Izera, czyli polski samochód elektryczny [FOTO]

Filip Marczyński, GN | Utworzono: 2020-07-28 14:33 | Zmodyfikowano: 2020-07-28 14:34
A|A|A

fot. mat. prasowe

Skąd nazwa Izera, projekt i jakie modele mamy do wyboru?

Specyfikacja techniczna i cena na pewno interesuje Słuchaczy. Wszystko wyjaśnia Michał Baranowski:

Na koniec sprawy biznesowe, czyli kto wyprodukuje taki samochód, kto będzie na nim zarabiał i kiedy polskie auta elektryczne pojawią się na naszych drogach:



REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
~////
2020-07-29 08:36:11
z adresu IP: (178.235.xxx.xxx)
Ocena: 0
Wypromować Izerę w Niemczech niech Niemcy jeżdżą tym czerpiąc prąd ze swoich elektrowni na węgiel brunatny. Można na tym zarobić to dlaczego nie zarabiać. Będą mieli swoją ekologię.
~R2D2
2020-07-29 05:39:54
z adresu IP: (5.173.xxx.xxx)
Ocena: 0
Też uważam, że przyszłością nie są samochody elektryczne - przy tak masowej motoryzacji żaden system energetyczny tego nie wytrzyma. Naszą przyszłością, przynajmniej w stetryczałej Unii Europejskiej, jest niestety postępujące ubezwłasnowolnienie - coraz mniej nam będzie wolno robić i posiadać, na początek pozbawią nas prawa do indywidualnego transportu. Wszystko pod płaszczykiem "ekologii" (podczas gdy reszta świata, w tym krwawa chińska dyktatura pluje na takie samoograniczenia). Celowo użyłem cudzysłowu przy ekologii, bo masowa produkcja jednorazowych rzeczy, z którą mamy obecnie do czynienia, nie ma nic wspólnego z ekologią. W dodatku sami karmimy chińskiego smoka know-how i własnymi pieniędzmi, aż przyjdzie czas, że smok pożre i nas :)
~Komentarz został usunięty
2020-07-29 00:40:52
z adresu IP: (46.215.xxx.xxx)
Ocena: 1
Komentarz został usunięty
~ePorażka
2020-07-28 22:00:41
z adresu IP: (178.235.xxx.xxx)
Ocena: 2
Samochód elektryczny nie jest żadną nowością. Ponad 100 lat temu też były samochody elektryczne i borykano się z takimi samymi problemami: kiepskim zasięgiem i długotrwałym ładowaniem ogniw. Obecnie jest to tylko i wyłącznie moda w bogatszych krajach, a nie żadna przyszłość transportu. Jak wygląda rzeczywistość, wystarczy popatrzeć na filmy, gdzie ludzie pokazują realne zasięgi elektryków i na losy np. Vozilli, która wysiadła, bo prąd podrożał parę procent. Warto zapytać znajomych właścicieli elektryków czy są zadowoleni z rachunków i czasu ładowania. O środowiskowych kosztach produkcji, utylizacji i kłopotach z gaszeniem napisano już grube tomy. Pojazdy elektryczne tak, ale transportu osobistego: rowery, hulajnogi i inne jeździki na dystansach do 5 km mogą się sprawdzić (przy dobrej pogodzie).
~Janek
2020-07-28 21:57:45
z adresu IP: (31.0.xxx.xxx)
Ocena: 2
VW pokazal samochod i od razu uruchomil zapisy na kupno. Tutaj pokazano koncept i obiecano produkcje za 2-3 lata bez slowa o sprzedazy . Nie chce marudzic, ale za 2- 3 lata to tesla ukonczy swoja fabryke tuz przy polskiej granicy majac gotowy projekt samochodu i siec dealerska....
~bolo
2020-07-28 15:39:03
z adresu IP: (79.110.xxx.xxx)
Ocena: 3
Samochody elektryczne nie są tak dobre dla środowiska, jak sądzimy. To najważniejsza teza raportu przygotowanego przez szwedzki instytut zajmujący się kwestiami związanymi ze środowiskiem naturalnym. Zdaniem szwedzkich naukowców elektryczne auta tylko zmieniają miejsce emisji, lecz w ostatecznym rachunku są nie mniej szkodliwe niż spalinowe. Spopularyzowanie elektrycznej motoryzacji na pewno oczyści wielkie miasta ze spalin, zmniejszy też niską emisję dwutlenku węgla oraz innych szkodliwych gazów, które powodują liczne choroby, w tym raka i alergie. Jak dowodzą szwedzcy naukowcy, elektryczne i hybrydowe samochody też są szkodliwe dla środowiska, podobnie jak auta spalinowe. Chodzi o zasoby, jakie są potrzebne do produkcji baterii. W tym procesie do atmosfery trafia wiele ton dwutlenku węgla jeszcze zanim akumulatory opuszczą fabrykę. Na zamówienie dwóch szwedzkich agencji rządowych: energii i transportu, raport w tej sprawie przygotował tamtejszy instytut zajmujący się kwestiami związanymi ze środowiskiem (Swedish Environment Institute). Sprawdzano przede wszystkim wpływ baterii litowo-jonowych na klimat, ale nie tylko w okresie ich eksploatacji, lecz w całym cyklu życia. Z raportu wynika, że produkcja baterii litowo-jonowych wiąże się z dużą emisją dwutlenku węgla – każda kilowatogodzina pojemności baterii to emisja około 150–200 kilogramów tego gazu. Choć w raporcie tym nie analizowano dokładnie procesów produkcji akumulatorów stosowanych w konkretnych modelach, to jednak można przeprowadzić stosowne obliczenia. Przykładowo takie samochody jak Nissan Leaf i Tesla Model S mają baterie o pojemnościach odpowiednio 30 kWh i 100 kWh, co oznacza, że kupując ten samochód mamy już na sumieniu emisję do atmosfery 5,3 tony lub 17,5 tony dwutlenku węgla. Jak się do tego odnieść? Przykładowo, lecąc w Warszawy do Nowego Jorku, jesteśmy odpowiedzialni za emisję około 500 kg dwutlenku węgla. Inny przykład: podróżując samochodem ze 120-konnym silnikiem na benzynę z Warszawy do Gdańska (autostradą A2 i A1) wyemitujemy do atmosfery około 70 kg dwutlenku węgla.
Reklama