Winni ***** [RECENZJA]

Jan Pelczar, GN | Utworzono: 2018-11-09 22:03
A|A|A

zdj. mat.prasowe

Nie trzeba nowoczesnych technologii, by zindywidualizować przekaz. Wystarczy stary dobry teatr wyobraźni, jakim jest słuchowisko radiowe. Złośliwi lub niezadowoleni będą pewnie w debiutancką fabułę Gustava Mollera rzucać takimi porównaniami pejoratywnie, tak jak czasem negatywnie oskarżamy jakieś filmy o nadmierną teatralność. W przypadku „Winnych” porównanie ze słuchowiskiem dotyka jednak sedna sukcesu koncepcji duńskiego kandydata do Oscara, filmu nagrodzonego przez publiczność na Sundance i w Rotterdamie. Znaleziona na YouTubie rozmowa porwanej kobiety z dyspozytorem numeru alarmowego stała się dla niego inspiracją do opowiedzenia historii od strony funkcjonariuszy. Zaczynamy od wciągającej relacji, w której zagrożona ofiara musi porozumiewać się kodem, by uniknąć zdemaskowania. Po chwili zdajemy sobie sprawę z ograniczeń, które nie pozwalają dyspozytorowi rozwiązać sytuacji. Zaczynamy sympatyzować z obiema stronami rozmowy. Twórcy dają nam jednak do zrozumienia, że Asgar, zagrany przez charyzmatycznego Jacoba Cedergrena, nie jest kryształowym policjantem. Do dyspozytorni trafił za karę, czeka na decyzję w sprawie swojego ostatniego użycia broni. Czy da sobie radę w sytuacji, w której nie będzie mógł już jej użyć? A jak dają sobie radę inni?

W filmie Mollera tłem do pełnego zwrotów akcji thrillera jest kwestia kosztów społecznych. Potrzebujemy służb i ratowników, ale czy dajemy sobie radę z naprawą psychicznych kosztów, jakie ponoszą wykonawcy takiego rodzaju pracy? I jak szybko wydajemy radykalny sąd, przekonani, że wszystko jest jasne i wiadome, nieświadomi, że reprodukujemy niepełny obraz? Pytania zadane przez twórców „Winnych” przychodzą w samą porę, w świecie coraz większych napięć, podziałów, informacyjnego natłoku, fałszywych lub niepełnych wiadomości.

Dziennikarze, a za nimi dystrybutorzy, chętnie porównują debiut Mollera z filmem „Locke” – innym thrillerem jednego rozmówcy telefonicznego. Tom Hardy jechał tam samochodem i łączył się po kolei z ważnymi dla siebie osobami, znajdując się coraz bardziej w potrzasku swoich relacji zawodowych i życiowych. Przewaga duńskiego filmu polega na większej sugestywności. Jacob Cedergren nie rusza się z pomieszczeń dyspozytorni, działa pozornie nie w swojej sprawie, ale również czekają go istotne życiowe decyzje. Widz tymczasem ma wrażenie, że faktycznie przemieszcza się po całej Danii śladem kolejnych połączeń telefonicznych. Po wyjściu z kina można usłyszeć rozmowy o kolorze samochodu porywacza i kłótnie, czy porwana była blondynką, czy brunetką. To jedna połowa sukcesu Mollera i jego ekipy. Drugą jest moment, gdy widzowie zaczynają sobie stawiać kolejne pytania. 

 

 
 
REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
Informujemy, ze wydarzenia zaplanowane w Sali Koncertowej Radia Wrocław do końca czerwca 2020 r. nie odbędą się. O zmianach terminów będziemy Państwa informować na bieżąco.
Reklama