Nie Było Grane czyli najlepsze i najciekawsze płyty 2015 r.

Michał Kwiatkowski | Utworzono: 2016-01-02 07:32 | Zmodyfikowano: 2016-01-02 07:32
A|A|A

Nie Było Grane 2/01

Na posumowanie będziemy mieli 4 godziny w najbliższej audycji Nie Było Grane, gdzie przypomnimy najciekawsze płyty, które ukazały się w 2015 r. Pojawi się Kuba Ziołek, który przed 2 miesiącami za pośrednictwem projektu Stara Rzeka, odświeżył profetyczną wizję Stanisław Lema: „śmiałe i odważne piękno powstaje tam, gdzie niczym nie rządzi żaden interes".

O muzyce z „Zamknęły się oczy ziemi”, można powiedzieć jedno: popatrz. Wystarczy bowiem spojrzeć na okładkę tej płyty. Grafika przywodząca na myśl klasycznych, japońskich drzeworytników jak Hokusai i Hiroshige, którzy potrafili oddać piękno przemijającej przyrody. W Starej Rzece można zanurzyć się bardzo głęboko, w długiej, muzycznej wibracji Borów Tucholskich, a więc miejscu gdzie powstała ta płyta. To melanż złożony z trzasków, przesterów i dźwięków zahaczających o free jazzowe inspiracje. Tego po prostu trzeba posłuchać i przy okazji zapoznać się z innymi tegorocznymi płytami firmowanymi przez Ziołka: „Duchem Tornada” Alamedy 5 i „Chaos to Chaos” Kapitala.

Oczywiście poruszać się będziemy na granicy kilku gatunków, płyt wytrawnych artystów ale i debiutantów, takich jak Amalie Bruun. Amalie jako jednoosobowy projekt Myrkur, z impetem wdarła się na muzyczną scenę, a o jej obecność zabiegają organizatorzy najważniejszych tegorocznych festiwali. I kiedy będziecie sprawdzać w sieci „kto to”, możecie się zdziwić, że ta piękna blondynka w unikalny sposób łączy black metalowe tło z elementami skandynawskiej muzyki ludowej.

Myrkur pracowała nad płytą w kilku studiach, ale ostateczny szlif został nadany w mauzoleum (!) Emanuela Vigelanda, wyklętego przez Norwegów artysty – malarza. W atmosferze grobowej ciszy ale i przejmującej do szpiku sensualności, narodziła się muzyka eteryczna, momentami brutalna ale w całości przejmująca. Tej płyty słucha się w wielkim napięciu! Zimna toń gitarowej ściany dźwięku przenika się z wyciszonymi, melancholijnymi tematami fortepianu. Wbrew pozorom, nic się nie gryzie, wszystko doskonale współgra. I ten niezwykły głos, niemalże syreni zaśpiew, skutecznie wodzi na pokuszenie.

Wracamy na ziemię, a konkretnie do Austin w Teksasie i muzyki folkowej, przeżywającej swój renesans. Od mniej znanych Great Lake Swimmers po Fleet Foxes, Father Johna Misty'ego, Sun Kill Moona czy biblijnego Israela Nasha. Biblijnego, bo obok imienia wyróżnia go również okazała broda, okalająca niebagatelną w rozmiarach i słuszną posturę tego 34-letniego wokalisty i kompozytora.

Kiedy w 2013 r. Israel Nash wypuścił porażajacy album „Rain Plans”, przemknął on niezauważony. Niesłusznie, bo nad płytą mocno czuwał opiekuńczy duch z Laurel Canyon, obecny na youngowskim „Harvest” z 1972 r. Duchowe powinowactwo z Neilem Youngiem daje też znać o sobie na nagranej w Austin, październikowej produkcji artysty, płycie „Israel's Nash Silver Season”. I choć to album spokojniejszy, bardziej wyważony od poprzednika, nie jest to kopia harmonii wokalno – instrumentalnych charakterystycznych dla dokonań Younga.

Gitara akustyczna i nieco krzykliwy wokal Nasha w lewym głośniku, w prawym zaś naturalnie i przyjemnie wpadające w ucho dźwięki elektrycznej gitara hawajskiej. Country – folk z nutką pieprzu? W tej muzyce jest jakaś przekorna szczerość i oryginalność. Ale czy może to dziwić, w końcu Austin zasłynęło takimi oryginałami jak Janis Joplin, Roky Erickson czy Stevie Ray Vaughan.

A pozostałe propozycje najciekawszych albumów minionego roku do usłyszenia już w sobotę, od 16 do 20 na antenie Radia Wrocław Kultura.

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
Reklama