Spór, polemika, dialog: mania nagrywania i rejestrowania otaczającej nas rzeczywistości

Dariusz Wieczorkowski, dwie | Utworzono: 2018-05-15 10:20 | Zmodyfikowano: 2018-05-15 10:22
A|A|A

(fot. Radio Wrocław)

Goście audycji „Spór, polemika, dialog” dyskutowali programie o tym, skąd wśród ludzi bierze się potrzeba rejestrowania samych siebie i wszystkiego dookoła. - Wydaje mi się, że to przez to, że kultura masowa rozprzestrzenia się od tak długiego czasu, a formą jej rozprzestrzeniania są właśnie głównie obrazy i znaki, które się łatwo przyswajają. W związku z tym łatwiej się nam komunikować – oceniła socjolog Aleksandra Perchla-Włosik. Jak wyjaśniała, właśnie dlatego fotografia czy film bardzo szybko zaimplementowały się do naszej społecznej rzeczywistości i stały się pewnym rytuałem społecznym, który jest niemal naszym dniem codziennym. - Daje nam władzę, daje nam kontrolę nad rzeczywistością i oswaja ją – mówiła.

Zwróciła uwagę, że ludzie łatwiej i szybciej przetwarzają treści przedstawione w formie filmów czy zdjęć. – Czasem te treści są mylące, to dobrze widać w tabloidach. Ze zdjęcia często nie wynika to, co teoretycznie jest opisem tego zdjęcia, ale my, patrząc, od razu to dekodujemy na swój własny, bardzo subiektywny sposób – podkreśliła.

Akceptacja, afiliacja, wzrost samooceny

- Człowiek ma wiele potrzeb. Jakie tak naprawdę potrzeby realizujemy w ten sposób? Wydaje mi się, że po pierwsze poprzez nagrywanie siebie - bo to jest to, co w masowej kulturze jest teraz na topie - budujemy swoje dobre samopoczucie na podstawie opinii publicznej, czyli „lajków”. Jeżeli mamy kontent wysokiej treści, to mamy dużo „lajków” – mówiła natomiast psycholog Magdalena Duszyńska. - Pojawia się potrzeba akceptacji, afiliacji, samorealizacji, bo poprzez nagrywanie realizujemy swoje plany czy marzenia - analizowała.

Emil Rau zwrócił natomiast uwagę, że u ludzi chęć rejestrowania obrazu jest obecna od bardzo dawna. - Najstarsze malowidła są sprzed 10 tysięcy lat, więc to zawsze siedziało w naszych głowach, potem wraz z rozwojem techniki i malarstwa to się rozwijało - wielcy królowie nie mogli sobie zrobić selfie, więc brali malarzy, którzy od razu fundowali im „Photoshopa”. Teraz mamy następny etap - kamery są wszędzie, od tego już nie uciekniemy – mówił w audycji.

Próg zgody

Zdaniem prawniczki Lucyny Szot, każdy ma inny próg zgody i inną granicę akceptacji dla wszechobecnego nagrywania. - Mnie nie zachwyca to, że jesteśmy jako społeczeństwo tak atrakcyjni i coraz bardziej o to zabiegamy. Uważam, że pewne zawody – na przykład prawnika czy pracownika naukowego oraz wielu innych opartych na intelekcie, nie mają związku z wizerunkiem – przekonywała w programie.

- Rzeczywiście istnieją zawody, w których wręcz nie jest pożądane upublicznianie wizerunku, bo to zawody, które wymagają zaufania, jak na przykład psychoterapeuta – zgodziła się Magdalena Duszyńska.

Społeczna kontrola

Gościem Radia Wrocław był także Waldemar Forysiak, rzecznik straży miejskiej we Wrocławiu. - Po 1989 roku możemy być uczestnikami demokracji. Jednym z jej aspektów jest to, że możemy tworzyć tzw. społeczną kontrolę, ale na dwóch poziomach – komentował. Jak wyjaśniał, po pierwsze reagujemy na wszelkiego rodzaju nieprawidłowości. - Coś widzimy, rejestrujemy i chcemy, żeby jak najszybciej odpowiednie służby zareagowały. W naszym przypadku to będzie dokumentowanie wykroczeń - jak złe parkowanie, niszczenie zieleni itd. Mamy we Wrocławiu takich przypadków kilka tysięcy rocznie – mówił Forysiak. Jak ocenił, to dobrze, bo oznacza to, że „czujemy się gospodarzami w naszym kraju, w którym jesteśmy na równych prawach, możemy takie fakty rejestrować i oczekiwać reakcji odpowiednich służb”. - Ale to też idzie w drugą stronę – jest społeczna kontrola także służb. I o ile na początku służbom to niekoniecznie się podoba - bo jak to cywil, osoba niezwiązana ze służbami będzie wytykać nam pewnego rodzaju uchybienia, które się zdarzają? No ale właśnie na tym polega demokracja. Te zmiany wymuszają na służbach perfekcyjną pracę – przyznał w programie.

Kamera znaczy ochrona

Emil Rau jest znany jako łowca fotoradarów. Jak mówił w audycji, dzięki temu, że od lat nagrywa filmiki, uniknął niesłusznego skazania i więzienia. - Wszystko zaczęło się niepozornie, przez zarejestrowanie pierwszego ukrytego, pomalowanego na zielono radaru straży miejskiej. To był zielony radar, na tle zielonego płotu, panowie siedzieli w zielonym samochodzie 100 metrów dalej – opowiadał. Według niego, nie chodziło tu o bezpieczeństwo, a o „cyniczną rzeź i biznes”. W programie powiedział, że swoje filmiki wrzuca na Youtube, a one później żyją swoim życiem, wszystko zaczyna się toczyć. - Ja biorę za to pewną odpowiedzialność, a druga strona o tym wie. Nie wytrzymałbym naporu - moje słowo przeciwko słowu dwóch, trzech funkcjonariuszy – przyznał. – Moja kamera jest moją ochroną – zaznaczył.

Jak zauważyła jednak Lucyna Szot, nagrania i zdjęcia nie są wykorzystywane jedynie w celu dowodowym, ze względów bezpieczeństwa, czy w celu obrony własnych racji. - Popatrzmy na to, jakie są zagrożenia takiego permanentnego inwigilowania naszego życia w każdym wymiarze. Uważam, że ten próg zgody absolutnie powinien być związany ze świadomością - wiele osób nie ma świadomości tego, co czyni. Mówi się o parciu na szkło, o dobrowolnym udostępnianiu tych danych, swojego wizerunku, ale ludzie często nie wiedzą, co wydarzy się w ich życiu i w jakim celu to będzie wykorzystane – podkreśliła.

Świadomość i ochrona wizerunku

Waldemar Forysiak zaznaczył w audycji, że nie zawsze wszystko można wrzucać do ogólnego oglądania, zapoznawania się dla innych, bez zgody i wiedzy osób, które są utrwalone na nagraniach.

- Mamy prawne zasady ochrony wizerunku, prywatności, danych osobowych, mamy pełnoprawną ochronę w każdym z tych wymiarów – przypomniała Lucyna Szot. - Jeśli dobrowolnie z tego rezygnujemy, to ja zadaję pytanie, czy robimy to świadomie, czy nie. Chyba bardzo istotną kwestią jest edukacja, żeby osoby, które to czynią, robiły to z pełną świadomością, bo w mojej ocenie bardzo często jej brakuje – dodała.

Podobnego zdania jest Magdalena Duszyńska. – Wyobraźmy sobie dzisiejszą młodzież, która w przyszłości być może będzie chciała zostać prawnikiem, dziennikarzem, politykiem i spójrzmy na to, co wrzuca teraz do sieci - mnóstwo selfie, mnóstwo filmików, często takich, na których nie kontroluje ich jakości, tego, co mówi – wyjaśniała w audycji. - Nastolatki mają też prawo do pewnych błędów - zaznaczyła. Podkreśliła jednak, że jeszcze kilkanaście lat temu, gdy młodzież popełniała błędy, to nikt ich nie nagrywał, a młodzi ludzi mogli się na tych błędach uczyć. - W tej chwili, jeżeli dziecko popełni taki błąd i nagra się na przykład nago, często nie jest w stanie tego błędu skorygować i musi z tym iść dalej przez życie – podkreśliła.

Aleksandra Perchla-Włosik zwróciła uwagę, że brak świadomości nie dotyczy tylko najmłodszych użytkowników internetu. - Jak się okazuje, ludzie nie mają zielonego pojęcia o ochronie wizerunku czy o prawach autorskich. Do pewnego momentu wydawało mi się, że takie niekontrolowane zachowania dotyczą najmłodszych. Ale okazuje się, że również studenci, osoby w pracy zawodowej, potrafią robić takie rzeczy, a później zaczynają ponosić tego konsekwencje. W tej chwili każdy pracodawca pierwsze, co robi, to przegląda profile kandydatów w mediach społecznościowych. I jeżeli mamy zdjęcia lub filmiki, które nas dyskredytują w jego oczach, to nie ma możliwości otrzymania takiej pracy – alarmowała.

Przepisy

Jak się bronić przed bezprawnym nagrywaniem i udostępnianiem takich treści? - Ochrona prywatności wywodzi się z kodeksu cywilnego, ale w szczególności odniosłabym się do prawa prasowego – oceniła Lucyna Szot. - Jest artykuł, który rozgranicza osoby pełniące funkcje publiczne i osoby fizyczne. Tam jest regulacja dotycząca prywatności, która mówi, że każda osoba fizyczna ma większą ochronę prywatności niż osoby pełniące funkcje publiczne. I stąd celebryci, którzy wychodzą na ulicę i znajdują się w przestrzeni publicznej, nie są tak chronieni, jak każda osoba fizyczna – tłumaczyła.

Prawniczka dodała, że ochrona wizerunku to co do zasady również rozgraniczenie na osoby fizyczne i osoby powszechnie znane, z których to te drugie mają mniejszą ochronę. Podkreśliła jednak, że od tej zasady ustawodawca wprowadził wyjątki. - Jeżeli wyrażamy zgodę na pozowanie i dzieje się to za wynagrodzeniem, to oczywiście nasz wizerunek wędruje do sieci i jest upowszechniany. Następnie, jeżeli nasz wizerunek stanowi szczegół większej całości, takiej jak krajobraz publiczny, mecz sportowy, czy ulica, również się nie wybronimy – wyliczała w audycji.

REKLAMA
Dźwięki

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
~...
2018-05-16 18:40:42
z adresu IP: (31.0.xxx.xxx)
Ocena: 1
Ja wiem, że koleś, który był zastępcą kierownika w Lidlu w Zielonej Górze (Zacisze 1a) w 2010 roku - Piotr, bezprawnie wrzucał na internet filmiki z kamery, które go śmieszyły i wkurzały...
Reklama