Bicie głową w gdyński mur. Piłkarze Śląska przegrali z Arką 1:2

PP/PAP | Utworzono: 2018-10-20 20:20 | Zmodyfikowano: 2018-10-20 20:20
A|A|A

Początek meczu należał zdecydowanie do Śląska, który pressingiem podchodził na połowę rywali i szybko przejmował piłkę. W pierwszym kwadransie gospodarze mieli trzy szanse, aby zagrozić bramce przyjezdnych, ale za każdym razem piłka mijała bramkę.

Gdynianie przetrzymali napór wrocławian i spotkanie się wyrównało. Obie drużyny prezentowały się właściwie tak samo – swobodnie rozgrywały piłkę jedynie na własnej połowie i do tyłu, a kiedy próbowały zaatakować, przeważnie posyłały dalekie podanie do przodu i kończyło się to stratą. W jednym przypadku mogła z tego wyniknąć groźna sytuacja, ale Łukasz Broź wybił spod nóg piłkę Michałowi Janocie.

Ciekawie zaczęło się robić dopiero tuż przed przerwą i to był najciekawszy fragment tego spotkania. Najpierw po kontrataku i dośrodkowaniu Adama Marciniaka strzelał głową Maciej Jankowski, ale Jakub Słowik instynktownie odbił jego strzał. Kilka chwil później Mateusz Młyński wbiegł śmiało w pole karne Śląska. Obrońcy gospodarzy bali się go odważniej zaatakować i tylko patrzyli jak ten ich mija. 17-letni pomocnik gości znalazł się sam przed Słowikiem i strzałem z bliska trafił do siatki.

Chwilę później powinno być 1:1. Po dośrodkowaniu z prawej strony Marcin Robak znalazł się w dogodnej sytuacji, ale jego strzał głową był bardzo niecelny. Kiedy wydawało się, że goście utrzymają prowadzenie do przerwy, centrę z lewej strony w polu karnym ręką zatrzymał Damian Zbozień. Sędzia początkowo nie wskazał na jedenasty metr, uczynił to dopiero po sygnale od arbitrów pomocniczych i wideoweryfikacji. Do piłki podszedł Robak i nie dał szans Pavelsowi Steinborsowi. Dla napastnika Śląska bramka zdobyta w sobotnim meczu była 110. trafieniem w polskiej ekstraklasie. 35-letni piłkarz awansował tym samym na 18. miejsce w elitarnym "Klubie 100", wyprzedzając Henryka Reymana i Andrzeja Szarmacha.

Druga połowa zaczęła się jak pierwsza od ataków Śląska. Gola zdobyli jednak goście. Po kontrataku piłka trafiła do zupełnie niepilnowanego Jankowskiego, który przyjął i mierzonym strzałem nie dał szans Słowikowi. Akcja ta okazała się kluczowa i na wagę trzech punktów dla gości.

Po zdobyciu gola Arka cofnęła się na własną połowę i grę prowadził Śląsk. Wrocławianie byli częściej przy piłce, ale grali za wolno, aby przedrzeć się przez zagęszczoną defensywę rywali. Goście natomiast wyprowadzali kontrataki oraz kradli cenne sekundy gry. Kilka razy w polu karnym mocno się zakotłowało, ale to Arka była bliższa zdobycia trzeciego gola, kiedy Aleksandar Kolev znalazł się w polu karnym, ale z bliska, zamiast do siatki, trafił w Słowika.

Chociaż do końca spotkania pozostawał kwadrans, poza strzałami głową Roberta Picha i Damiana Gąski, które złapał Steinbors, na boisku nie wydarzyło się już nic ciekawego. Śląsk nieporadnie atakował, szukał szans dośrodkowaniami i grą na „bałagan”, a przyjezdni kradli minuty i od czasu do czasu kontratakowali.

Śląsk Wrocław – Arka Gdynia 1:2 (1:1)

Bramki: 0:1 Mateusz Młyński (39), 1:1 Marcin Robak (45+1-karny), 1:2 Maciej Jankowski (48).

Żółta kartka – Śląsk Wrocław: Augusto, Łukasz Broź, Robert Pich.
Arka Gdynia: Mateusz Młyński.

Sędzia: Paweł Raczkowski (Warszawa). Widzów 9 195.

Śląsk Wrocław: Jakub Słowik – Łukasz Broź, Piotr Celeban, Wojciech Golla, Dorde Cotra – Robert Pich, Augusto, Michał Chrapek (64 Farshad Ahmadzadeh), Maciej Pałaszewski (76 Mateusz Radecki), Mateusz Cholewiak (74 Damian Gąska) – Marcin Robak.

Arka Gdynia: Pavels Steinbors - Damian Zbozień (74 Tadeusz Socha), Christian Maghoma, Frederik Helstrup, Adam Marciniak - Mateusz Młyński (60 Rafał Siemaszko), Michał Nalepa (81 Adam Danch), Adam Deja, Michał Janota, Maciej Jankowski - Aleksandyr Kolew.

Element Serwisów Informacyjnych PAP
REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
Reklama