J. Protasiewicz o dawnych kolegach z PO: Ci panowie powinni zająć się dłubaniem w drewnie

Dariusz Wieczorkowski, d | Utworzono: 2019-10-29 08:49 | Zmodyfikowano: 2019-10-29 08:51
A|A|A

Do wyborów poszli razem i opłaciło się. Koalicja Polska, którą tworzy PSL z ruchem Pawła Kukiza uzyskała w Sejmie 34 mandaty. Ale czy w nowej kadencji PSL z Kukizem stworzą jeden klub parlamentarny? I kto będzie kandydatem PSL na prezydenta w przyszłorocznych wyborach?

POSŁUCHAJ:

Dariusz Wieczorkowski: Spodziewał się Pan tak dobrego wyniku we Wrocławiu?

Jacek Protasiewicz: Prawdę mówiąc liczyłem na mandat, ale na taką ponad 17-tysięczną liczbę głosów - nie. Mogłem tylko o niej marzyć. Chciałbym podziękować wszystkim, którzy zagłosowali na mnie i na innych kandydatów z listy PSL Koalicji Polskiej. Rzeczywiście myśmy nawet o tym wczoraj rozmawiali na spotkaniu w Srebrnej Górze - bardzo wielu kandydatów uzyskało bardzo przyzwoite wyniki i ta suma pozwoliła zdobyć mandat.

Z wykształcenia jest Pan polonistą, zawsze mógłby Pan uczyć kolejne pokolenia gdyby się nie udało, ale jednak się udało. O czym to świadczy?

- Świadczy o tym, że to o czym mówiliśmy w kampanii czyli, że czas wreszcie skończyć z taką bezsensowną polityką w polskiej polityce. Ja wiem, że to nie jest bijatyka dla samej bijatyki. Ona toczy się o poważne sprawy, ale to zaczyna już męczyć wyborców. Jedni mówią "czarne", drudzy "białe". Jedni mówią "lato" drudzy "zima".

A Robert Biedroń mówi Wiosna.

- Powiedział Wiosna i proszę zauważyć, że też miał przyzwoity wynik, bo też jest oczekiwanie, żeby z tego klinczu, w którym najważniejsze jest dołożyć przeciwnikowi, a nie coś pozytywnego dla Polski zrobić - coraz więcej osób chce wyjść. Coraz większa grupa wyborców chce znaleźć jakieś pozytywne wyjście. Jednym z tych wyjść jest oczywiście propozycja Koalicji Polskiej. Myśmy mieli hasło "łączymy Polaków" bo rzeczywiście udało się w tym projekcie połączyć zarówno konserwatywne, ludowe PSL, jak i nazwijmy antysystemowy, rockowy ruch Kukiz 15 i wreszcie tę naszą niewielką, ale jednak inteligencką, mieszczańską partię Unii Europejskich Demokratów, która jest kontynuatorką Unii Demokratycznej czyli partii Mazowieckiego, Geremka czy Kuronia.

A wynik Grzegorza Schetyny we Wrocławiu to sukces? Porażka?

- Nie ma wątpliwości, że to jest porażka. Jeżeli przewodniczący największej opozycyjnej partii, który jest obecny w mediach ogólnopolskich niemal codziennie, który ogłasza wielka ofensywę, ogłasza rozliczenie Jarosława Kaczyńskiego i prezydenta Andrzeja Dudy ze wszystkich złych decyzji, jeżeli przegrywa z z sympatyczną, ale jednak lokalną posłanka Prawa i Sprawiedliwości to jest to porażka sromotna. Indywidualnie Grzegorza Schetyny i całej Platformy. Cztery lata temu kiedy ja byłem szefem dolnośląskiej Platformy, to Platforma miała o dwa mandaty więcej. Dorobek Schetyny i jego kamaryli - tak to nazwę, bo to nawet nie jest ekipa, która tam rządzi, to jest kamaryla. "Gazeta Wyborcza" zresztą pisze, że to są ludzie którzy skupiają się na cygarach i picu wina i o niczym nie decydują tylko knują. Jeśli dorobek jest taki, że Platforma jest w opozycji w sejmiku, a zdobywa dwa mandaty mniej na Dolnym Śląsku, a przewodniczący przegrywa z lokalną, regionalną posłanką Prawa i Sprawiedliwości to, to jest bicie na alarm. Jak widzę oni się tym jednak nie przejmują. To jest jak w samolocie "pull up! pull up!"

Czuje Pan satysfakcje z tego wyniku Grzegorza Schetyny?

Ze swojego czuję ogromną satysfakcję. Kiedy trzy lata temu rozwiązywano region dolnośląski pamiętam, że przyjechał tutaj komisarz, Piotr Borys chyba - wysłannik Schetyny i spisywał protokół zarzutów. Jednym z nich był słaby wynik na Dolnym Śląsku Platformy, w bastionie. Jeśli to był wówczas powód dla rozwiązania wówczas struktur dolnośląskich i wykluczenia Stanisława Huskowskiego, legendy Solidarności i ministra w rządzie Donalda Tuska oraz mnie - człowieka, który poprowadził dwie kampanie: prezydencką Tuska w 2005 roku, i ostatnią zwycięską Platformy w 2011 roku. Jeżeli to był powód to dzisiaj ci panowie powinni spakować swoje papiery powiedzieć "przepraszamy koleżanki i koledzy, zawiedliśmy, więcej nas tutaj nie zobaczycie". Powinni się zająć nie wiem... dłubaniem w drewnie? Może sportem? Piotr Borys jest jak reklamówki jego własne mówiły miłośnikiem sportu, a Grzegorz Schetyna nawet w Sejmie nie wyłącza kanałów sportowych i siedzi i ogląda non stop popijając wina i paląc cygara.

REKLAMA
Reklama