Ktokolwiek teraz nie przyjdzie, będzie walczył z wiatrakami. Prof. Leszek Pułka o Teatrze Polskim

| Utworzono: 2017-02-08 08:20 | Zmodyfikowano: 2017-02-08 08:54
Ktokolwiek teraz nie przyjdzie, będzie walczył z wiatrakami. Prof. Leszek Pułka o Teatrze Polskim - zdjęcia: Andrzej Owczarek
zdjęcia: Andrzej Owczarek

Zarząd województwa może rozpocząć procedurę odwołania Cezarego Morawskiego ze stanowiska dyrektora Teatru Polskiego. Takie rozwiązanie zarekomendowali koalicyjni radni. Opinia nie kończy sporu w placówce. Wprawdzie cieszą się z niej członkowie Inicjatywy Pracowniczej, która jest w sporze zbiorowym z dyrekcją, jednak "Solidarność" zapowiada, że nie godzi się na odwołanie dyrektora. Ostatnie słowo w sprawie odwołania Cezarego Morawskiego należy do zarządu województwa. O wielomiesięcznym sporze rozmawialiśmy dzisiaj z krytykiem teatralnym, profesorem Leszkiem Pułką z Uniwersytetu Wrocławskiego. 

CZYTAJ KONIECZNIE: Cezary Morawski straci stanowisko. To już niemal pewne

POSŁUCHAJCIE:

Jest Pan jednym z ekspertów, którzy zostali zaproszeni przez dyrektora Cezarego Morawskiego do rady, która miała pomóc w uspokojeniu sytuacji wokół Teatru Polskiego. Jak Pan ocenia to, co stało się wczoraj?
Rada się nie napracowała, a już słyszymy, że zarząd będzie odwoływał Cezarego Morawskiego. Jestem w niezręcznej sytuacji. Nie mogę ani na nic wpływać, ani nic oceniać, nie widząc tych zdarzeń od środka. Natomiast sporo znajomych mówi to, co mówi. Przeraża mnie, że coraz częściej pojawiają się opinie wśród artystów, że teatr jest tak mocno podzielony, że ktokolwiek nie przyjdzie i cokolwiek nie zrobi, będzie walczył z wiatrakami.

Wróćmy do genezy sporu. Poprzedniemu dyrektorowi kończyła się kadencja, mówiło się, że może nie spełnić jednego z podstawowych warunków zbliżającego się konkursu. Wszyscy wieszczyli problem. Potem był konkurs, w którym wybrano nowego dyrektora i protest zespołu, a przynajmniej jego części. Nie wystarczyło po prostu życzyć nowemu dyrektorowi powodzenia, poczekać i ocenić za jakiś czas efekt jego pracy?
Teatr od "dzień dobry" nie chciał nowego dyrektora. Konkurs od razu obdarzono mianem czegoś nie do końca przejrzystego i wygrana była pooddawana w wątpliwość.

Ostatecznie nie znaleziono dowodów na to, że konkurs był "ustawiony".
Nie lubię takich konkursów. Jeżeli nie odbywają się w przestrzeni publicznej, zawsze będą budziły podejrzenia. Błąd był inny - Krzysztof Mieszkowski, czując to, co się wydarzy, powinien przygotować swojego następcę. Gdybym ja był na jego miejscu, poszukałabym postaci, która przejęłaby to, co chciałbym, by ocaliła. A Mieszkowski robił rzeczy arcyciekawe - mniejsza o to, czy udane, czy nie, ale na poziomie życia teatralnego chyba nawet Europy - dostrzegane. Zostawienie rzeczy samym sobie, myślenie, że nic złego się nie wydarzy, było arogancją.

Nie było to myślenie życzeniowe, czyli "wszystko będzie po mojej myśli"?
Każdy z nas lubi samospełniające się przepowiednie, zwłaszcza jeżeli są korzystne dla nas. Mnie tego zabrakło - a Krzysztof Mieszkowski miał znakomicie wsparcie zespołu public relations - jednego z najlepszych w Polsce. Jeżeli jednak gra się politycznie z ministrem, który dotuje teatr - przygotowałbym się na wariant B. Sam konkurs wyglądał tak, że nikt rozsądny do niego nie stanął - przepraszam pana Cezarego Morawskiego. Nie było pośród nazwisk ludzi młodych, którzy mogliby ten trud podjąć. Od początku jasne było, że każdy kandydat niewybitny wzbudzi konsternację. 

Trudno jednak oceniać "wybitność" dyrektora  wyłącznie na podstawie nazwiska. Ubolewam, że nie doczekaliśmy się żadnej premiery.
Dla mnie to świadczy o słabości kandydata, który nie potrafił skleić zespołu. A przecież miałby z kim to zrobić - część aktorów go wsparła. Od jesieni dałoby się cokolwiek malutkiego pokazać - chociaż monodram. Tymczasem nie mamy nic. Walka między rzeczywistością związków zawodowych w teatrze - co jest kompletnym absurdem, spowodowała, że dramat rozegrał się w gabinetach i urzędach, a nie na scenie. Błąd popełniono w czasie organizowania konkursu. Kandydat, który nie jest w stanie pokazać jasnej, konstrukcyjnie ciekawej wizji, nie powinien zostać dyrektorem.

To pańska opinia. Aplikacja Cezarego Morawskiego została oceniona dobrze.
Urzędnicy różne rzeczy oceniają dobrze - na mamy na to wpływu.

Czyj jest teatr? Dyrektora, instytucji zarządzającej, aktorów, publiczności?
Są szczęścia i nieszczęścia. Na przykład szczęściem jest to, że Capitol ma Konrada Imielę - to wybitny artysta piosenki, ale ma też wizję teatru i skupia wokół siebie fajnych ludzi, ma skuteczność społeczną. Teatr jest i publiczności, i dyrektora, i artystów - nawet jeżeli ta stylistyka nam nie odpowiada. We Wrocławskim Teatrze Lalek jest inaczej - funkcjonuje dyrektor, który administruje i jest w tym znakomity, a do sprawy artystycznych ma artystę. Rewelacyjny może być też przykład Grzesia Brala, który zbudował teatr od zera i udało mu się stworzyć instytucję światowej klasy. Była Ewa Michnik, którą wygoniono z tego miasta bóg jeden raczy wiedzieć dlaczego. W operze, jak i w Teatrze Polskim, nic sensownego nie pokazano. Cierpliwość publiczności ma swoje granice. Ktoś, kto przychodzi do teatru i kto nie potrafi porwać ludzi - nie ma szans. 

Cezary Morawski już na samym początku dostał wilczy bilet.
Podziwiam silę woli, odporność i parę innych cech pana Morawskiego, ja bym tego nie wytrzymał. Nie chcę oceniać człowieka, bo to jego prywatne emploi. Jako dyrektor się jednak nie sprawdził, bo nie było ani jednej premiery, a jako artysta jest nam znany wyłącznie w bardzo popularnym wymiarze. Ja bym na jego miejscu zagrał monodram - by pokazać wrocławianom, artystom, że mam pomysł, odwagę, klasę - to była jedna szansa, by przekonać zespół do siebie. Niestety - nie stało się nic.

Kto powinien pokierować największą dolnośląską sceną? Widzi Pan kogoś na tym stanowisku?
W tej chwili nie. Polski ma trzy sceny. By spacyfikować sytuację, rozładować napięcie, może potrzeba kogoś takiego, kto będzie miał dar trójwidzenia, kto będzie w stanie zaprosić na te trzy sceny trzy różne osobowości. Chyba nie potrzeba tyrana, który wszystkich weźmie za pysk - czasy Schillera już minęły, czasy Mieszkowskiego w tym sensie - chyba też. On był niesprawiedliwy - państwo powinni o tym pamiętać - część zespołu całe lata nie grała.

Te trzy sceny są znakomitą dla mnie szansą, by rozegrać trzy rzeczywistości teatralne. Ale kto to powinien być? Być może menedżer, który będzie zapraszał znakomitych artystów do oczyszczonego z tej politycznej konstelacji teatru.


Komentarze (1)
Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
~ZNALAZŁEŚ2017-02-10 02:14:55 z adresu IP: (37.47.xxx.xxx)
SOBIE koleżkę ? ZA TEN szmal BEKIESZ ! jeszcze chwila i PO tobie ćwierć L...