Magiczny kryminał z wałbrzyską korupcją wyborczą w tle

Michał Wyszowski | Utworzono: 2015-12-13 09:41 | Zmodyfikowano: 2015-12-13 09:48
A|A|A

mat. prasowe

Wyroku nie ma, jest książka. Gdy wciąż trwa proces związany z wałbrzyską korupcją wyborczą, na rynku pojawiła się książka nawiązująca do tych wydarzeń. Związany z Wałbrzychem autor Hannibal Smoke napisał kryminał „Muzeum Prawdy”. Jak sam mówi to political fiction z praktyczną instrukcją: jak niezawodnie wygrać wybory.

Książka to ostatnia część trylogii kryminalnej osadzonej na Dolnym Śląsku.

Autor powieści Hannibal Smoke, nie ukrywa swoich wałbrzyskich inspiracji.

„Muzeum Prawdy” wcześniej wydane w formie elektronicznej, teraz ukazało się drukiem. Do kupienia jest jednak tylko w sieci.

Bohaterem wszystkich części jest dziennikarz śledczy, rozwiązujący kolejne zagadki.

- „Muzeum Prawdy” dzieje się współcześnie, ale bardzo głęboko sięga w przeszłość. Wałbrzych był dla mnie inspirujący. Ważne było dla mnie to co działo się tutaj pięć lat temu. Czyli afera korupcyjna, która poruszyła całą Polskę, a po której nie ma już ani śladu. Akcja samej książki dzieje jednak się w pewnym milionowym mieście, które z samym Wałbrzychem nie ma wiele wspólnego – mówi prw.pl, Hannibal Smoke.

Autor jest dziennikarzem, fotoreporterem, od lat w ramach cyklu Hannibal Smoke: Emplarium dokumentuje również dolnośląski pejzaż kulturowy.

Wcześniej w ramach cyklu ukazały się jeszcze „Tusculum” oraz „Emplarium”. Książkę wydało wydawnictwo E-bookowo.

Więcej o korupcji wyborczej w Wałbrzychu przeczytasz tutaj:

Fragment książki (początek)

Kiedy w loży na drugim piętrze pióro wymknęło się z dłoni wysokiej brunetki, Hannibalowi zamigotała myśl o upuszczonej kanapce, która zawsze spada masłem na podłogę. Miał ochotę kontemplować czarujący uśmiech kobiety, ale wzrok bezwiednie pobiegł za spadającym przedmiotem, który w świetle przygaszonych żyrandoli pikował na parter. Jeszcze zabłysł na ułamek sekundy i cicho utknął w oku zadzierającego głowę mężczyzny. Ranny zdołał uczynić kilka kroków wstecz, po czym wszystko w nim zastygło. Teatralny niezdarny gest, jakby pozdrawiał wiwatujący tłum. Zaciśnięta krtań. Nieme otwarte usta. I jedyne oko zdolne do przerażenia głęboko wbitym złotym szpikulcem.

Podczas antraktu z ukrytych głośników płynęła monotonna muzyka. Szmer rozmów z holu dobiegał z tym samym natężeniem. Ktoś głośno się zaśmiał. Gdzieś zaskrzypiały drzwi. Nieświadoma zdarzenia właścicielka pióra nadal pozwalała się adorować roześmianemu brodaczowi.

Głuchy upadek człowieka, który znikł między rzędami foteli, wymalował na twarzach kilku osób politowanie i niecierpliwą konsternację. Nikt nie kwapił się z pomocą, jakby oczekiwano, że pechowiec wstanie o własnych siłach, zaczerwieni się i dyskretnie usiądzie na swoim miejscu. Ale tylko zadygotał i zesztywniał na dobre.

Kiedy widownia zaczęła się wypełniać, poruszenie wywołał paniczny jęk mężczyzny, który niemal nadepnął makabryczną twarz denata. Zatrzymywany przez ciekawskich na próżno próbował się wycofać. Popłoch zdrętwiałych z przerażenia gapiów przeciął krzyk dziewczyny wyglądającej na parter z trzeciego piętra. Gotowa staranować zbiegowisko z dziką furią zbiegła na dół. Pospiesznie utworzony szpaler utorował jej drogę. Klęcząc przy zwłokach, zaszlochała ,,Mareczku!" i w osłupieniu oparła dłonie na ustach.

Kiedy nabrała odwagi, żeby oburącz usunąć pióro z broczącego krwią oczodołu, Hannibal zrobił jej zdjęcie telefonem. Kto mógł, patrzył na te usiłowania z napięciem, jakby nieboszczyk miał po tym ożyć i udać się do okulisty. Nie dała rady. Bezradnie cofnęła ręce jak saper, który nie potrafi rozbroić śmiercionośnego ładunku. Kiedy wybuchła płaczem, dwóch mężczyzn ostrożnie wzięło ją pod ręce i posadziło w fotelu. Jeden z nich pochylił się nad zwłokami i pokręcił głową. Drugi zadzwonił.|

Hannibal opuścił lożę i poszedł korytarzem na drugą stronę widowni. Odszukał właściwe drzwi i z balkonu spoglądał na ludzkie kłębowisko wraz z brodatym mężczyzną i wysoką brunetką. Sfotografował złotą nakrywkę pióra, którą ściskała w dłoni i niedowierzanie, z jakim patrzyła na parter.
- Adam, widzisz coś?
- Nie za bardzo… Chyba zdarzył się jakiś wypadek.
- To chyba coś poważnego.
- Jeśli poważnego, to zaraz tu będzie policja. Do rana mogą nas trzymać w operze. Lepiej chodźmy.
- Chyba masz rację...
Wziął ją za rękę i pociągnął do wyjścia, na kontuarze balkonu pozostawiając wizytówkę. Hannibal znalazł na jej odwrocie kształtne cyfry starannie napisane czarnym atramentem. Rozparł się w fotelu, wybrał numer w telefonie i podyktował tekst. Nie upłynął kwadrans i materiał opatrzony zdjęciami znalazł się w Internecie. Rano wypełniał niemal całą pierwszą kolumnę gazety.

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
~abc
2015-12-14 14:12:56
z adresu IP: (188.146.xxx.xxx)
Ocena: 1
swieta racja sama prawda, wkurwili Rosiaka i dostalo się po kulasach romkowi ludwiczukowi powinien podziekowac hanibalowi, a swoja droga to ten hanibal vel Rakowski jest bezczelny
~mnmk
2015-12-13 20:01:33
z adresu IP: (78.8.xxx.xxx)
Ocena: -1
jeżeli Blondynka ma rację, Hannibal pośrednio pogrzebał Ludwiczuka. Jak wiadomo, za wydanie gazety wzywającej do ratowania Wałbrzycha przez Rosiakiem, ten zemścił się publikacją nagrań kompromitujących Ludwiczuka. :)
~Blondynka
2015-12-13 16:14:25
z adresu IP: (78.88.xxx.xxx)
Ocena: 3
No to super książka-) Sam Hannibal był zaangażowany w akcję wyborczą po jednej ze stron. Jak mówią niektórzy to on był autorem paszkwilowatej gazety DB2010 na Rosiaków. Więc pewnie wie co pisze .....
Reklama