Rozmowa Dnia Radia Wrocław: Paweł Kowal [POSŁUCHAJCIE]

Przemek Gałecki | Utworzono: 2017-10-20 12:30 | Zmodyfikowano: 2017-10-20 12:30
A|A|A

Rozmawiamy z dr Pawłem Kowalem, byłym europosłem, dyrektorem trwającej w Wojnowicach konferencji Polska polityka wschodnia 2017.

POSŁUCHAJCIE:

Donald Tusk powiedział wczoraj podczas szczytu w Brukseli o programie relokacji uchodźców: "nie widzę jakiejś specjalnej przyszłości dla tego projektu". Co to oznacza dla Polski?

To oznacza, że ta sprawa przechodzi o historii także jako powód sposobów politycznych w UE. Dla polskiego rządu to dobra wiadomość, dlatego, że jeden z głównych elementów politycznych kłopotów w relacjach z komisją europejską przechodzi do historii. Zostanie tylko trochę pamięci - to będzie oczywiście używane przeciwko polskim politykom i urzędnikom, wypływało w różnych negocjacjach.

Patrząc na liczby - Austriacy, Słowacy, Czesi, przyjęli po kilkunastu uchodźców. To liczba, delikatnie mówiąc, symboliczna, ale dzięki temu inaczej są postrzegani w Unii. Dobrze, że polski rząd tak twardo stał na stanowisku zero uchodźców?

Oni też twardo stali, tylko co innego mówili. Myślę, że były dwie strategie - jedna, żeby nie wchodzić w konflikt z instytucjami europejskimi, szczególnie w okresie poprzedzającym negocjacje budżetowe, tylko po cichu realizować swój plan, albo po prostu nic nie robić. Od pewnego momentu było jasne, że uchodźcy nie jadą do Europy, tylko chcą się dostać do wybranych państw, gdzie jest duży socjal. Z drugiej strony była Polska i w pewnym sensie niektóre państwa Grupy Wyszehradzkiej, które miały inna strategię - też nie przyjmowały, ale krzyczały o tym - ze względu na opinię publiczną wewnątrz. Rząd polski uważał, że to mobilizujące wewnętrznie. Patrząc analitycznie, to były dwie strategie, które się do tego samego sprowadzały. Z jednej strony - nie przyjmować, ale mówić - mamy dobrą wolę, chcemy pomagać, z drugiej - nie przyjmować i jeszcze o tym mówić.

Czy i jakie skutki będą dla Polski?

To polityka. Mogą być, jak ktoś będzie chciał ich używać, a może nie być ich prawie wcale, jeżeli instytucjom europejskim nie będzie zależało na podgrzewaniu konfliktu z rządem polskim. A polskiemu rządowi też mam wrażenie, coraz mniej zależy na podgrzewaniu tego sporu. Polityczny spór może być jak bomba atomowa - użyty do wszystkiego i przeszkadzać w negocjacjach w każdej innej sprawie, ale jeśli wszyscy po cichu dojdą do wniosku, że trzeba się ze sporu wycofać, to nic się nie wydarzy.

Paweł Zalewski, eurodeputowany PO, mówi o konsekwencjach, których nie odczujemy wprost - tylko w budżecie, negocjacjach ws Nord Stream 2 

Patrzę dzisiaj z boku, nie jestem zaangażowany politycznie. To będzie instrumentalne, w zależności od kontekstu, a mam wrażenie, że kontekst dla polskiego rządu jest o tyle lepszy, że chyba wszyscy w KE mają dość tego sporu. Polska jest dużym krajem, spór z polskim rządem, bądźmy realistami, jest inny, niż spór z rządem mniejszego państwa, i widać wyraźnie, choćby w wypowiedziach przewodniczącego KE, jak nieco wyciszył ton komisarz Timmermans, że wiele osób jest zmęczonych tych sporem.

Co to oznacza dla polityki wewnętrznej Prawa i Sprawiedliwości? Kościół mówił o tym, by tworzyć korytarze humanitarne, papież Franciszek mówił o przyjmowaniu uchodźców w każdej parafii, a PiS, mimo że ma katechizm na sztandarach, postępował zupełnie odwrotnie.

Te sprawy się nie widzą. Nauczanie kościoła jest oczywiste i jasne, natomiast kościół nie wchodzi ani w tej, ani w innej sprawie - i słusznie - w detale.  Dla chrześcijan sprawa tego, że trzeba pomagać, i że jeżeli ktoś ma nad głową bomby, nie ma co wybrzydzać, tylko trzeba pomóc - to pozostaje aktualne, ale drugą kwestią jest forma pomocy. Jeżeli ktoś przyjeżdża, należy się nastawiać na pomoc socjalną - musimy się zastanowić, czy to dobra forma pomocy. Dobra formą pomocy jest przygotować kogoś do pracy, a nie dać mu na jedno czy dwa pokolenia bez pracy.

Powiedział pan, że te sprawy się nie widzą. Wyborcy także tak uważają?

To pytanie, jak wyborcy będą to rozstrzygali w swoim sumieniu. Kościół na ponad 2000 lat i niejednokrotnie były takie sytuacje, że nauczanie kościoła w pierwszej fazie było trudne dla ludzi. Jeżeli popatrzymy na logikę działania kościoła, wszystko jest jasne. Niejednokrotnie bywało tak, że wierni z trudem przyjmowali ewangelię, dla każdego doświadczonego księdza nie będzie to dziwne. Ewangelia nie polega na tym, żeby było łatwo, miło i przyjemnie. Ale politycy maja trochę inną logikę - oni zawsze, w każdej epoce, starają się wmówić ludziom, że może być łatwo, miło i przyjemnie. I tutaj zgody pan nie znajdzie, jeżeli każdy poważnie traktuje swój zawód. 

fot. Twitter Pawła Kowala

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
NA ANTENIE
Reklama