Emocja 2016 dla Miesiąca Lwowskiego (ROZMOWA DNIA)

Przemek Gałecki | Utworzono: 2017-01-17 16:40 | Zmodyfikowano: 2017-01-17 08:57
A|A|A

fot. Andrzej Owczarek

Miesiąc Lwowski wydarzeniem kulturalnym roku - tak uznali Słuchacze Radia Wrocław Kultura i Radia Wrocław i tym samym przyznali tytuł Emocji 2016. To niezwykły sukces, tym bardziej, że odniesiony podczas najtrudniejszych kulturalnych zawodów, bo w roku Europejskiej Stolicy Kultury. Jak przygotowuje się takie wydarzenie i co nam z niego pozostało? O tym opowiadała dzisiaj w Rozmowie Dnia Radia Wrocław Olga Chrebor, współtwórczyni Miesiąca Lwowskiego we Wrocławiu.

Emocje były wielkie jak otrzymaliście nasze Emocje?
Oczywiście. To projekt tworzony przez wielkie grono ludzi - nie tylko z Wrocławia, ale także przez menadżerów kultury z Lublina, Wrocławia i Lwowa. Kibicowały dwa kraje i dwa polskie miasta, byliśmy bardzo zaangażowani na etapie głosowania.

To niezwykły sukces - bo odniesiony podczas najtrudniejszych kulturalnych zawodów, czyli w roku Europejskiej Stolicy Kultury.
To jest szczególny zaszczyt - może nie zaskoczenie, bo uważamy, że projekt był piękny, spektakularny i nieskromnie uważamy, że tytuł nam się należał. Natomiast rzeczywiście - Wrocław w 2016 roku, ale i we wcześniejszych latach mógł się szczycić niezwykłymi wydarzeniami kulturalnymi - i w tym kontekście jeszcze większe podziękowania i wdzięczność należą się wszystkim, którzy tworzyli z nami ten projekt. Chcę szczególnie podziękować Rafałowi Kozińskiemu "Kozie" i Marysi - jego pięknej stronie, którzy przynieśli ten projekt z Lublinia. Miesiąc lwowski był pierwotnie w tamtejszej aplikacji i został podarowany Wrocławiowi. Tutaj też ukłon dla ESK i Krzysztofa Maja, który zgodził się "Miesiąc Lwowski" przygarnąć. Wrocław i Lwów to od lat miasta partnerskie, więc wydarzenie świetnie wpisało się w miasto.

Po raz pierwszy w historii ESK na taką skalę włączył się kraj, który nie jest w UE.
To zamysł na szerszą skalę. Pomysłem na przyszłość jest to, by na stałe weszło włączanie jednego z miasta spoza Unii do ESK - my przecieramy szlaki. Chcieliśmy podkreślić, że Unia to nie jest cała Europa; tytuł ESK, choć ma w nazwę Europę, zawężony do krajów, które są wśród państw członkowskich.

Skąd pomysł, by połączyć Wrocław ze Lwowem? 
Pomysł jest lubelski, ale organicznie wpisał się we Wrocław. Projekt pokazał, że kultura to nie rywalizacja, ale miejsce, gdzie się tworzy i współpracuje - wtedy są najlepsze efekty.

30 dni niezwykłych wydarzeń, 300 artystów, ludzi nauki, działaczy. Jak długo powstaje taki projekt?
To lata pracy - by przekonać tak duże spektrum ludzi, by tworzyć projekt nie oderwany od artystów i od społeczności lokalnej. Gro pracy wykonali ukraińscy kuratorzy ze Lwowa. Oni już od dawna starają się wywołać ferment w środowisku, mówiąc, że jest pomysł, by Lwów był kulturalną stolicą Europy

Ferment wywołali w zupełnie innej sytuacji. Teraz na Ukrainie jest wojna. 
Niezależnie od niej ludzie mają potrzeby kulturalne, rodzą się dzieci, życie trwa. Wojna nie zamraża całego kraju, gospodarka się rozwija, ludzie chodzą na kawę, na wino i na koncerty jazzowe. Rzeczywiście, widać jednak było bardzo widoczny wpływ polityki i bieżących wydarzeń na twórczość ukraińskich artystów.

Co nam zostało po Miesiącu Lwowskim?
Została trwała przyjaźń środowisk. Takie projekty pozwalają na dialog kulturalny, który przeradza się we współpracę obojga narodów.

A co nam zostało po ESK?
Rozwinęliśmy się, mieliśmy koncerty, jakich wcześniej nie mogliśmy oczekiwać, były różne dyskusje, które scaliły środowiska kulturalne

POSŁUCHAJCIE CAŁEJ ROZMOWY:

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
Reklama