"Pasażerka" we Współczesnym (recenzja)

Grzegorz Chojnowski | Utworzono: 2009-02-02 12:32 | Zmodyfikowano: 2014-05-01 00:12
A|A|A

Jest w tym przedstawieniu scena , w której jeden z aktorów choreograficznie prezentuje możliwości użycia wiosła. Niepozorne i pożyteczne narzędzie staje się w tym tańcu i bronią, i przedmiotem służącym do rozrywki. Zależnie od woli użytkownika. Podobne relacje zachodzą między postaciami historii spotkania byłej obozowej esesmanki z byłą więźniarką, w otoczeniu nieprzypadkowo dobranych osób: męża ukrywającej swą przeszłość Niemki, amerykańskiego naukowca Bradleya, starszej pani o imieniu Europa, obsługi statku na czele z kapitanem oraz nielegalnych pasażerów - uchodźców. Tu każdy może być reżyserem i reżyserowanym, tymczasowo uwięzionym i tymczasowo uwolnionym z więzów, praw, reguł rzeczywistości stanu wyjątkowego. Taką szczególną czasoprzestrzenią może być obóz koncentracyjny, obóz uchodźców, ale i okręt, zaprojektowany w teatrze prowizorycznie, co dla twórców tego spektaklu ma istotne znaczenie (scenografia Anny Met).

Natalia Korczakowska zrealizowała własną (i Tomasza Śpiewaka) adaptację głośnej kiedyś książki Zofii Posmysz, autorki słuchowiska, które zainspirowało Andrzeja Munka do nakręcenia nieukończonego filmu. Munk szukał wtedy nowej artystycznej drogi, innej szkoły polskiej, zmagając się przy okazji z cudzym, lecz osobiście zaadoptowanym doświadczeniem historycznym Auschwitz. Umieszczenie większości akcji w obozowej retrospektywie jednoznacznie określiło interpretację tamtej wersji opowieści o Lizie i Marcie.

Wrocławska inscenizacja idzie dalej. Międzyludzki trójkąt emocjonalny rozszerza się w wielościan, reżyserka porywa się na przypowieść o narodach, systemach politycznych, a nawet metafizycznych. Od postmodernistycznego filozofa Giorgia Agambena pożycza tezę o podobieństwach między układem władzy i poddaństwa w nazistowskim obozie koncentracyjnym, a hierarchią innych zamkniętych przestrzeni. To, co podczas wojny miało charakter przejściowy zostało, wg Agambena, przejęte przez władzę czasów pokoju. Pokoju zresztą pozornego, skoro ciągle giną na świecie niepotrzebne ofiary walki jednych z drugimi o trzecie wartości, nie kurczą się obszary biedy, na bogatym Zachodzie wybucha ekonomiczny kryzys i terrorystyczna samolotowa bomba.

Z takiej sytuacji nie ma wyjścia, jesteśmy na nią skazani jako przedmioty biopolityki, mechanizmu regulującego losy świata i człowieka. Nasze życie nie zależy od nas, sugerują Agamben i Korczakowska, lecz od kapitana i współpasażerów/pasażerek. Tak totalitaryzm wiąże się z demokracją. Dlatego pani Europa śpiewa piosenkę z etycznym tekstem, rozmytym w tandetnej melodii i okolicznościach wieczoru karaoke. Pod teatralnym sufitem wiszą miniaturowe flagi państw, na teatralnej podłodze chwieją się deski, po których przesuwają się osoby dramatu, w prywatnym koszmarze pojedynczego losu, w publicznej przestrzeni teatru.

Teatr to również stan wyjątkowy, z rytuałami i podziałami. Tyle że na ten stan się umawiamy, kupujemy bilet, przyjmujemy zaproszenie, siadamy w trzecim rzędzie, wyłączamy telefony i patrzymy przez dwie godziny, bijemy brawa albo nie. I konwencja, i wolność. Niby nie można wyjść, bo nie wypada, ale jednak gdyby trzeba było, z nudy lub choroby, mamy taką możliwość. Zawsze też możemy liczyć na antrakt, czyli port, odpoczynek, przerwę w podróży, koniec. Jeśli wracamy, to znaczy, że jesteśmy zaciekawieni, zaangażowani. We wrocławskiej „Pasażerce" ważna jest tożsamość spotykających się światów. Klaustrofobiczne zawieszenie wolności na rzecz czegoś. Dla każdego z bohaterów będzie to coś innego: szansa (dla uchodźców), praca (dla okrętowej obsługi), zadumanie (dla Bradleya), przypomnienie i zapomnienie (dla Lizy).

Widzowie mogą się tutaj łatwo pogubić, mimo że w przedstawieniu czuć artystyczną dyscyplinę, rzetelnie realizowaną przez zespół aktorski ze znakomitą Agnieszką Podsiadlik w roli Lizy. Korczakowska chciała powiedzieć za wiele, ogarnąć naszą współczesność podsumowującym teatralnym esejem. W części się to udało, w części nie. Pozostaje wrażenie naciągania kontekstów do założonej tezy i podejrzenie o obawy samych twórców, czy ich wizja znajdzie zrozumienie. Stąd zbędne dialogi chóru uchodźców, mające odobciachowić naukowe wywody, stąd zaangażowanie wspaniałego owczarka z treserem, a wreszcie zbyt nachalnie podany kurs savoir-vivre'u jako kolejnego elementu życiowego niewolnictwa.

Ale wolę taki teatr, przejęty poszukiwaniem i języka, i tematu, w gotowości do poważnej rozmowy, od teatru pełnego efektów, niemówiącego niczego nowego, pasożytującego na teraźniejszości, którą ledwie komentuje. „Pasażerka" to sztuka dla tych, co lubią pomyśleć nad znaczeniami obrazów i słów. Podyskutować, przekonywać i dać się przekonywać. W końcu nie trzeba się zgadzać, ani z Korczakowską, ani z Agambenem.
GRZEGORZ CHOJNOWSKI
........................................................................
PASAŻERKA, wg książki Z. Posmysz, reż. N. Korczakowska, Wrocławski Teatr Współczesny, 31.01.2009

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
~i
2009-02-06 17:29:43
z adresu IP: (83.26.xxx.xxx)
Ocena: 0
rozumiem, że "Pasażerkę" zatem woli autor od "Lalki". Tylko czy recenzja nie lepsza od spektaklu ?
Reklama