Spór, polemika, dialog: O trudnej historii powojennej Polski w Radiu Wrocław (POSŁUCHAJ)

Elżbieta Osowicz/PP | Utworzono: 2018-03-05 21:30 | Zmodyfikowano: 2018-03-05 21:30
A|A|A

fot. wykleci.ipn.gov.pl

Ostatnie dni upłynęły pod znakiem obchodów Narodowego Dnia Pamięci o Żołnierzach Wyklętych. Po latach prześladowań w powojennej Polsce ich losy poszły w zapomnienie. Przez lata niewiele mówiło się o ich działaniach. Teraz stawia się im pomniki.

Historia nie jest jednak czarno - biała. Żołnierze wyklęci dzielą społeczeństwo i historyków. Z jednej strony mówi się o bohaterskich czynach i słusznej walce o niepodległą Polskę, z drugiej przypomina się, że ofiarami partyzantów mogli padać też niewinni cywile. W wielu miejscach spory są szczególnie ostre, bo żyją jeszcze rodziny ofiar zbrodni sprzed lat. Z drugiej świadkowie historii opowiadają o tamtych trudnych czasach i swoim poświęceniu. Nadal poszukiwane są szczątki prześladowanych i torturowanych żołnierzy niezłomnych. Rodziny nie znają miejsca pochówku bliskich, którzy oddali życie za ojczyznę. O tym jak mówić o trudnej historii powojennej Polski rozmawiali uczestnicy nowego programu publicystycznego w Radiu Wrocław -  Spór, Polemika, Dialog.

Gośćmi Elżbiety Osowicz byli: Roman Kowalczyk - Dolnośląski Kurator Oświaty, Czesław Cyrul - lewicowy publicysta, Jerzy Kirszak - naczelnik oddziałowego Biura Edukacji Narodowej IPN we Wrocławiu oraz Krzysztof Kunert - wrocławski dziennikarz i publicysta.

POSŁUCHAJ:

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
~Bunt w Gaworzycach 1604
2018-03-06 12:00:14
z adresu IP: (31.0.xxx.xxx)
Ocena: 0
Niedawleko Głogowa, na południowy zachód od miasta, leży wieś Gaworzyce, jedna z największych wsi powiatu. Gaworzyce do końca XVI wieku stanowiły posiadłość królewską. Głównym ciężarem wsi były czynsze oraz nieokreślone bliżej powinności, np. dostarczanie podwód, wykonywanie niezbyt uciążliwych robocizn itp. Sytuacja chłopów zmieniła się znacznie z chwilą przejęcia wsi, za zgodą stanów księstwa głogowskiego, przez radcę kameralnego Wacława Zedlitza, będącego wówczas właścicielem Kromolina, położonego dziś w powiecie głogowskim. Nowy właściciel posiadłości, jeden z licznych wówczas na Śląsku panów feudalnych, natychmiast po nabyciu wsi pomyślał o zwiększeniu swoich dochodów przez zorganizowanie folwarku. W tym celu na pastwisku gminnym Gaworzyc rozpoczął wznosić zabudowania folwarczne mimo licznych protestów chłopów, występujących w obronie swoich praw. Gdy zawiodły podjęte przez chłopów próby ugodowego załatwienia sporu, zwrócono się do sądu. Jednakże sąd wrocławski po rozpatrzeniu sprawy odrzucił skargę chłopów, przyznając panu prawo wzniesienia zabudowań folwarcznych na ziemi gminnej. Jako motyw wyboru podano przypuszczalnie, że kupując powyższą posiadłość Zedlitz nabył równocześnie wszystkie uprawnienia, jakie dotąd posiadali chłopi do lasów pańskich. Dotyczyło to głównie chłopów ze wsi Gostynia i Witanowic, korzystających z lasów gaworzyckich. Nie jest nam wiadomo, czy istotnie pan zabronił korzystać z lasów chłopom z Gaworzyc. Nie ulega jednak wątpliwości, że już samo wykupienie, a raczej zapłacenie dawnemu właścicielowi za te uprawnienia, które dotąd posiadali chłopi, musiało godzić w interesy mieszkańców wsi, pozbawiając ich drzewa opałowego, budulca, a nieraz i podściółki. Wybudowanie zaś folwarku na pastwisku gminnym podrywało w ogóle egzystencję chłopów uniemożliwiając im trzymanie większej ilości bydła. Rozwój stosunków produkcji szedł w kierunku rozrostu gospodarki folwarcznej kosztem ziemi chłopskiej i prowadził w konsekwencji do zwiększenia ciężarów feudalnych oraz dalszego rozwarstwienia wsi. Przyczyny buntu chłopów gaworzyckich nie ograniczały się jednakże do faktu budowy folwarku i pozbawienia wsi pastwiska. Jak wskazuje porozumienie zawarte przez wieś z Wacławem Zedlitzem w 1607 roku, a więc już po stłumieniu buntu, obiektem sporów były także duże i małe zarośla oraz łęgi, służące zapewne za pastwisko dla bydła chłopskiego. Nadto Zedlitz chciał ograniczyć ilość hodowanego przez chłopów bydła , w szczególności owiec. Chłopi zaś przed objęciem wsi przez nowego właściciela zamierzali wykupić się od zależności z ciężarów feudalnych i w tym celu zgromadzili dość wysoką sumę (8500 talarów), co dowodzi szeroko rozwiniętych stosunków towarowo pieniężnych. Otóż przejście posiadłości w ręce prywatne poważnie zagrażało realizacji planów wykupu ziemi, uchwała zaś stanów księstwa głogowskiego, że tylko szlachta może posiadać dobra rycerskie, ostatecznie przekreśliła możność ich realizacji. Chłopi, doprowadzeni do ostateczności zarówno stronniczością sądu, jak i postawą stanów księstwa, podnieśli bunt, który płomieniem walki ogarnął bez mała całą wieś, budząc odruch solidarności wśród wsi sąsiednich, w których nurtowały podobne tendencje. Początkowo chłopi odmawiali uznania Zedlitza swoim panem; następnie jak juz mówiliśmy, wznieśli skargę do sądu. Po dwóch latach sporów, w 1604 roku, odmówili wykonywania pańskich zarządzeń. W tym czasie zbliżał sie doroczny kiermasz i odpust, ściągający zazwyczaj liczne rzesze okolicznego chłopstwa. Znając nastroje ludności Zedlitz w obawie przed większym zgromadzeniem chłopów zakzał obchodu święta i kiermaszu. Wywołało to skutek wręcz przeciwny [czytaj polski]. Wbrew zakazowi na odpuście znalazły się tłumy ludów podniecone tym zarządzeniem i gotowe podjąc walkę przeciwko swemu ciemiężcy. Nawet stany głogowskie uznały postępowanie Zedlitza za niewłaściwe. Gniew chłopów wzbierał ogarniając prawie całą wieś. W krótkim czasie Gaworzyce upodobniły się bardziej do obozu wojskowego niz do wsi. Chłopi oceniali należycie grozę sytuacji i nie siedzieli z założonymi rękami, lecz przeciwnie, przygotowywali się do zaciekłej obrony. Tylko siedmiu kmieci uchyliło sie od spełnienia swego obowiązku. Przygotowania chłopów nie uszły uwadze Zedlitza , który w tym czasie szykował się do złamania oporu zbuntowanych. Ponieważ sam nie posiadał dostatecznej siły do zgniecenia buntu, zwrócił się do stanów księstwa głogowskiego z prośba o udzielenie pomocy. Stany księstwa głogowskiego nie okazały chęci do akcji zbrojnej. Możliwe, że nie zatarło sie jeszcze wspomnienie walk religijnych z 1581 roku, czy też niedawnego wystąpienia głogowian (6 stycznia 1604 r.), kiedy to mieszczanie wbrew sprzeciwowi rady miejskiej z oddziałem 200 uzbrojonych ludzi dochodzili swych praw do korzystania z lasu; mozliwe, że działały równiez inne pobudki. Stanowisko rady wskazuje się wskazywać, że nie był to głos patrycjatu miejskiego. W każdym razie żądanej przez Zedlitza pomocy zbrojnej chwilowo nie udzielono. Dopiero pismo namiestnika wrocławskiego, powołującego sie na zarządzenie cesarza, zmieniło nastroje stanów i przyśpieszyło organizowanie wyprawy na Gaworzyce celem poskromienia opornych i zabezpieczenia roszczeń Zedlitza. Należało przede wszystkim zapobiec rozszerzaniu się buntu na inne, sąsiadujące z Gaworzycami gminy. Niektóre bowiem wsie, podobnie jak niegdys Gaworzyce, dążyły równiez do wykupienia od zależności i ciężarów feudalnych, o czym pisze Klopsch, historyk ziemi głogowskiej. Tendencje takie zdradzały gminy Pobrzezie Górne, Pobrzezie Dolne i Polnisch-Kessel. Sytuacje w Gaworzycach mogły tez zaognić względy narodowościowe, gdyż nowy właściciel był Niemcem. Na wyprawe przeciw zbuntowanych chłopom zgromadziło się, acz niechętnie około 200 rycerzy, 100 mieszczan z Głogowa i po 50 z Góry, Szprotawy, Kożuchowa, i Zielonej Góry. Dla uśmierzenia jednej zbuntowanej wsi szło więc na wyprawę 500 ludzi. Organizując tak liczna wyprawę, liczono może na szybkie opanowanie sytuacji, chcąc bez rozpoczęcia walki stłumić bunt w samym zarodku. Opisanej poniżej wypadki rozegrały się w drugiej połowie 1604 roku. Odzdział egekucyjny podszedł w pobliże wsi i gotował sie do ropoczęcia walki. Gdy jednak wszystkie przygotowania do zaatakowania Gaworzyc były ukończone, zaszedł nieoczekiwany wypadek: oddział złozony ze 100 głogowian odmówił udziału w walce przeciwko gaworzyczanom oświadczając, że "chłopom dzieje krzywda się dzieje". Mieszczanie, jak pisze Klopsch, starczyli oni broni i napadli na 7 kmieci, którzy nie chcieli wziąźć udziału w walce. Trudno określić, co mogło byc przyczyną takiego postępowania głogowian. Może wiązało się to z niedawnymi wystąpieniami samych mieszczan przeciwko władzy panów feudalnych, a może istotnie mieszczanie czuli łączność z chłopami, walczącymi również z wyzyskiem feudalnym. W każdym razie postawa głogowian zadecydowała o wyniku wyprawy egzekucyjnej. Wprawdzie udzielona wsi pomoc nie była długotrwała, gdyż juz wkrótce słyszymy o ustąpieniu mieszczan głogowskich z pola walki, jednakże była ona skuteczna, gdyż za ich przykładem poszły niebawem odziały innych miast, wycofując się spod wsi, gdzie pozostało tylko 200 rycerzy, którzy nie odważyli się jej zaatakować sami. Wyprawa egzekucyjna spaliła na panewce. Po wycofaniu się mieszczan ustąpili także rycerze. Bunt chłopów trwał nadal. Do kasy pańskiej nie wpływały czynsze, chłopi nie odrabiali robocizn, nie wykonywali służebności dworskich. Nowe starania Zedlitza u namiestnika i na dworze cesarskim nie dały rezultatów. Zaniepokojony Zedlitzm zwrócił sie wówczas do szlachty i swych krewnych z prośbą o pomoc. Zebrało się około 80 konnych, przeważnie pochodzenia szlacheckiego. Oddział podzielono na dwie części. Pierwszą z nich miał dowodzić sam Zedlitz, drugą Jerzy v. Schoeneich, feudał niemiecki, w którego posiadłościach, leżących w księstwie głogowskim, mieszkała ludność polska. Datę wyprawy wyznaczono na 24 grudnia 1604 roku, chcąc w ten sposób zaskoczyć chłopów, świętujących wilię Bożego Narodzenia. Chłopi jednak szybko zorientowali się w sytuacji i zajęli pozycje obronne. Świadomość tego, co stanie się w wypadku klęski, zdwoiła ich siły. Atakujących rycerzy powital rzęsisty ogień ze strzelb i rusznic chłopskich, a równocześnie wyrosły przed nimi lance i piki. Takiego oporu nie spodziewała się szlachta. Widząc, że wsi nie da się łatwo zdobyć, że wypadnie zejść z koni i przypuścić szturm pieszo poprzez obwarowania i zasieki przygotowane przez chłopów, rycerze stracili ochotę do dalszej walki. Nie pomogły prośby i namowy Zedlitza, rycerze stanowczo odmówili wzięcia udziału w walce. Na ich postawę wpłynął niewątpliwie fakt, że kilku spośród szlachty zostało zabitych lub rannych, co przekształcało wyprawę ze zwykłej "zabawy" w wyprawę niebezpieczną, do której rycerze nie byli przygotowani spodziwając się, że samym swoim przybyciem skłonią chłopów do posłuszeństwa. Ironicznie żegnając cofających się panów chłopi życzyli im wesołych świąt. Tak zakończyła się druga wyprawa egzekucyjna, udaremniona przez groźną postawę chłopów. Po tej nieudanej próbie Zedlitz w obawie o własne bezpieczeństwo nie chciał dłużej przebywać w zamku i przeniósł sie do Polkowic. Stamtąd też począł zabiegac o zorganizowanie nowj wyprawy przeciwko zbuntowanym chłopom, ale zowu bezskutecznie. Nie pomogły nawet próby interwencji na dworze cesarskim, podejmowane przez biskupa Jana Sitscha. Dwór cesarski był w tym czasie zajęty czym innym i zlekceważył sprawę Gaworzyc. Korzystając z sytuacji chłopi nadal nie płacili czynszów ani danin , nie odrabiali robocizn, zabronili panu wywozu drzewa z lasu, zniszczyli nowowzniesione zabudowania folwarczne, zabrali stamtąd pańskie zboże, usunęli dworskie bydło z pastwisk gminnych, napadli na zarządcę folwarku i dppuścili sie szeregu innych czynów i wystąpień przeciwko panu. Wszystkie te wypadki miały miejsce już po śmierci sołtysa gaworzyckiego, który kierował dotąd ruchem i obrona wsi. Dalszy przebieg wypadków udowodnił, że po śmierci sołtysa doszły we wsi do głosu elementy bardziej radykalne. Śmierć sołtysa nastapiła niespodziewanie. Pewnego poranka znaleziono go martwego we własnej izbie. Czy zmarł smiercią naturalną, czy też został podstępnie pozbawiony życia, nie wiemy. Wśród chłopów natomiast panowało powrzechne przekonanie , że śmierć sołtysa nie była przypadkowa ani naturalna. Wierzono powrzechnie, że sprawcą jego śmierci jest pan, który chce w ten sposób złamać opór chłopów i zmisić ich do posłuszeństwa przez pozbawienie wsi dobrego organizatora i przywódcy. Zaczepna postawa chłopów po śmierci sołtysa, ich zdecydowany opór przeciwko Zedlitzowi niepokoiły coraz bardziej panów feudalnych, obawiających się prawdopodobnie, by bunt nie ogarnął wsi sąsiednich. Z tego powodu kilkakrotnie próbowano załatwić sprawę Gaworzyc, ale zawsze bezskutecznie Najpierw z powodów pieniężnych i braku zdecydowania spełzły na niczym próby wynajęcie 200 lancknechtów, którzy pod dowódctwem Blumberga podejmowali się za 100 talarów uśmierzenia buntu. Następnie zakończyła się też fiaskiem organizowana przez stany księstwa głogowskiego wyprawa szlachty i mieszczan, mająca doprowadzić do ugody chłopów z panem. Zebrana szlachta i przedstawiciele miast dotarli wprawdzie do Gaworzyc i wezwali do siebie przedstawicieli chłopów w celu podjęcia rokowań, chłopi jednak zachowali się hardo i zażądali przybycia przedstawicieli szlachty do wsi, o ile mają do nich jaką sprawę. Odpowiedź chłopów wywołała oburzenie wśród kierownictwa wyprawy, jednakże wysłano delegatów, którzy mieli pertraktować i nakłaniać do ugody. Próby te jednak na skutek zdecydowanej postawy wsi nie dały żadnych rezultatów i delegaci, napastowani przez chłopów, wycofali się ze wsi, wracając z niczym do obozu. Po tych próbach ugodowego załatwienia sprawy wrócono z powrotem do myśli zbrojnego najazdu na wieś. W tym celu próbowano zebrać pospolite ruszenie szlachty w liczbie około 500 rycerzy oraz tyluż mieszczan, a mianowicie 60 z Głogowa, po 40 z Kożuchowa, Góry, Zielonej Góry, Szprotawy i Świebodzina oraz po 20 z Otynia, Nowego Miasteczka, Sławy, Polkowic i Przemkowa. Razem na wyprawę przeciwko Gaworzyczanom miało wyruszyć ponad 1000 osób. Jednakże wyprawa ta nie doszła do skutku, wobec czego spróbowano wynająć oddział ciągnącego wówczas przez Śląsk Hohenzollerna, liczący około 1600 knechtów. Brak środków pieniężnych przy wygórowanych żądaniach Hohenzollerna uniemożliwił i tym razem zorganizowanie wyprawy egzekucyjnej do walki ze zbuntowanymi chłopami. Przeciąganie się sprawy zaniepokoiło wreszcie władze austriackie. Aby położyć kres rozruchom mogącym rozszerzyć się na inne wsie, polecono dokonać egzekucji na opornych. Przeznaczono do tego celu odział wojska złożony z 500 Węgrów, który miał wkrótce przybyć do Głogowa.Skierowanie do miasta Węgrów zaniepokoiło mieszczan, którzy dołożyli starań by oddział egzekucyjny, znany ze swych okrucieństw w stosunku do ludności, udał się bezpośrednio do wsi. 1 lutego 1607 roku oddział egzekucyjny, omijając miasto, przybył do Gaworzyc. Rozpoczęło się zdobywanie wsi. Mimo zaskoczenia i słabego zdyscyplinowania chłopi bronili się dzielnie. Oddział podzielono na 4 grupy. Dwie pierwsze miały przebyć zasieki i zdobyć szańce, broniące dostępu do wsi. Trzecia grupa zachodziła wieś od strony cmentarza. Czwarta miała zdobyć spichlerz gminny i mury łączące go z cmentarzem. Zażarta walka toczyła się w pobliżu cmentarza, atakowanego przez Węgrów, którzy nacierali coraz zacieklej i wypierali chłopów z pozycji obronnych. Po niezbyt długich walkach cmentarz znalazł się w rękach wroga. Pierwszy punkt oporu padł, jednak obrona tej części wsi nie ustawała. Chłopi ustępowali przez ogrody ostrzeliwując się nacierającym Węgrom i wkrótce znaleźli się na przygotowanych wcześniej pozycjach obronnych, umocnionych szańcami. Oddział przeciwnika rozsypał się tymczasem po ogrodach i ruszył następnie w kierunku szańca. Po krótkiej walce szaniec został zdobyty, a opór chłopów złamany. Korzystając z ciemności rozproszyli się chłopi po polach i po wsi, nie śmiąc stawiać dłużej oporu nacierającym Węgrom. Walka w tej części wsi dogasła. Trzecia grupa oddziału egzekucyjnego nacierała tymczasem na spichlerz i mury. Tu również, podobnie jak na cmentarzu, wywiązała się zażarta walka, chłopi jednakże nie potrafili powstrzymać naporu wroga i po zaciekłej walce spichlerz znalazł się w rękach Węgrów. Z największą zaciekłością i zawziętością walczono przy wjazdach do wsi, gdzie kilkakrotnie odpierano gwałtowne ataki wroga. Sytuacja zmieniła się dopiero wtedy, gdy na pomoc atakującym ruszyły zwycięskie oddziały Węgrów z terenu cmentarza i spichlerza. Opór chłopów został teraz ostatecznie złamany i wkrótce cała wieś znalazła się w rękach Węgrów. Bestialstwom żołdaków nie było końca. Gwałcono kobiety i znęcano się nad dziećmi. Wokoło rozległ się krzyk maltretowanych ludzi, który docierał do sąsiednich wsi i przejmował wszystkich zgrozą. Na polu bitwy padło 13 zabitych (według innych danych 11 lub 12), w tym 2 kmieci, 2 zagrodników i 9 parobków folwarcznych. Do aresztu wzięto 5 osób. Jakie były straty wśród Węgrów - nie wiadomo. Po stłumieniu buntu oddział egzekucyjny jeszcze przez kilka dni przebywał na terenie wsi. 8 lutego Węgrzy odeszli. Wkrótce potem zostało zawarte porozumienie z panem, na mocy którego uzgodniono szereg żywotnych dla wsi spraw. Postanowiono, że aczkolwiek małe zarośla i wrzosowisko prawnie należą do pana, chłopi będą z nich korzystać, pan natomiast zachowuje dla siebie tylko prawo polowania. Wielkie wrzosowisko uznaje się za wyłączną własność pana. Gmina może jedynie wybierać drzewo opałowe. Ilość bydła dla wsi określono ogólnie. Kmiecie moga hodować tyle bydła, ile potrafia przetrzymać przez zimę. Liczbę owiec dla wsi ograniczono do 1000 sztuk na zimę z zastrzeżeniem, że od każdej czwartej owcy chłopi będą uiszczać talara. Pastwisko położone między dużym a małym stawem oddano do wyłącznej dyspozycji pana. Chłopom zalecono wykonywanie wszystkich służebności, jakie dotąd wedle zwyczajów krajowych wykonywali. Co sie tyczy łąk czynszowych, postanowiono, że pozostaną w posiadaniu chłopów, którzy będą jednak płacić dawny lub nieco zwiększony czynsz, zależnie od rentowności łąk. Nadto tytułem odszkodowania przyznano Zedlitzowi znaczną sumę pieniężną oraz 100 kóp zboża. Pieniądze dla pana miała spłacić wieś z sumy wypożyczonej państwu, wynoszącej 7000 talarów. Zedlitzowi przyznano z tej kwoty 3500 talarów, resztę zaś po odebraniu od cesarza Zedlitz miał zwrócić wsi. Wydaje się bardzo prawdopodobne, że przebieg buntu i zdecydowana postawa chłopów wpłynęły na warunki ugody, gdyż jak wynika z jej treści, szereg uprawnień chłopskich zostało zachowanych. Tak skończył się długotrwały bunt chłopów, ale walka klasowa przybrała inne formy. Mało wydajna praca na pańskim, ociąganie sie w płaceniu czynszów i podatków, zbiegostwo - oto sposoby, którymi chłopi bronili sie nadal przed zwiększaniem wyzysku feudalnego. Bunt chłopów w Gaworzycach nie był prawdopodobnie czyms odosobnionym w XVII wieku. Należy przypuszczać, że poruszeń takich było znacznie więcej, że przypomnijmy tylko spór chłopów głogowieckich z 1630 roku lub wcześniejszy spór nyski z lat 1615-1616. Są to ruchy ograniczone lokalnie i żywiołowe, niezdolne ogarnąć większego terytorium. Ponadto należy podkreślić, że Głogowskie stanowiło terytorium, na którym, jak świadczą wizytacje kościelne(1), wieś była w zasadzie polska: nasilenie walk chłopskich, jakie występują na tym terenie już na początku XVII wieku, było niewątpliwie wynikiem połączenia ucisku klasowego z uciskiem narodowościowym.
~krys
2018-03-05 21:32:25
z adresu IP: (77.114.xxx.xxx)
Ocena: -4
Trzech na jednego. Cyrul nie daj się.
Reklama