Blask ****

Jan Pelczar | Utworzono: 2018-02-12 15:00 | Zmodyfikowano: 2018-02-12 15:00
A|A|A

zdj. mat.prasowe

Gdy seans się zaczyna, narratorka opisuje zza kadru pokazywane na ekranie sytuacje. To główna bohaterka, szkoląca się w trudnej sztuce pisania opisów do audiodeskrypcji. Filmy są w nich opowiadane niewidomym i niedowidzącym, którzy dzięki nim, dialogom i ścieżce dźwiękowej mogą także chodzić do kina. W audiodeskrypcji trzeba znaleźć odpowiedni balans, między chęcią detalicznego opisania wszystkiego, a pozostawieniem przestrzeni dla wyobraźni. Tego widz uczy się w „Blasku” wraz z główną bohaterką. Naomi Kawase, autorka „Kwiatu wiśni i czerwonej fasoli” opowiada o relacji autorki audiodeskrypcji z jednym z niewidomych, którzy pomagają na warsztatach doskonalić opis. Były fotograf, który utracił wzrok i musi pogodzić się z tym, że już nigdy nie zrobi zdjęcia, będzie przewodnikiem młodej dziewczyny po świecie, w którym, chociaż nie ma światła, i tak wybiera się najbardziej nasłonecznione miejsca.

 

„Nie ma piękniejszych rzeczy niż te, które znikają” - to refren filmu Kawase. Japońska autorka nie pokazuje nam jedynie społecznych aspektów problemu, chociaż zestawia niewidomych z bohaterami, którzy tracą pamięć, z tymi, którzy są w żałobie. W erze szufladkowania nie nazwalibyśmy jej jednak japońskim Jakimowskim, a „Blasku” nie porównali z „Imagine”, bo emocji Kawase szuka gdzie indziej. Interesuje ją to, co ulotne, walka z czasem. Rola wyobraźni w świecie, który ingeruje w intymne szczegóły i pokazuje nam wszystko w zbliżeniach. Najlepszy w „Blasku” jest rytm tej opowieści, spokojny, pozwalający, by widz chłonął to, co dzieje się między bohaterami oraz miejsca, w których się spotykają. Zdecydowanie gorsza jest budowa tła i samej konstrukcji fabularnej – sporo tu banału, ckliwości, kiczu i dosłownych dialogów, w których odsłaniają się intencje reżyserki. Nie da się filmu o audiodeskrypcji budować samymi dosłownymi opisami. Ayame Misaki i Masatoshi Nagase w głównych rolach grają też nierówno, jakby nie do końca wiedzieli, czy film ma być bardziej dydaktyczny, czy artystyczny. Przydałoby się więcej niuansów, ale dobrych scen i spojrzeń jest i tak sporo. Szczególnie, że, jak mówi bohater „Blasku”, „nie ma nic piękniejszego niż chwila, której zaraz nie będzie”.

 

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
Reklama