Spór, polemika, dialog: Śląsk Wrocław. Przyszłość klubu, akademia piłkarska, finanse

Dariusz Wieczorkowski, dwie | Utworzono: 2018-04-16 22:29 | Zmodyfikowano: 2018-04-16 22:32
A|A|A

(Na zdjęciu od lewej: Przemysław Filar, Paweł Rańda, Michał Guz i Kacper Cecota)

Piłkarze z Wrocławia wygrali w niedzielę pierwszy mecz w tym roku. W spotkaniu grupy spadkowej Ekstraklasy zespół Tadeusza Pawłowskiego pokonał u siebie czerwoną latarnię rozgrywek - Sandecję Nowy Sącz 1:0 i oddalił się od strefy spadkowej.

- To kolejne spotkanie, które pokazuje pewien progres fizyczny, który dokonał się w tej drużynie – komentował w audycji Michał Guz. - Jako dziennikarze sportowi dostajemy raporty fitness, z których wynika, że ten zespół biega więcej niż jesienią, biega szybciej, wykonuje więcej sprintów od rywali. Druga rzecz jest taka, że ta gra zaczyna powolutku się zazębiać. Są fajne, kombinacyjne akcje, zaczyna się to układać w grę, którą byśmy nazwali piłką nożną – mówił. Zaznaczył jednak, że przed wrocławską drużyną jeszcze bardzo dużo pracy. - Sądzę, że to kluczowy mecz, który może mieć największy wpływ na to, że Śląsk jednak się utrzyma, chociaż z zastrzeżeniem, że trzeba jeszcze trochę tych punktów zdobyć, żeby uniknąć nieszczęścia – podkreślił dziennikarz.

Bezcenne punkty

Zdaniem Roberta Skrzyńskiego, Śląsk zdobył w niedzielę bezcenne trzy punkty. - Rywale byli już bardzo blisko. Ci rywale, zajmujący 15. i 16. miejsce, czyli właśnie Sandecja i Bruk-Bet Nieciecza - podkreślił. - W przypadku braku zwycięstwa i w perspektywie następnego meczu w Niecieczy z Bruk-Betem, sytuacja Śląska byłaby już naprawdę bardzo trudna – ocenił. Jak powiedział Skrzyński, w niedzielnym meczu nie liczył się styl i piękno gry. - Tu liczyło się to, kto zejdzie z boiska jako zwycięzca - zeszli piłkarze Śląska i mają taki delikatny oddech, ale bardzo delikatny, bo ewentualna porażka w kolejnym meczu może przywrócić stan sprzed spotkania z Sandecją – przekonywał.

Rzecznik Śląska Wrocław Kacper Cecota przyznał, że przed meczem „było słychać bardzo dużą mobilizację piłkarzy”. - Wszyscy w klubie - od pracowników po zawodników - zdawali sobie sprawę, jak ważne jest to spotkanie - jeden z tych zespołów zamieszanych w walkę o utrzymanie w Ekstraklasie przyjeżdża do Wrocławia. Dla Śląska to szansa na przełamanie, bo jeśli nie z Sandecją , to z kim? – analizował. - Bardzo podobała mi się ta sytuacja w tunelu, tuż przed wyjściem na murawę, kiedy zawodnicy cały czas ze sobą rozmawiali i mobilizowali się wzajemnie. A po meczu - duża radość – mówił. Jak dodał, niektórzy już żartowali, że po wygranej zawodnicy nie będą wiedzieli, co zrobić w szatni, bo zapomnieli już, jak to jest wygrywać. - Najważniejsze są trzy punkty, to jest na pewno duża ulga i nowy duch dla tej drużyny – ocenił Cecota.

Podobnego zdania jest radny Paweł Rańda. - Nie chodziło o to, żeby grać pięknie, ale w sporcie często tak jest - nie chodzi o to, żeby było ładnie, tylko o to, żeby było skutecznie - argumentował. Według radnego, jeśli poziom sportowy Śląska Wrocław będzie szedł w górę, to automatycznie trybuny będą się zapełniały. - Tak jest na stadionie żużlowym - jest wysoki poziom sportowy, to jest pełen stadion. To jest zero – jedynkowe – mówił w audycji.

Kto powinien finansować klub?

Na początku marca gmina Wrocław poinformowała, że od momentu wejścia w piłkarski Śląsk przekazała do klubu prawie 100 mln zł. Pojawiały się także informacje o dodatkowym finansowaniu przez miejskie spółki. Jednak MPWiK i MPK poinformowały Radio Wrocław, że w ostatnich latach nie przekazały żadnych pieniędzy. Pięć lat temu MPWiK udzieliło pożyczki w wysokości 4 mln zł, ale została ona zwrócona wraz z odsetkami.

- Nie byłem radnym, a nawet nie myślałem o tym, że będę radnym, kiedy Śląsk trafiał pod miejskie skrzydła. Była decyzja, żeby ratować Śląsk i tak naprawdę odkupić większość udziałów i teraz miasto jest w trudnej sytuacji – komentował Paweł Rańda. - Uważam, że drużyna nie powinna być sponsorowana z kasy miejskiej. Powinny być dotowane przede wszystkim akademie Śląska – mówił gość programu. Jednak – jak przyznał – jeśli powiedziało się „A”, trzeba powiedzieć też „B”.

Michał Guz przypomniał, że finansowanie sportu, również profesjonalnego, jest jednym z zadań własnych samorządu terytorialnego. - To nie jest zadanie obligatoryjne, ono jest fakultatywne – zaznaczył i dodał, że jeśli samorządy dostały takie narzędzie i mają je już od prawie dekady, to z niego korzystają. - Najlepiej byłoby sprzedać Śląsk – uważa dziennikarz „Przeglądu sportowego”. - Jeżeli będzie wiarygodny inwestor, sprzedajmy Śląsk. Jestem absolutnie za tym, żeby ten klub przeszedł w ręce prywatnego właściciela - przyznał.

- Jest różnica między finansowaniem a dofinansowaniem – podkreślił Robert Skrzyński. Jego zdaniem, Śląsk Wrocław był świetnym produktem na sprzedaż w 2012 roku, po zdobyciu mistrzostwa Polski, kiedy był „pięknym, opakowany prezentem, cukiereczkiem, który należało wystawić na ladę”. - Mamy złe doświadczenia ze sprzedażą Śląska. Klub musi być „na zero” - trudno znaleźć inwestora, który przyjdzie, kiedy wie, że na dzień dobry musi włożyć kilkanaście milionów złotych, żeby zlikwidować stare długi – uważa Skrzyński.

Odpowiedzialność polityków

- Warto przypomnieć, że w 2012 roku to właśnie Towarzystwo Upiększania Miasta Wrocławia złożyło propozycję, aby sprzedać mistrza Polski, klub, który był w szczycie formy, za który można było uzyskać pieniądze, i dla którego można było znaleźć inwestora – powiedział w audycji Przemysław Filar. - Wtedy magistrat wyśmiał naszą propozycję - zaproponowano, abyśmy to my przyprowadzili takiego inwestora. Odparliśmy, że nie zajmujemy się doradztwem, ale oczekujemy, że politycy, urzędnicy, którzy wzięli na siebie taką odpowiedzialność, z tej odpowiedzialności się rozliczą - mówił. - Okazało się, że tego nie zrobili i dziś nie potrafią wyjść z sytuacji, do której doprowadzili – dodał.

Filar zwrócił także uwagę na kolejny problem. - Obawiam się sytuacji, że Śląsk Wrocław - podobnie jak Ajax Amsterdam i Real Madryt - któregoś dnia będzie musiał zwrócić pomoc publiczną – alarmował. Przypomniał, że były już takie wyroki i jeżeli któryś klub z polskiej ligi wystosuje wniosek do Komisji Europejskiej, aby tę sytuację prześwietlić, to „patrząc na to, jakie wyroki tam zapadły, podobnego możemy spodziewać się w tym wypadku”. Oznaczałoby to, że Śląsk będzie musiał zwrócić ogromne pieniądze, które – zdaniem Filara - mogą doprowadzić klub do bankructwa.

Według gościa programu, miasto przez wiele lat pokazywało, że nie ma pomysłu, jak rozwiązać ten problem. - Nadal jesteśmy w miejscu, w którym chcielibyśmy, aby było o wiele lepiej. Widzę tutaj ogromną odpowiedzialność nie zawodników czy zarządu klubu, tylko przede wszystkim polityków, którzy cały czas nie pozwalają, żeby ten klub był tam, gdzie chcielibyśmy, żeby był - podsumował.

REKLAMA
Dźwięki

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
~wrocławianin
2018-04-17 09:40:20
z adresu IP: (178.235.xxx.xxx)
Ocena: 5
Należy skończyć z finansowanie kopaczy z miejskiej kasy bo smog zadusi nasze dzieci i wnuki. Kosztem ich zdrowia egzystuje Śląsk Wrocław.;
~Skoczek
2018-04-17 07:42:12
z adresu IP: (31.11.xxx.xxx)
Ocena: 5
Ale jaja, to Rańda nie jest już w PO, później w Nowośmiesznej. Teraz zrobił trzecią woltę w trakcie jednej kadencji i przeskoczył - przykleił się do Dutkiewicza. Jeszcze został PiS i Bezpartyjni-Partyjni.
Reklama