Deadpool 2 *****

Jan Pelczar | Utworzono: 2018-05-20 15:10 | Zmodyfikowano: 2018-05-20 14:46
A|A|A

Jedyne co musicie wiedzieć przed pójściem do kina: „Deadpool” trzyma poziom. Spodoba się zachwyconym pierwszą częścią, bo jest równie zabawny. Jak i tym, którzy od pierwszej komedii o superbohaterze się dystansowali, bo jest inny. Przełamywanie czwartej ściany nie będzie już tak nachalne, chociaż się pojawi. Najczęściej w postaci narzekania na leniwych scenarzystów, gdy fabuła idzie na skróty, co samo w sobie jest autoironiczne. Nabijanie z innych superbohaterów znów będzie znakiem rozpoznawczym postaci, która sprawiła, że zmalała rzesza nabijających się z Ryana Reynoldsa. Aktor, który kiedyś zasłynął rolą zasypanego żywcem w grobie, za sprawą „Deadpoola” wydostał się na powierzchnię hollywoodzkiego mainstreamu. Wadem Wilsonem, czyli Deadpoolem sprzed przemiany, był na ekranie rok przed „Pogrzebanym”, w „X-Men Geneza: Wolverine”. Dziewięć lat temu wydawało się, że każde kinowe uniwersum komiksowe będzie śmiertelnie poważne. Dziś, gdy na ekran wkracza mroczny bohater, Deadpool docina mu, że urwał się ze świata DC Comics. Bajzel związany z chronologią filmów o Wolverinie jest kolejnym tematem żartów. Logan pozostaje wdzięcznym obiektem przytyków Deadpoola – fani Marvela mogą marzyć po seansie o pozytywce, którą bawi się w ujęciu otwierającym drugą część.



W jej trakcie powracają doskonale znane melodie: walka o naprawienie losów świata, z własnym przeznaczeniem, tożsamością i charakterem, a formą refrenu są monologi głównego bohatera. Efekt: jakby filmowi akcji towarzyszyła narracja komika, prowadzącego oscarową galę. Udaje się przy tym wprowadzić ciekawe postaci drugiego planu. Etatowym czarnym charakterem Marvela powinien zostać Josh Brolin. Ledwo dał w nowych „Avengers” popis jako Thanos, a już staje się świetnym marvelowskim Terminatorem jako Cable. Odkryciem jest Zazie Beetz w roli Domino. Szczęście jako supermoc to w jej wykonaniu całkiem ciekawa koncepcja na superbohaterkę. Po drodze od męczącego wprowadzenia po równie zabawny, co efektowny finał, dostajemy trochę morałów z kina familijnego, dialogową beczkę śmiechu i sporo efektów wizualnych, które łączą animację komputerową z kaskadersko-pirotechnicznym rzemiosłem. W służbie tej wizji zginęła na planie kaskaderka, podczas kręcenia motocyklowych ewolucji. Z tego nawet Deadpool nie zażartował. A wydaje się, że nie ma dla niego tematów tabu: w jego docinkach mnóstwo jest przede wszystkim filmowej popkultury – od roli Josha Brolina w „The Goonies” przez „Harry’ego Pottera” po „Stranger Things”. Na sekundę wpada nawet Brad Pitt. Dobrze wypada też parodia czołówek filmów o Bondzie. Co stanie się, gdy i Deadpool będzie miał swoją ikonografię? Zacznie jednocześnie podporządkowywać się regułom i z nich drwić. W końcu dlatego odniósł taki sukces po pierwszej części: jest nieśmiertelnym everymanem ze świata supermocy, a nerdowscy chłopcy z sąsiedztwa mają niewyparzone gęby.

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
Reklama