We Wrocławiu rusza wielka deratyzacja. Mamy 2 mln szczurów

Patrycja Wawrzyniak | Utworzono: 2017-11-14 11:15 | Zmodyfikowano: 2017-11-14 11:15
A|A|A

Sergey Yeliseev / Flickr / CC 2.0

- Szczury i Stanisław Szelc z kabaretu Elita to istoty niezbadane - od lat żartobliwie stwierdza legendarny wrocławski szczurołap - Sebastian Turkiewicz. Stolica Dolnego Śląska jest jednym z najbardziej zaszczurzonych polskich miast, na jednego mieszkańca przypadają aż trzy szczury.

Szczury wielkie jak koty, są wszędzie i niczego się nie boją - twierdzą Wrocławianie. Te gryzonie to siedlisko kilkudziesięciu chorób, są tak samo sprytne jak i szkodliwe. W ciągu roku jeden szczur doprowadza do strat ponad 50 kg żywności. Całkowita likwidacja gryzoni jest niemożliwa.

Ponad 600 tyś. Wrocławian i trzy razy tyle szczurów. Statystyki szokują. W stolicy Dolnego Śląska mieszkają ponad 2 miliony gryzoni. Urząd Miejski od lat próbuje walczyć z tymi szkodnikami poprzez wprowadzenie trzech obowiązkowych deratyzacji miasta. 15 listopada rusza ostatnia w tym roku. Zgodnie z regulaminem utrzymania czystości zarządcy muszą przeprowadzić ją w nieruchomościach i na podwórkach. Według Sebastiana Turkiewicza - legendarnego wrocławskiego szczurołapa - całkowite zlikwidowanie szczurów jest niemożliwe. Co najwyżej można ograniczyć ich liczbę:

A jak ją kontrolować? Przede wszystkim nie dokarmiać ptaków. Turkiewicz twierdzi, że te same sobie poradzą, a to, co im rzucamy, w pierwszej kolejności zjedzą szczury - ptaki na samym końcu. Warto też pamiętać, że naturalnym wrogiem gryzoni jest kot podwórkowy. Szczurołap apeluje więc, by nie przeganiać dachowców z piwnic czy podwórek, bo te bez problemu poradzą sobie ze szczurami. Jeśli gryzonie się pojawią należy bezzwłocznie kontaktować się z profesjonalistami. A co o szczurach mówią Wrocławianie?

Urząd Miejski nie pozostaje obojętny na problem. Co roku we Wrocławiu przeprowadzane są dwie obowiązkowe deratyzacje, a w centrum i w obrębie Starego Miasta nawet trzy. 15 listopada rozpoczyna się ostatnia z nich. Następna w połowie marca - mówi Martyna Bańcerek z Urzędu Miejskiego Wrocławia.

Inne zdanie, co do liczebności wrocławskich szczurów ma Turkiewicz – szczurołap z ponad 30-letnim doświadczeniem. Według niego gryzoni jest nadal zdecydowanie za dużo. Zaznacza jednak, że ich całkowita likwidacja jest niemożliwa. Szczury zawsze były i będą. Można jedynie zredukować ich liczbę – pytanie jak?

Naturalnym wrogiem szczura jest kot, ale nie domowy. Szczurołap radzi więc, by nie przeganiać dachowców z podwórek czy piwnic, bo te łatwo poradzą sobie z gryzoniami. Nie można bagatelizować problemu szczurów i należy niezwłocznie wzywać specjalistów, gdy tylko się pojawią. Są niezwykle inteligentne, a przy tym tak samo szkodliwe. Potrafią rozpoznać symbol trutki na opakowaniu, a nawet zaatakować człowieka na wysokości 160 cm. Są też roznosicielami ponad 60 chorób, wielu śmiertelnych - więc nie warto ryzykować.

Deratyzacja potrwa do 1 grudnia, następna rusza w połowie marca. Warto jednak zwalczać gryzonie przez cały rok, nie tylko podczas obowiązkowych akcji.

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
~3-5
2017-11-22 23:20:37
z adresu IP: (178.235.xxx.xxx)
Ocena: 0
1. 3 do 5 gryzoni na mieszkańca do norma CZYSTYCH miast typu Londyn, czy Berlin. Uważam, że we Wrocławiu pogłowie szczurów to co najmniej 10 mln. 2. Wykarczowanie zieleni miejskiej i wybetonowanie tylko zredukowało liczbę kotów. Szczur w przeciwieństwie do kota, żyje pod ziemią. Grzegorza IX już to sprawdzał. Dutkiewicz jest doktorem KUL, więc myśli papieskie nie są mu obce. "W 1227 roku na papieskim tronie zasiadł Ugolino di Conti di Segni – bezkompromisowy znawca prawa i wielki zwolennik wypraw krzyżowych. Grzegorz IX, bo takie imię przyjął nowy szef katolickiego imperium, był jednym z najlepszych przykładów kościelnej ciemnoty okresu średniowiecza."
~ceex
2017-11-15 08:49:40
z adresu IP: (94.254.xxx.xxx)
Ocena: 0
Szkoda, że miasto nie informuje mieszkańców o obowiązku deratyzacji. Notatka w mediach to za mało. Ostatnio i obowiązkowej słyszałem dwanaście lat temu.
Reklama