Życzenia świąteczne od arcybiskupa Józefa Kupnego

Dariusz Litera, MK, EL | Utworzono: 2017-04-16 16:20 | Zmodyfikowano: 2017-04-16 16:20
A|A|A

fot. Andrzej Owczarek

Za naszym pośrednictwem życzenia świąteczne złożył mieszkańcom regionu metropolita wrocławski arcybiskup Józef Kupny: -Wszystkim słuchaczom Radia Wrocław z okazji Świąt Zmartwychwstania Pańskiego życzę doświadczenia Bożej miłości, która w pełni ujawniła się na drzewie krzyża i spokojnych, błogosławionych świąt, pełnych łask - życzył arcybiskup

-Te święta niosą przesłanie nadziei i radości, warto więc pielęgnować to także w codziennym życiu - przekonuje arcybiskup:

Wielkanoc rozpoczyna się w sobotę po zachodzie słońca. Wigilia Paschalna - to najważniejsza modlitwa w całym roku. Wszystkie jej obrzędy odbywają się w nocy. Już wtedy wierni czczą moment Zmartwychwstania Chrystusa. Obrzędy kończy procesja rezurekcyjna. Kościół katolicki w Polsce utrzymuje rodzimy zwyczaj i od niej rozpoczyna o świcie obchody Niedzieli Zmartwychwstania.

W tym roku katolicy, grekokatolicy, wierni kościołów wschodnich, luteranie i prawosławni obchodzą Wielkanoc tego samego dnia. Tak bywa średnio co trzy lata. Zwykle z uwagi na stosowanie przez kościoły różnych kalendarzy: słonecznego i księżycowego, katolicy i luteranie obchodzą święta wcześniej niż pozostali chrześcijanie.

ROZMOWA DNIA RADIA WROCŁAW: Abp. Józef Kupny o sensie cierpienia 


Wielkanoc to nie są łatwe święta. O ile w Boże Narodzenie witamy z radością dzieciątko, o tyle w Wielki Piątek musimy się zmierzyć z cierpieniem i jego sensem w naszym życiu. Jak z tego cierpienia wywieść nadzieję?

To na pewno bardzo trudne dla każdego z nas. Właściwie trzeba się też zmierzyć nie tylko z cierpieniem, ale i z problemem śmierci. Rodzi się pytanie, czy Bóg nie mógł w jakiś inny sposób uwolnić człowieka od grzechu pierworodnego i zbawić go? Dlaczego decyduje się, aby jego syn cierpiał i umarł na krzyżu? Oczywiście odpowiedzi będzie bardzo wiele, ale ta zasadnicza wiąże się z naszą kondycją umysłową i z tym, kim my jesteśmy. Pan Bóg nie miał już innej możliwości przekonania człowieka o swojej miłości. Wybrał więc taką formę: Oddaje moje życie za was, abyście mogli żyć. I to wszystko, co związane ze śmiercią i tym cierpieniem, to jest wyzwaniem dla nas. Same słowa człowieka nie przekonują, ale przekonują za to czyny. Jeżeli Pan Bóg od początków historii zbawienia go prowadzi, towarzyszy mu, apeluje do jego miłości, ale przekonać nie potrafi, wtedy pozwala się ukrzyżować. I to jest ostateczny argument.

To takie przesłanie, że cierpienie ma sens. W naszym świecie to niełatwa sprawa, bo staramy się tego cierpienia nie zobaczyć i nie doświadczyć. Trudno jest pogodzić te oba światy.

Jeśli szukamy sensu cierpienia to właśnie w krzyżu i akcie miłości. Inaczej nie da się go uzasadnić. Dlaczego człowiek ma cierpieć? Dla wierzącego to właśnie jest jakieś uzasadnienie, że łączy się z męką i cierpieniem Chrystusa, znajdując w tym sens.

Łatwiej chyba przemawia do nas ten Jezus czyniący cuda, niż ten który oddaje życie aby zbawić ludzkość.

Tak, to jest ta cała trudność. Doświadczają jej na pewno rodzice i dziadkowie, którzy prowadzą dzieci do Kościoła i muszą im wytłumaczyć dlaczego Jezus umiera.

W Polsce tego nie doświadczamy, ale na świecie są miejsca gdzie trzeba odwagi aby być Chrześcijaninem. Mamy doniesienia o zamachach w Egipcie - 44 zginęły, 100 zostało rannych podczas nabożeństw niedzieli palmowej. A ja mam takie przewrotne pytanie, czy my jako Polacy jesteśmy odważni?

Trzeba zajrzeć do naszych biur, miejsc pracy i zapytać, czy my potrafimy sprzeciwić się tłumowi? Czy potrafimy się przyznać do tego, że wierzymy? To wszystko gdzieś tutaj się zaczyna. Jeżeli ja w gronie kolegów i znajomych mogę powiedzieć, że jestem wierzący i uczestniczę w eucharystii niedzielnej, jeżeli dajemy sobie radę w takich małych rzeczach, to i w bardziej ekstremalnych warunkach, będziemy w stanie sobie poradzić.

Od ostatniej wieczerzy, Kościół przeszedł bardzo długą drogę. Te zmiany widzimy także dzisiaj. Są nimi choćby ekstremalne drogi krzyżowe, które przeszły w całym kraju oraz noce konfesjonałów. Czy to przyszłość wspólnoty wiernych?

Przyszłość tak, ale nie dla wszystkich, tylko dla tych, którzy są zdrowi i mają siły. Oczywiście ich to też kosztuje. To coś pięknego, że decydują się na taki wysiłek. Ale myślę, że to też świadczy o pewnej dynamice wspólnoty ludzi wiernych, którzy odnajdują różne formy wejścia w siebie, religijności i budowania relacji z Bogiem. 

Widziałem relacje z tych ekstremalnych dróg krzyżowych w portalach społecznościowych. Młodzi ludzie, dzielili się swoimi doznaniami i przeżyciami. Były też zdjęcia. To jest przeniesienie tej wspólnoty do przestrzeni wirtualnej, która coraz mocniej otacza nas z każdej strony.

I bardzo dobrze, bo dzięki temu dowiadujemy się o bardzo wielu ciekawych wydarzeniach i inicjatywach. Nie musimy wyważać otwartych drzwi. Nie ukrywam, że potrzebujemy w naszych parafiach jakiegoś ożywienia, impulsów i może nawet jeśli parę osób się skrzyknie, będzie to jakimś zaczynem  działalności w parafii.

Czy młodzi są solą Kościoła?

Na pewno tak. Jestem też po tym doświadczeniu: niedziela palmowa, święto młodych. Widzę w nich dużo entuzjazmu i mogę powiedzieć, że są nadzieją kościoła.

A jak przenieść ten entuzjazm na codzienność, która zacznie się już we wtorek po świętach?Jak spowodować żeby to świętowanie trwało znacznie dłużej?

To trudne zadanie. Jeżeli dobrze przeżyjemy święta, to chcąc nie chcąc, przeniesiemy te wszystkie doznania poza czas Wielkanocny. Jeżeli więcej czasu spędzimy razem, zaczniemy słuchać się wzajemnie. To dotyczy wielu dziedzin naszego życia. Oczywiście, wtedy też uczymy się samego siebie. Nawet często odkrywamy, że tak samo myślimy, ale nigdy nie mieliśmy czasu by o tym porozmawiać. 

Świętowanie to także czas, by otworzyć się również na potrzebujących. Czy Dolnoślązacy są hojni? 

Ja się cieszę z tego, że jesteśmy hojni. Tych inicjatyw jest wiele, ale widzę też niesamowitą hojność w akcjach takich jak ta, dla Aleppo. Wydaje mi się, że osiągnęliśmy pewien poziom świadomości społecznej, że nie możemy myśleć tylko o sobie i musimy się dzielić z innymi. Te święta są do tego doskonałą okazją.

 

REKLAMA
Reklama