Jak pies z kotem **** [RECENZJA, ROZMOWY]

Jan Pelczar, GN | Utworzono: 2018-10-18 17:51 | Zmodyfikowano: 2018-10-18 17:55
A|A|A

fot. mat. prasowe

Niech was nie zwiedzie telewizyjna forma, brak sensacyjnych zwrotów akcji i znane twarze w rolach twórców, którzy lubili swoje światy na uboczu. „Jak pies z kotem” to film, który działa na co najmniej kilku poziomach. Podstawowy to opowieść reżysera i współscenarzysty Janusza Kondratiuka o ostatnim okresie życia jego brata, Andrzeja. To ich relacja jest opisana w tytule. Publiczność myliła ich filmy, nie była dopuszczona do ich prywatnego życia, w którym różnili się bardzo. Wymyślne wyzwiska, wzajemna, podszyta czułością rodzeństwa, pogarda dla odmiennych wyborów życiowych. Ten aspekt filmu pozwolił na jego społeczne, a nawet polityczne odczytanie. – Żyjemy jak pies z kotem w tej naszej ojczyźnie. Kochajmy się jak bracia i szerzmy tę miłość w całej Unii Europejskiej – dziękował za aktorską nagrodę w Gdyni Olgierd Łukaszewicz, filmowy Andrzej Kondratiuk. I przykład na to, że wielkie aktorstwo nie zważa na metrykę i okoliczności. Aktor, który prawie pół wieku temu poruszał widzów do szpiku kości umieraniem w „Brzezinie”, teraz wyciska nie mniej łez. Budzi jeszcze więcej zachwytów. To za jego sprawą udało się położyć w filmie kolejną warstwę, najważniejszą dla reżysera: scenariusz odkleił się od inspiracji prawdziwymi wydarzeniami i stał uniwersalną historią dwóch braci, filmowych postaci, z którymi można się identyfikować. Wielka w tym zasługa również Roberta Więckiewicza, który grał Janusza Kondratiuka, nie starając się naśladować reżysera. 

„Jak pies z kotem” opowiada przy tym historię w przystępniejszej formie niż „Ostatnia rodzina”, ale z filmem Jana P. Matuszyńskiego ma coś wspólnego – wiarę w to, że w relacjach międzyludzkich najważniejsza jest prawdziwa więź, a nie sztuczna obudowa, zgodna z konwenansem, prosta do zaaprobowania przez społeczeństwo. Na ekranową opowieść o Beksińskich wpływ wywarła sztuka Zdzisława. W historii Kondratiuków film o nich samych jest raczej kolejnym rozdziałem. I pozwala kinomanom na kolejny, magiczny poziom odczytania. Są sceny wizyjne, są anegdoty z retrospektyw, ale przede wszystkim jest Aleksandra Konieczna. Również nagrodzona w Gdyni, podobnie jak Łukaszewicz za rolę drugoplanową. W filmie występuje jako Iga Cembrzyńska. Bez akceptacji pani Igi dla szczerości opowiadania, nie byłoby pewnie filmu. Bez wrażliwości i wierności własnemu instynktowi Aleksandry Koniecznej nie byłoby jednej z najbardziej metafizycznych scen w polskim kinie XXI wieku. Piosenka „Intymny świat” śpiewana przy laptopie zawiera w sobie ładunek emocji i przeżyć z wielu dóbr naszej kultury, a jednocześnie pozostaje kameralnym przeżyciem bohaterki.

 Odwaga Kondratiuka w dopuszczaniu widza do intymności łączy się z jego literackim kunsztem budowania uniwersalnej historii. Do tego, w obrazie i grze aktorskiej, wybrzmiewa potencjał metaforyczny. To wszystko pozwala porównać polski stuminutowy film „Jak pies z kotem” z norweską, sześciotomową, powieścią „Moja walka”. Janusz Kondratiuk zdaje się obserwować życie z drugiej strony niż Karl Ove Knausgård. Ekipę filmową wpuścił do swojego domu, kręcił w tych samych pokojach, w których rozgrywały się sceny z prawdziwego życia i prawdziwego odchodzenia. 

Ostatnim, który tak upublicznił wśród Polaków lekcję umierania, był Jan Paweł II. Niewiele od tamtego czasu uczyniliśmy, by ważni nie w historii powszechnej, a w naszym osobistym kręgu, też żegnali się w godności i miłości. Z niezgody na strach przed śmiercią, który skazuje najbliższych na samotność w najbardziej przejmującej chwili życia. Z protestu przeciwko nieporadności w obliczu bezradności. Z najbardziej prorodzinnych pobudek, jakie mogę sobie wyobrazić, zrodził się film Janusza Kondratiuka. 

POSŁUCHAJ, CO MÓWILI W GDYNI TWÓRCY FILMU „JAK PIES Z KOTEM”:

Janusz Kondratiuk odpowiadał na pytanie, czy w ostatnich latach "jakby się ukrywał"

Producent Michał Kwieciński potwierdził prawdziwość historii o ryneczku i kalarepce, jako elementach, które stały się ważne dla możliwości zrealizowania filmu. 

Reżyser nie chciał, by film "Jak pies z kotem" opierał się na podobieństwach postaci do pierwowzorów.

W roli swojej żony Janusz Kondratiuk obsadził Bożenę Stachurę.

Momenty wzruszające są w filmie "Jak pies z kotem" rozładowywane scenami humorystycznymi. W Gdyni Janusz Kondratiuk też dbał o chwile "z oddechem". Np. za sprawą anegdoty o niedźwiedziu, zwierzęcym aktorze, który w jednej ze scen robi w filmie demolkę. 

Olgierd Łukaszewicz, odtwórca roli Andrzeja Kondratiuka, potrzebował pewności, że reżyser wie, co robi, angażując go do roli.

Robert Więckiewicz nie dał się zniechęcić brakiem podobieństwa, czy różnicą wieku. Za bardzo spodobał mu się scenariusz.

Janusz Kondratiuk cieszył się, że Iga Cembrzyńska dobrze przyjęła film.

W roli aktorki, ukochanej Andrzeja Kondratiuka, wystąpiła Aleksandra Konieczna:

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
Reklama