Granica miasta granicą absurdu? (POSŁUCHAJ)

| Utworzono: 2014-12-18 08:52 | Zmodyfikowano: 2014-12-18 08:51
A|A|A

fot. www.pgw.pl

- To bzdura, wyciąganie pieniędzy od ludzi. Pozwolenie czasowe kosztuje 62 zł i komu to jest potrzebne? Każdego dnia przyjeżdża w tej sprawie średnio dwóch kierowców - mówią anonimowo diagności, którzy wolą nie zadzierać z urzędnikami.

Elżbieta Fedorowska z miejskiego oddziału nadzoru stacji diagnostycznych tłumaczy, że problemem jest ministerialna ustawa, a nie ich złe chęci, czy skok na kasę. - Mają taki przepis, który mówi o pełnej identyfikacji pojazdu na podstawie dowodu rejestracyjnego, albo odpowiadającego mu dokumentu. A takim - według naszej oceny - jest tylko i wyłączne pozwolenie czasowe - tłumaczy.

A kilka kilometrów dalej, w starostwie słyszymy: - Nie ma potrzeby piętrzyć problemów i przeszkód. Można to wszystko załatwić w prosty sposób.

Elżbieta Kizak, dyrektor wydziału komunikacji w starostwie powiatowym we Wrocławiu nie ma wątpliwości, że wyrabianie na kilka godzin tymczasowego dowodu rejestracyjnego i tablic to zupełnie niepotrzebne utrudnianie życia mieszkańcom i tworzenie zbędnej papierologii. Dlatego stacje diagnostyczne wokół Wrocławia mogą przeprowadzać bez przeszkód takie badania. Jest też proste rozwiązanie w sytuacji nieprzewidzianych trudności. - Mieszkaniec pisze podanie o wydanie kserokopii zatrzymanego dowodu rejestracyjnego. Jeżeli mamy ten dowód, wydajemy kserokopię od ręki. Uważamy, że nie ma powodu karać kierowcy za to, że policjant zatrzyma mu dowód.

A co na to Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju? W dokumencie rozesłanym do starostw, który wyjaśnia pojawiające się wątpliwości czytamy: "Pokwitowanie wydane przez policjanta (...) oraz inne dokumenty zawierające dane umożliwiające diagnoście dokonanie identyfikacji pojazdu mogą stanowić podstawę do przeprowadzenia okresowego badania technicznego".

A Urząd Miasta odpowiada: - Stanowisko ministerstwa nie jest wykładnią wiążącą prawa. Taką wykładnią jest tylko stanowisko sądu administracyjnego - słyszymy. Dlatego wrocławski Urząd Miasta oddał sprawę do Samorządowego Kolegium Odwoławczego. Decyzję poznamy za kilka tygodni. A do tego czas Wrocław nadal będzie czarną plamą dla kierowców przyjeżdżających na badania techniczne bez czerwonych tablic rejestracyjnych.

- Czułam się jak w filmie Barei. To absurd, musiałam kombinować, by ułatwić sobie życie - tak o skutkach urzędniczego zamieszania mówi wrocławianka Anna Skupień. Kobieta kilka tygodni temu miała kolizję. Policja zgodnie z przepisami zatrzymała jej dowód rejestracyjny i wydała ważne przez tydzień zaświadczenie. Pani Ania w tym czasie miała zrobić dodatkowe badanie techniczne i mimo, że w takiej sytuacji nie trzeba wyrabiać tymczasowych tablic, od diagnosty usłyszała to - Pokwitowanie policji nie jest obowiązującym dokumentem i odsyłamy po tymczasowe tablice do wydziału komunikacji.

Kobieta, zanim stanęła w kolejce po nowe tablice, zadzwoniła do wydziału odpowiedzialnego za wydawanie dowodów rejestracyjnych. By potwierdzić absurdalne przepisy. - Pan powtórzył to, co usłyszałam na stacji diagnostycznej. I postanowił mi pomóc - zdradził, że takie zasady obowiązują tylko we Wrocławiu i doradził, aby wyjechać poza obszar miasta.

Pani Ania wsiadła więc w samochód i badanie - bez najmniejszych problemów - przeprowadziła w Bielanach Wrocławskich. Czemu wrocławscy urzędnicy wprowadzają swoich klientów w błąd i nie znają obowiązujących przepisów? - Nie mogę odpowiadać za nieprecyzyjną odpowiedź naszego urzędnika - tłumaczy Elżbieta Fedorowska.

POSŁUCHAJCIE MATERIAŁU:

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
~Władza
2014-12-19 11:28:26
z adresu IP: (212.127.xxx.xxx)
Ocena: 0
By być bliżej mieszkańców!
~Jan
2014-12-19 01:55:04
z adresu IP: (192.197.xxx.xxx)
Ocena: -43
Dynamizm Dudka kosztuje. Głosowaliście to macie:-)
~J_G
2014-12-18 16:36:05
z adresu IP: (93.105.xxx.xxx)
Ocena: -1
[to chyba lepsze dla tego wpisu] Co do naszego prawa, to ono jest nie tylko skomplikowane, przesadnie drobiazgowe i czasem niespójne, ale przede wszystkim jest zapisane językiem niezrozumiałym dla zwykłego człowieka. A tymczasem w sądzie itp. człowiek dowiaduje się, że nieznajomość prawa nie zwalnia z jego przestrzegania. Tylko jak znać i przestrzegać prawa, które jest niezrozumiałe? Co zabawniejsze, powyższa zasada działa w zasadzie tylko w jedną stronę, tzn. obowiązuje tylko obywatela, sądu i urzędników już nie (siłą rzeczy - stosują prawo, jednak z tego, że sąd prawo powinien znać nie wynika wcale, że je zna). Z powyższego wynika w sposób dość oczywisty, że mamy nikłe szanse, zeby nasz kraj stał się państwem prawa. Chyba, że złego prawa, co już mamy, zresztą od dawna.
~Wrockanin
2014-12-18 13:58:47
z adresu IP: (156.17.xxx.xxx)
Ocena: 4
Głosowaliście na pasożytów, to na Was pasożytują. Inter-es'ik musi się kręcić i musi być na niego kasa.
~uciekinier
2014-12-18 10:48:07
z adresu IP: (31.1.xxx.xxx)
Ocena: -1
Zapraszam do jakiegokolwiek urzędu w Bielawie czy w Dzierżoniowie,tam to dopiero są jaja i podkładanie "kłód" pod nogi w załatwieniu sprawy. Dziadostwo w tym kraju jest w każdym mieście.
~www
2014-12-18 09:00:54
z adresu IP: (78.8.xxx.xxx)
Ocena: 5
przecież dudusiowy Wrocław to jedna wielka patologia- zapytajcie co się dzieje przy wydawaniu pozwoleń na budowę- tam też tworzone jest nowe prawo.
Reklama