Adrian Furgalski: A4, to tylko autostrada z nazwy [ROZMOWA DNIA]

, opracowanie D.K | Utworzono: 2018-01-25 16:22 | Zmodyfikowano: 2018-01-25 16:22
A|A|A

Nasza gospodarka rozwija się coraz szybciej, a Polacy wydają coraz więcej pieniędzy na samochody. W ubiegłym roku w naszym kraju sprzedano ponad 483 tysiące nowych aut. Problem w tym, że mimo drogowych inwestycji korki tworzą się nawet na nowo-wybudowanych autostradach. Czy jest szansa na rozwiązanie tego problemu? Rozmawialiśmy o tym z ekspertem drogowym Adrianem Furgalskim z Zespołu Doradców Gospodarczych TOR.

POSŁUCHAJCIE:

Miniony rok zamknął się w Polsce z rekordową liczbą sprzedanych samochodów. W naszym kraju, jak się szacuje, przybyło ok. 480 tysięcy nowych aut, a dodać trzeba jeszcze do tej ceny auta sprowadzane indywidualnie. I teraz nie wiadomo - cieszyć się z takiego wyniku, czy nie, bo na polskich drogach jest coraz ciaśniej? Czy jest szansa by temu zaradzić w najbliższej przyszłości?

No ja bym raczej płakał, bo o ile cieszę się, że wzrasta sprzedaż samochodów nowych - to jest pokłosie zmian w podatkach dla przedsiębiorców, bo przede wszystkim oni kupują te samochody na przykład w leasingu, natomiast ten milion, który do nas przyjeżdża to jest złom i bardzo trudno nazwać to samochodem. Niedawno przyjęliśmy ustawę o elektromobilności, o takim szczytnym, choć całkowicie oderwanym od rzeczywistości haśle: Milion samochodów elektrycznych w 2025 roku. Skoro tak dużo mówimy o czystych samochodach, ja pytam czemu akcyza na sprowadzane samochody w okolicach 3% nie jest akcyzą, która by pełniła funkcję podatku ekologicznego, czyli blokowała przyjazd samochodów starych, które zatruwają środowisko, no bo tutaj nie idzie to w parze z tymi szczytnymi hasłami, że musimy walczyć ze smogiem. A musimy przecież też walczyć z zatłoczeniem na drogach, czy to między miastami, czy wewnątrz miast, co ma ułatwić podwyższenie cen za parkowanie w centrach miast.  Tylko te wszystkie działania muszą się dziać równocześnie.  

Jak podała ostatnio Rzeczpospolita, odcinkiem autostrady A4 z Wrocławia do Legnicy przejeżdża dziennie ok. 50 tys. samochodów, przy czym liczba pojazdów ciężkich przejeżdżających trasę wrosła w ciągu ostatnich dwóch lat aż o 20%. Tego chyba nie przewidywano w najśmielszych planach i Dolny Śląsk ma tutaj dosyć poważne problemy komunikacyjne, bo mamy tutaj dwie potężne budowy. To droga S3 - z północy na południe i S5 do Poznania. Jeżeli połączymy pewne odcinki dróg to znowu A4 może się okazać niewydolna. Są przypuszczenia, że ta prognoza się sprawdzi? 

Zacznę od tego czy źle zaprojektowano nasze autostrady, skoro ten ruch jest coraz większy. To jest system naczyń połączonych, system naczyń transportowych. Wszyscy wiemy, że mamy dysfunkcję systemu kolejowego w Polsce, w kwestii przewozów towarowych, bo pasażerskie zaczynają odzyskiwać klientów.  To nie zmienia faktu, że wszystko co wyprodukowała gospodarka po 1989 roku trafia na drogi, nie na kolej. Dość powiedzieć, że polskie firmy transportowe to numer 1 w UE. Tych samochodów więc przybywa, bo przybywa zleceń. Pytanie tylko czy wszędzie dobudować trzecie pasy. Ja byłbym z tym wbijaniem łopat ostrożny. Nie ulega wątpliwości, że w okolicy 60 tys. pojazdów na dobę trzeci pas jest budowany w państwach zachodnich, tylko pytanie, czy my do tych 60 tysięcy będziemy dochodzić, czy ruch spadnie. Chociażby wtedy, kiedy wprowadzimy, a wprowadzimy na pewno, opłaty na autostradach dla wszystkich samochodów prywatnych, bo teraz płatnością są tylko na dwóch. Można też regulować stawki, które płacą samochody ciężarowe, tak żeby w godzinach, w których jadą osobówki, na przykład rano, nie jechały tam ciężki transport. Jeśli chodzi o A4, to jest to jednak tylko autostrada z nazwy, bo nie mamy tam ani pasa awaryjnego, ani poszerzenia do trzech pasów. Póki co nikt też nie podaje żadnych dat, kiedy miałoby to nastąpić. Kiedy dobudujemy S3, faktycznie wleje się tam dodatkowy strumień samochodów z północy. Może S5 odciąży ruch, ale samo tłumaczenie będzie skomplikowane, a teraz najszybciej oddana zostanie S3 i wtedy sytuacja się skomplikuje.  

Jest jeszcze druga strona tego tego medalu. 1090 złotych za polisę OC płaci statystyczny kierowca z Wrocławia. To stawka najwyższa w Polsce. 

Mamy i problem tych, którzy nie płacą tych polis, a system wyłapywania tych osób jest dziurawy. To przynajmniej 500 tysięcy osób, za nich płacimy my. Poza tym nawet jeśli spada liczba wypadków, rosną koszty wypadków i kolizji - na przykład pochówek osoby zmarłej. Trend idzie w górę i nie słyszałem żeby miał być zatrzymany. Od ok. trzech lat kierowcy zauważają, że ceny polis są coraz wyższe, wtedy robi się larum w mediach, wzywani są różnego rodzaju "Mikołajowie", ale oni nie są w stanie pomóc, jak np. UOKiK, który stwierdził, że nie ma tu zmowy. To wina tego, co dzieje się na drogach, a to jest nieuporządkowane. A narzędzia do uporządkowania tego ma władza, czy to polityczna, czy samorządowa, ale musi współpracować ze sobą. 

Ale może namówić Polaków, żeby przesiedli się do transportu zbiorowego? Czy mamy do czego namawiać na przykład tych z Dolnego Śląska?

Myślę, że mamy. Polska jest w dobrym położeniu, jeśli chodzi o udział osób korzystających z komunikacji zbiorowej. My nigdy nie wpadliśmy na szalony pomysł, pewnie też dlatego, że byliśmy biedniejszym społeczeństwem, żeby komunikacji masowej się pozbyć, likwidować linie tramwajowe.  Teraz na przykład Francja czy Wielka Brytania do tego wracają, bo wszędzie miasta się zapychają. Nie znam danych dotyczących komunikacji wrocławskiej, ale idzie ona w lepszym kierunku. Wpadki się zdarzają, ale sytuacja jest coraz lepsza. Mamy pieniądze unijne na wymianę taboru, a rośnie w siłę też kolej. To zaczęło się między innymi tutaj, od powstania Kolei Dolnośląskich. To też wynika z tego, że ludzie mieli dosyć stania w korkach dojazdowych do dużych miast i przesiedli się na kolej. Marszałkowie zaczęli wydawać pierwsze pieniądze na nowy tabor. Potem po remontach i na przykład wyznaczeniu nowego szlaku z Warszawy do Wrocławia i puszczeniu pociągu Pendolino, w ruchu zaczęło przybywać pasażerów i ten trend jest wzrostowy. Tu musi być kilka rzeczy - lepsze tory, lepszy tabor, lepsze ceny biletów, lepszy rozkład, dużo promocji i to zaczyna działać. Dzisiaj należy pracować nad mentalnością, żeby mieszkańcy chcieli sprawdzić, że ich komunikacja masowa to już nie jest to samo, co pięć czy dziesięć lat temu. 

To na koniec jeszcze jedna kwestia. Skoro mamy trend wzrostowy i to kolej jest odpowiedzią na potrzeby komunikacyjne, to co się dzieje z Pendolino?

No... popsute, wydaje się. Teraz badanych jest sześć ściągniętych egzemplarzy, ponieważ ich podwozie zostało podziurawione przez kamienie, a instalacje poprzerywane. Ja przypuszczam, że chodzi o centralną magistralę kolejową. Tam mieliśmy kilka miesięcy temu prace modernizacyjne. Kładziono nowy tłuczeń. Pociągi Pendolino nie jeżdżą od dzisiaj, nie jest to ich pierwsza zima, więc jeśli nagle się to dzieje i nie we wszystkich pociągach, wskazuje to na to, że ktoś podczas pracy na torach czegoś nie dopilnował. Albo tłuczeń był złej jakości, albo nie został ubity, żeby przy dużej prędkości te kamienie nie latały. To jest problem dla spółki Inter City, bo Pendolino to jest flagowy pojazd. To jest też problem klientów, bo kupili bilet na Pendolino, zgodnie z taryfą na Pendolino, a przyjeżdża skład wagonowy. Nie przyjmuję tego, że ludziom mówi się żeby składali reklamacje. Natychmiast powinna być zmiana taryfa, a nie żeby  pasażerowie musieli dochodzić swoich praw.  

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
Reklama