Ojciec Igora Stachowiaka w dzień rozpoczęcia procesu: "Synowi z oczu płynęła krew zamiast łez"

Piotr Kaszuwara | Utworzono: 2018-07-12 06:00 | Zmodyfikowano: 2018-07-12 06:00
A|A|A

Maciej Stachowiak (Na zdjęciu pierwszy z prawej strony, fot. Radio Wrocław)

Po dwóch latach od tragedii, dziś we Wrocławiu ruszył proces czterech policjantów, których prokuratorzy z Poznania oskarżają o przekroczenie uprawnień, a także torturowanie w toalecie komisariatu przy ulicy Trzemeskiej Igora Stachowiaka. Niedługo po tej interwencji 25-latek zmarł. Policja tłumaczyła wtedy, że spadł z krzesła. Śledztwo trwało, ale nie było widać przełomu, aż do momentu publikacji przez TVN filmu z paralizatora, jaki zabezpieczyło Biuro Spraw Wewnętrznych. Wtedy sprawa nabrała tempa, a czterej policjanci usłyszeli zarzuty i stracili pracę. Ze stanowisk odwołano także komendantów policji w komendzie wojewódzkiej we Wrocławiu oraz w komendzie miejskiej.

Ponad miesiąc temu sędzia Krzysztof Korzeniewski zorganizował specjalne spotkanie organizacyjne, na którym wyznaczono kolejne terminy rozpraw, uzgodniono którzy świadkowie i w jakich terminach będą zeznawali, po to by móc dziś bez problemów otworzyć przewód sądowy. Na sali rozpraw stawił się Łukasz R. - były policjant, którego śledczy z Poznania oskarżają o to, że kilka razy, mimo założonych na ręce Stachowiaka kajdanek - użył paralizatora wobec zatrzymanego. Akt oskarżenia odczytała prokurator Anna Kijak-Głęboczyk, szefowa I wydziału karnego w Poznaniu.

W sądzie nie stawiła się trójka pozostałych oskarżonych: Paweł P., Paweł G. oraz Adam W. Odmówili też składania wyjaśnień na tym etapie procesu. Łukasz R. z kolei zeznawał przez blisko 4 godziny. Odpowiadał na szczegółowe pytania sądu oraz swojego obrońcy, ale odmówił odpowiedzi na pytania rodziny zmarłego. Nie przyznał się też do winy, wyraził za to żal z powodu tego, że Igor nie żyje. Jak jednak przyznał - nie czuje się odpowiedzialny za jego śmierć. Podtrzymuje swoje wyjaśnienia z początku śledztwa - czyli że 25-latek nie wykonywał poleceń policji, miał kopać mundurowych, pluć na nich i ich obrażać:

Zdaniem ojca Igora Stachowiaka - Macieja - zarzuty dla policjantów powinny dotyczyć co najmniej nieumyślnego spowodowania śmierci lub zabójstwa. Jego zdaniem policjanci znali go wcześniej i była to poniekąd ich zemsta za to, że jednego z nich w 2013 roku, Stachowiak oskarżył o pobicie - również na komisariacie:

W związku z tym, że zarzuty kierowane w stronę policjantów są poważne i dotyczą tortur, to w całym procesie będą uczestniczyli obserwatorzy z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, mówi sekretarz Piotr Kładoczny:

Kolejne terminy wyznaczono na niemal cały lipiec i sierpień. Ostatnią rozprawę zaplanowano na 28 września, ale istnieje prawdopodobieństwo, że wszystko może się przedłużyć. Media mają prawo uczestniczyć w całym procesie, nagrywać zeznania świadków, ale nie ma zgody sądu na ich publikację przed zakończeniem całego przewodu sądowego, ponieważ mogłoby to wpłynąć na obiektywizm wyjaśnień kolejnych osób. Ojciec Igora Stachowiaka ma nadzieję, że całość postępowania przed sądem będzie rzetelna i obiektywna:

Co zmieniło się w polskiej policji po śmierci Igora Stachowiaka?

Monitoring w każdym pomieszczeniu, kamery na mundurach, specjalne imienniki, współpraca MWSiA z Ministerstwem Zdrowia, policją, ratownikami medycznymi i pielęgniarzami przy zatrzymywaniu osób, które mogą być pod wpływem narkotyków. Po śmierci Igora Stachowiaka w maju 2016 roku w komisariacie przy ulicy Trzemeskiej we Wrocławiu w polskiej policji zaszło wiele zmian. 25-letni mężczyzna miał być torturowany przez czterech policjantów. Funkcjonariusze, którzy brali wtedy udział w zatrzymaniu i przeszukaniu Igora staną przed sądem. Będą odpowiadać za przekroczenie uprawnień oraz za psychiczne i fizyczne znęcanie się nad osobą pozbawioną wolności, za co grozi do pięciu lat więzienia. Rodzina zmarłego 25-latka nie zgadza się z tymi zarzutami i domaga się zmiany kwalifikacji prawnej czynu i oskarżenia funkcjonariuszy o zabójstwo. Jednym z dowodów w sprawie ma być film ujawniony przez dziennikarzy Superwizjera TVN, rok po śmierci Stachowiaka. Nadal jednak w tej sprawie jest wiele pytań i niedomówień. Wątpliwości ma rozwiać sędzia Krzysztof Korzeniewski z Sądu Rejonowego Wrocław-Śródmieście.

TYLKO U NAS: Rozmowa z Maciejem Stachowiakiem

Śledztwo trwało ponad dwa lata. Początkowo prokuratura ze stolicy Dolnego Śląska prowadziła je w kierunku nieumyślnego spowodowania śmierci. Mimo tak poważnego charakteru dochodzenia, od razu zawieszony został tylko jeden z policjantów. Ubrania wszystkich czterech funkcjonariuszy, które mogły posiadać na sobie ważne dowody, zabezpieczono dopiero po kilku dniach. Z tego powodu rodzina zmarłego postanowiła wnioskować o przeniesienie śledztwa. Najpierw do Legnicy, a później do Poznania. Szybko jednak, bo już 16 maja 2016 roku, pierwszą sekcję zwłok wykonano w Zakładzie Medycyny Sądowej we Wrocławiu.

- Na naszą prośbę, razem z żoną i moim ojcem pojechaliśmy zobaczyć ciało Igora tuż przed sekcją. Co widzą trzy osoby, to nie jedna. To był w sumie ostatni moment, kiedy mogliśmy się z synem pożegnać – opowiadają Anna i Maciej Stachowiakowie.

- Pamiętam ten dzień bardzo dobrze. To była niedziela. Pojechaliśmy do moich rodziców między trzynastą a czternastą na kawę. Wtedy przyjechał radiowóz. Powiadomiono nas, że syn został pomylony z kimś innym, zatrzymany, później spadł z krzesła i nie żyje. Kiedy okazało się, że ten chłopak to Igor żona wpadła w histerię, była nieustannie na lekach. Ja nie odzywałem się przez kilka godzin. Później zacząłem działać i nie było miejsca na łzy. Taki już jestem – wspomina wydarzenia sprzed dwóch lat ojciec Igora.

Przekaz Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu brzmiał wtedy inaczej. Zgodnie z relacją mundurowych, 25-latek miał być agresywny podczas zatrzymania i przeszukania. Dziś Komenda Główna Policji w Warszawie ma przekonanie, że jednak nie wszystko podczas tej interwencji było w porządku.

Paralizator a osoba pod wpływem narkotyków

- Policjant, który użył paralizatora, był zawieszony od razu następnego dnia. Wszczęte też zostało postępowanie dyscyplinarne i praktycznie w tym samym dniu stwierdzono nieprawidłowe użycie paralizatora, bo w stosunku do Igora zastosowano już inne środki przymusu bezpośredniego w postaci kajdanek. Ustawa w tym aspekcie brzmi jednoznacznie – komentuje Mariusz Ciarka, rzecznik Komendy Głównej Policji w Warszawie. - Reszta policjantów została przeniesiona do innych komórek, a zdaniem wyższych przełożonych, ich bezpośredni szefowie zbyt długo czekali na werdykt prokuratury lub sądu – dodaje Ciarka.

W podobnym tonie wypowiada się też dr Krzysztof Liedel, były policjant i wykładowca w szkołach policyjnych w Szczytnie i w Legionowie oraz specjalista ds. terroryzmu Collegium Civitas w Warszawie.

- Myślę, że to co zadecydowało o tym, że w ogóle wtedy doszło do zamieszek i rozruchów, to były niewiadome które się pojawiały. Chaos informacyjny, plotki i nieprofesjonalne podejście policji, jeżeli chodzi o komunikację. Można było to zrobić lepiej. Przede wszystkim częściej się komunikując i wyjaśniając wszelkie wątpliwości, a także nie ferując wyroków i nie szukając wytłumaczenia. Mówię tu o obu stronach w tamtym czasie. To była sprawa, która wymagała postępowania dowodowego i odpowiedniego śledztwa, natomiast wiele niewiadomych powodowało, że wszyscy się zastanawialiśmy, czy aby to śledztwo zostanie właściwie poprowadzone. Stąd zamieszki we Wrocławiu. Ale mówię – czym więcej niewiadomych, tym większa szansa, że taka będzie reakcja – mówi Krzysztof Liedel.

W starciach z policją uczestniczyło, w połowie maja 2016 roku, kilkaset osób. To sparaliżowało sporą część miasta na trzy dni. Ostatecznie zatrzymano ponad siedemdziesięcioro z nich, a blisko pięćdziesięciorgu postawiono zarzuty czynnej napaści na funkcjonariuszy. Ponad połowa z tych osób usłyszała surowe wyroki pozbawienia wolności od sześciu miesięcy do nawet czterech i pół roku więzienia. Większość spraw powinna zakończyć się jesienią tego roku.

W tym samym czasie, kiedy przed sądem stawali kolejni ludzie, w Poznaniu trwało śledztwo prowadzone przez naczelniczkę pierwszego wydziału śledczego - prokurator Annę Kijak-Głęboczyk. Mimo przeprowadzenia drugiej sekcji zwłok i uzyskania dodatkowej opinii biegłych z Łodzi, a także ponad dwudziestu innych dostarczonych przez rodzinę Igora dokumentów, przez długi czas nie udawało się zdobyć wiarygodnych dowodów przeciwko policjantom biorącym udział w interwencji. Dopiero rok po śmierci Igora, po publikacji Superwizjera TVN i dziennikarza Wojciecha Bojanowskiego, sprawa nabrała tempa.

Na nagraniach ujawnionych przez telewizję widać, jak w toalecie komisariatu, kilku policjantów, wielokrotnie razi prądem z paralizatora półnagiego 25-latka.

- Zobaczyłem go dopiero w kostnicy. Tam udało mi się zrobić trzy zdjęcia. Byłem przerażony. Oczywiście, jako ktoś, kto nie jest fachowcem, skoncentrowałem się wtedy na twarzy Igora. Wtedy jeszcze nie miałem w głowie tego, żeby zrobić więcej zdjęć. Pewnie dużo łatwiej by się nam dzisiaj rozmawiało – wspomina Maciej Stachowiak. - To tak wyglądało jakby z oczu Igora nie płynęły łzy a krew. Po prostu.

Z analiz toksykologicznych wynika, że Igor Stachowiak miał w organizmie środki odurzające. Czy były to duże ilości? To ma ustalić sąd, ponieważ opinie biegłych w tym zakresie się różnią. Zarówno specjaliści jak i Komenda Główna Policji nie mają wątpliwości, że jeśli istnieje prawdopodobieństwo, że dana osoba mogła zażyć jakieś niebezpieczne środki – nie ma mowy o użyciu paralizatora. - Wytyczne dotyczące szkoleń młodych funkcjonariuszy rzeczywiście zmieniły się po śmieci 25-letniego wrocławianina - przyznaje Mariusz Ciarka z Komendy Głównej.

- W ubiegłym roku policjanci użyli paralizatora ponad 1700 razy. Nie było ani jednego przypadku hospitalizacji. Jedyna pomoc ambulatoryjna była potrzebna w kilku przypadkach. Przyczyną bezpośrednią nie było jednak wyładowanie energii elektrycznej, ale na przykład to, że osoba upadła lub odrzuciło ją. W wyniku tego doznały te osoby otarcia naskórka, uderzenia czy siniaka. Różnie  ludzie się zachowują po użyciu tasera – komentuje Ciarka.

Również dr Krzysztof Liedel, nie ma wątpliwości, że te zasady użycia środków przymusu bezpośredniego powinny być lepiej doprecyzowane.

- Trzeba pamiętać, że tutaj zawinił przede wszystkim funkcjonariusz. Człowiek, który omijał procedury, człowiek który zachowywał się nieprofesjonalnie i łamał prawo. Patrząc na to w taki sposób możemy powiedzieć, że winny jest brak odpowiedniego szkolenia, profesjonalizmu, nadzoru służbowego i tak dalej i tak dalej – mówi ekspert.

Zmiany na stanowiskach komendanta wojewódzkiego i miejskiego policji we Wrocławiu zaszły dopiero po ujawnieniu przez TVN nagrań z paralizatora. - Gdyby śledztwo było od początku transparentne, pewnie udałoby się uniknąć wielu z tych sytuacji – mówi Krzysztof Liedel – bo przecież ani film z Rynku, ani nagranie z paralizatora nie mogą być przeważającym dowodem w sprawie. Wyzwalają jednak emocje społeczeństwa – mówi ekspert ds. terroryzmu:

Film to zbyt mało?

- Nie wydaje mi się, że dobrym pomysłem jest powoływanie biegłego ds. chwytów obezwładniających. Użycie siły fizycznej to od dawna element szkoleń policjantów. Muszą być one użyte w taki sposób, by nie zagrażały życiu i zdrowiu osoby obezwładnianej, ale sam film to zbyt mało by ocenić, czy te środki przymusu bezpośredniego były użyte w należyty sposób. Z dużą dozą prawdopodobieństwa można też stwierdzić, że film który opublikował TVN, nie był znany innym jednostkom niż Biuro Spraw Wewnętrznych Policji, które zabezpieczyło nagranie z paralizatora w dzień zdarzenia.

- Tortury. Czyn zagrożony karą do pięciu lat więzienia. Należałoby zadać sobie pytanie, czy to nie powinno być zakwalifikowane, jako tortury ze szczególnym okrucieństwem – mówi z kolei ojciec Igora Stachowiaka. - Film, który pokazał pan Bojanowski, nadal jest mi ciężko oglądać. Unikam tego.

A co z oskarżonymi policjantami? - Boją się. Czują się zastraszeni. Zamykają się w domu i chcą to już mieć za sobą. Stracili pracę, załamało się całe ich życie – mówi Radiu Wrocław osoba, która ma stały kontakt z częścią oskarżonych policjantów. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że jednym z argumentów obrony ma być właśnie film, ale odtworzony w całości. Na 11 minutowym nagraniu ma być widać całość zamieszania w toalecie komisariatu. - Policjanci wielokrotnie prosili Igora, żeby się uspokoił i pytali o to jak się nazywa – mówi osoba znająca kulisy śledztwa. - Nadal był agresywny, szarpał się, uciekał i nie odpowiadał na polecenia mundurowych – słyszymy.

Zmienia się jednak perspektywa postrzegania tej sprawy przez zwykłych policjantów. Ci sami mundurowi, którzy jeszcze dwa lata temu mówili, że Igor to człowiek dobrze znany policji, dziś stwierdzają, że interwencja rzeczywiście mogła nie być przeprowadzona w stu procentach zgodnie z zasadami.

- Igor to był młody człowiek. Jak każdy z nas popełniał błędy. Ale bez względu na wszystko, to co się stało, po prostu nigdy nie powinno wydarzyć. Tym bardziej okoliczności w jakich się to stało. Wąska, ciemna toaleta i czterech policjantów pastwiących się nad jedną osobą... Wylegitymował się, a tu kajdanki, paralizator, gaz... to się po prostu nie mieści w głowie. I to w komisariacie – komentuje Maciej Stachowiak, który w rozpoczynającym się procesie jest oskarżycielem posiłkowym.

Wątpliwości w tej sprawie budzi też fakt, że jeden z oskarżonych policjantów był przez kilka lat ratownikiem medycznym. To on dziś ma mieć największe problemy z depresją. - Po śmierci Igora wszyscy policjanci w Polsce muszą przejść dodatkowe szkolenia w zakresie rozpoznawania sytuacji i ludzi, którzy mogą być pod wpływem alkoholu lub innych środków – mówi Mariusz Ciarka z Komendy Głównej w Warszawie.

Policjantów szkoli się dziś już inaczej

- Od jakiegoś czasu prowadzimy szkolenia dla policjantów obejmujące umiejętności rozpoznawania, kiedy dana osoba może być pod wpływem alkoholu, narkotyków lub innych środków odurzających lub psychotropowych, w szczególności dopalaczy. Dzisiejszy świat pokazuje, że ciężko jest czasem odróżnić osobę chorą psychicznie od kogoś, kto coś zażył.

- Wiem, jako wieloletni wykładowca szkół policyjnych, że jest obecnie problem w porozumieniu z Ministerstwem Zdrowia, z lekarzami, pielęgniarzami i ratownikami. Oni oczywiście mówią, że tak – będą udzielać pomocy, ale jedynie w sytuacjach zagrożenia życia. Nie będą przecież narażać jak policjanci swojego zdrowia podczas np. jakiegoś agresywnego zachowania zatrzymywanego – mówi dr Krzysztof Liedel. - Wiem jednak, że ta współpraca układa się coraz lepiej. Co do szkoleń nowych funkcjonariuszy, to oczywiście rozmawia się z nimi na temat Igora Stachowiaka. Pamiętajmy jednak, że proces dopiero się rozpoczyna. Jeszcze nie wiadomo z czym mieliśmy do końca do czynienia. Natomiast te podstawowe umiejętności i wiedza na temat możliwości zażycia różnych środków są policjantom przekazywane. Zarówno w Szczytnie jak i Legionowie oraz w Słupsku.

Monitoring i kamery

Tego, co wydarzyło się w komisariacie przy ulicy Trzemeskiej nie da się dziś odtworzyć na podstawie nagrań z monitoringu, ponieważ na kamerach niczego wartościowego dla sprawy nie udało się zarejestrować. To kolejne zmiany, które systematycznie od tego czasu wprowadza Ministerstwo Spraw Wewnętrznych wraz z policją, czyli obowiązkowy i sprawny monitoring we wszystkich komisariatach. - To działania długofalowe. Jeszcze nie wszędzie, ze względu na nasze ograniczone finanse, udało się je wprowadzić – mówi Ciarka.

- Docelowo chcielibyśmy oczywiście, aby w każdej jednostce, w tych pomieszczeniach był monitoring. Dla przykładu jedna sytuacja z Polski. Mężczyzna oskarżył policjantów, że go pobili, a na nagraniach wyraźnie widzimy, że sam zaczął walić głową w szafę i w biurko, a później pomówił przesłuchujących go, że był bity – wskazuje Mariusz Ciarka z Komendy Głównej Policji w Warszawie.

- W sumie na modernizację w służbach mundurowych MSWiA przeznaczyło w 2017 roku ponad miliard złotych ze środków unijnych i rządowych. W tej puli znajduje się zarówno budowa nowych placówek, jak i zakup specjalnie wyposażonych radiowozów oraz kamer na mundury dla policjantów – tłumaczy rzecznik policji.

- Dążymy do tego, aby nowe radiowozy, które zakupimy na potrzeby polskiej policji, były wyposażone w kamerki na wzór jaki możemy zobaczyć teraz w filmach amerykańskich. W trzech garnizonach, w tym między innymi w dolnośląskim, został wprowadzony specjalny, pilotażowy program noszenia na mundurach kamer. Będą w nie docelowo wyposażeni wszyscy policjanci służby patrolowej. Te nagrania będą wykorzystywane co najmniej dwutorowo. Będzie to materiał dla policjantów w ramach szkoleń podstawowych, jak i w ramach udoskonalania zawodowego – zapewnia o przyszłości polskiej policji rzecznik Ciarka.

Proces nie będzie relacjonowany publicznie. Dziennikarze mają możliwość nagrywania zeznań świadków, ale najprawdopodobniej do momentu zamknięcie przewodu sądowego, nie będzie możliwości ich publikacji.

- Chciałbym, żeby ten proces był przede wszystkim uczciwy i transparentny. Sądzę, że jeśli będziemy operowali na faktach, które w tym dniu naprawdę miały miejsce, to myślę, że ta sprawa będzie naprawdę łatwa do wyjaśnienia – mówił na kilka godzin przed rozpoczęciem przewodu sądowego Maciej Stachowiak.

- Ja występowałem z wnioskiem o zabezpieczenie billingów z telefonów policjantów kilka miesięcy po rozpoczęciu śledztwa – dodaje na koniec Maciej Stachowiak, niemal do złudzenia przypominający wzrostem i posturą Igora. - Powiedziano mi wtedy, że nie można tego zrobić przed postawieniem zarzutów. Dziś okazuje się, że to kompletna nieprawda.

- A co ze złamaniem chrząstki tarczowatej, czyli elementu tchawicy, o którym mowa już w pierwszej sekcji zwłok? Proces, mam nadzieję, ruszy lada moment. Jeśli będzie trzeba poruszę niebo i ziemię, by winni śmierci mojego syna ponieśli za to karę - dodaje Stachowiak.

Rozprawy w procesie dotyczącym śmierci Igora Stachowiaka zaplanowano do 28 września. O wszystkich będziemy informować na bieżąco na antenie Radia Wrocław.

POSŁUCHAJ CAŁEJ ROZMOWY Z MARIUSZEM CIARKĄ Z KGP W WARSZAWIE:

POSŁUCHAJ CAŁEJ ROZMOWY Z DR KRZYSZTOFEM LIEDLEM Z COLLEGIUM CIVITAS:

POSŁUCHAJ CAŁEJ ROZMOWY Z MACIEJEM STACHOWIAKIEM, OJCEM IGORA:

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
~tomo
2018-07-12 11:18:02
z adresu IP: (95.174.xxx.xxx)
Ocena: -1
Dość zamiatania spraw pod dywan. Takie rzeczy nie mają prawa się dziać i odpowiada za po pis, za skrajne upolitycznienie policji, która potrzebna jest im tylko do zabezpieczenia ich władzy. Mam nadzieję, że sąd w tej sprawie będzie jeszcze niezależny i wyda sprawiedliwy wyrok.
~eles1949
2018-07-12 07:38:10
z adresu IP: (94.254.xxx.xxx)
Ocena: -1
Sprawa przyschnie, rozejdzie się po kościach. Ciąg technologiczny pt. "policja - prokuratura - sąd" w Polsce po prostu tak działa. To jest po prostu SYSTEM - dowodzi tego sprawa pana Komendy.
Reklama