozwiązanie tego problemu.

Dla GOPR- u te 350 tysięcy od KPN to jednak sprawa życia i śmierci. Bez nich zabraknie karkonoskim ratownikom środków na szkolenie, a nawet na paliwo do samochodów, bo to jedna trzecia ich budżetu.

Na zmianę zasad finansowania GOPR-u, którego budżet pochodzi w części z MSW, w części od parku narodowego a w części od samorządów nie ma szans. Jak mówi posłanka Zofia Czernow z sejmowej komisji finansów publicznych żadne prace w tej sprawie nawet się nie zaczęły.

Wspieranie finansowe GOPR-u przez parki narodowe to był pomysł na chwilę, wyjaśnia dr Arkadiusz Babczuk z Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu. Jak wiele prowizorek, okazał się jednak trwały. - Ten zapis został wymyślony po to, by Tatrzański Park Narodowy mógł dofinansować zakup śmigłowca dla TOPR-u – mówi – jednak pozostał w ustawie, a w mojej ocenie Karkonoskiego Parku Narodowego zwyczajnie nie stać na finansowanie górskich ratowników. Ratownictwo górskie powinno być finansowane po prostu z budżetu państwa. To jest zadanie centralne. Mamy do czynienia z obszarem, o którym można powiedzieć, że cudem funkcjonuje. To są hobbyści.

Sami ratownicy chcieliby nie tylko większych pensji, ale i przywilejów. - Chcielibyśmy mieć możliwość wcześniejszego odchodzenia na emerytury tak jak strażacy– mówią – bo trudno sobie wyobrazić, by w wieku 65 lat, na nartach skiturowych, przy dwudziestostopniowym mrozie ratownik przedzierał się przez kilkumetrowe zaspy, bo tak nasza praca wygląda.

Naczelnik karkonoskiego GOPR- u Sławomir Czubak mówi, że to ostatni dzwonek na poprawę sytuacji. - Ktoś musi odważnie podjąć decyzje, wskazać źródła finansowania, które uczynią z GOPR-u i TOPR-u w pełni profesjonalną służbę. Mam nadzieję, że ktoś podrapie się w naszym państwie po głowie i dojdzie do wniosku, że ratownictwo górskie jest poważną dziedziną i tę sytuację wyprostuje.

W większości krajów, w których narciarzom i snowboardzistom gwarantuje się znakomite warunki do uprawiania białego szaleństwa, w razie wypadku poszkodowany pokrywa koszty akcji poszukiwawczej i ratowniczej. Udający się na zagraniczne stoki, również do naszych południowych sąsiadów powinni więc zaopatrzyć się w odpowiednią polisę, inaczej - jeśli zajdzie potrzeba udzielenia pomocy przez ratowników górskich - przyjdzie im uregulować z własnej kieszeni naprawdę słony rachunek.

Koszty akcji ratowniczej:

W Czechach koszty zwykłej akcji ratunkowej w Czechach to co najmniej 4300 koron (około 725 zł). Rachunek jest dwa razy wyższy w przypadku, gdy do wypadku dojdzie w odległości większej niż 3 km od stacji pogotowia górskiego. Portal lidovky.cz przywołuje statystyki, z których wynika, że w 2012 roku czescy ratownicy pomagali m.in. 492 rannym Polakom, 410 Niemcom i 302 Holendrom. Czesi za wezwanie pomocy nie muszą płacić; koszty akcji ratowniczej zazwyczaj pokrywa im ubezpieczalnia. Wyjątkiem jest sytuacja, w której czeski narciarz dozna obrażeń z własnej winy lub był pod wpływem alkoholu; wtedy za wszelkie działania służb górskich musi płacić sam.

Słowacja ma obowiązek pokrycia kosztów akcji wyspecjalizowanych jednostek ratowniczych wprowadziła w 2006 roku. Z danych słowackiego odpowiednika naszego GOPR-u wynika, że ratownicy górscy interweniują średnio 700 razy w ciągu roku.

Najczęściej zajmowali się zwiezieniem z gór turystów, którzy zabłądzili lub nie, byli w stanie wrócić o własnych siłach. Taki transport to obecnie wydatek w wysokości ok. 500 zł. Koszty rosną jeśli jest to akcja ratownicza po zejściu lawiny, gdzie angażowane są zespoły ludzi, wyszkolone psy oraz wykorzystuje się specjalistyczny sprzęt. Poszkodowany, który nie zaopatrzył się w odpowiednią polisę może zostać obciążony rachunek opiewającym nawet na 100 tys. koron (ok. 10 tys. zł). Jeszcze droższa będzie interwencja służ ratowniczych, jeśli zajdzie konieczność korzystania z helikoptera.

W krajach, w których jest zdecydowanie drożej niż na Słowacji i w Czechach, a więc w Austrii, Włoszech, Francji, Szwajcarii koszty działania służb ratowniczych są o wiele wyższe. Opatrzenie na stoku zwichniętej nogi może nas kosztować, przy braku stosownego ubezpieczenia, nawet 400 euro. Akcje ratownicze prowadzone w górach są odpłatne także np. w Bułgarii.

 

 

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
NA ANTENIE
MarekObszarny
Marek Obszarny
 12:00 - 13:00
REAKCJA 24
Zapraszamy
Reklama