Wielkie, mikołajkowe spotkanie Ślęzy

Bartosz Tomczak, mat. prasowe | Utworzono: 2017-11-28 08:19 | Zmodyfikowano: 2017-11-28 08:19

Choć trybuny hali AWF-u niedawno zwiększyły swoją pojemność, to trudno było znaleźć na nich wolne miejsce. Z roku na rok frekwencja na klubowych Mikołajkach jest coraz większa, a w niedzielę po raz kolejny pobity został rekord uczestniczących w imprezie osób. Świadczy to tylko o tym, jak wspaniale rozwija się Pierwszy Klub Sportowy i jak doskonałą pracę z młodzieżą wykonują pracujący w nim trenerzy.

Tym razem program imprezy troszkę różnił się od tego z poprzednich lat, bo Mikołaj spotkał się z dziećmi już na samym początku. Długo trwało odczytywanie listy wszystkich grup, zarówno Akademii Koszykarskiej, Piłkarskiej i trenujących ze współpracującym ze Ślęzą MOS-em. Każda z nich wraz ze swoim trenerem udawała się w miejsce, gdzie wszyscy młodzi sportowcy obdarowani zostali słodkimi upominkami oraz pamiątkowymi koszulkami.

Gdy wszyscy zajęli już z powrotem swoje miejsca, na parkiecie pojawił się mistrz świata, mistrz Europy i mistrz Polski we freestyle football – Paweł Skóra. To, co ten chłopak potrafi wyczyniać z piłką, przechodzi wszelkie pojęcia. Jego niesamowite sztuczki wzbudziły entuzjazm wśród młodych widzów. Paweł zaprosił też do wspólnego wykonywania trików z piłką grupę dziewcząt i chłopców. Oni również przy aplauzie publiczności, przy pomocy mistrza, mogli zaprezentować swoje umiejętności.

Znakomity pokaz magii dał Marcin Kubera. Jego sztuczki sprawiły, że buzie dzieciaków otwarte były szeroko ze zdziwienia, a ich oczy patrzyły z niedowierzaniem na to, co wyprawia ten świetny iluzjonista. Również i do tego pokazu artysta zaprosił młodych sportowców.

Tymczasem w hallu hali wielkim powodzeniem cieszyło się stoisko z wypiekami, przygotowanymi przez mamy ze stowarzyszenia My! Ślęza. Nie mogło to jednak dziwić, gdyż już podczas poprzednich imprez Ślęzy mogliśmy posmakować tych fantastycznych wypieków. Ci, którzy się nie skusili, by ich spróbować (a było takich bardzo niewielu), mają czego żałować, bo takich rarytasów nigdzie - poza imprezami organizowanymi przez 1KS - nie znajdą.

W niedziele ciężka była dola „Czaka", czyli maskotki Ślęzy. Był on wręcz oblegany przez dzieciaki, czasami też przez nich sprowadzany do parteru, gdy duża ich grupa w jednym czasie chciała się do niego przytulić. Do kategorii cudów można zaliczyć fakt, że maskotka nie straciła ogona, za który ciągnięta była bardzo, ale to bardzo wiele razy.

Tradycyjnie na koniec mikołajkowego spotkania zrobione zostało pamiątkowe zdjęcie. Ciężko było wszystkich uchwycić w kadrze, ale jakoś udało się to uczynić.

Za rok kolejne Mikołajki Ślęzy, ale już teraz pojawiają się obawy, czy przy stale wzrastającej liczbie trenujących w akademiach sportowców, uda się zmieścić w hali AWF-u, która przecież z gumy nie jest.

 


Komentarze (0)
Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.