Prof. Krzysztof Szwagrzyk: To we Wrocławiu powstała metoda poszukiwań ofiar komunizmu"

mat. prasowe | Utworzono: 2021-11-26 22:45 | Zmodyfikowano: 2021-11-29 01:45
A|A|A

fot. mat prasowe

Pretekstem do piątkowego spotkania i rozmowy o kwaterach ofiar terroru komunistycznego była najnowsza książka prof. Szwagrzyka „Cmentarz Osobowicki we Wrocławiu. Pola ofiar komunizmu”, którą niedawno wydał Instytut Pamięci Narodowej.

O tym, że na Cmentarzu Osobowickim znajdują się kwatery, w których chowano ofiary terroru komunistycznego zabite w więzieniu przy ul. Kleczkowskiej, wiedziano od dawna. Ale dopiero od 2003 roku prowadzone były tam prace ekshumacyjne i identyfikacyjne. Pierwsza odnaleziona na Osobowicach czaszka była przestrzelona od tyłu, co oznaczało, że ofiara zginęła zabita metodą katyńską – strzałem w potylicę. Od 1949 roku wyroki śmierci w więzieniu na ul. Kleczkowskiej we Wrocławiu wykonywano właśnie tą metodą. Wcześniej cywile byli wieszani, a żołnierzy zabijał pluton egzekucyjny. W kilku przypadkach skazańcy mieli wlot kuli nie w potylicę, tylko na czole. To oznaczało, że oprawca mordując patrzył w oczy swojej ofierze.

Największe prace na Cmentarzu Osobowickim IPN prowadził w latach 2011–2012. Ich efektem było odnalezieniu szczątków prawie 300 ludzi. Zaangażowany w to był cały zespół specjalistów z różnych dziedzin wiedzy: archiwiści, historycy, archeolodzy, medycy sądowi, genetycy – w tym łańcuszki każdy miał do wykonania określone zadanie i każdy musiał je wykonać dobrze, aby uzyskać efekt końcowy, czyli zidentyfikować oraz przywrócić imię i nazwisko każdej ofierze i każdą potem godnie pochować.

W latach stalinizmu więzienie przy ul. Kleczkowskiej było jednym z największych w Polsce. Przebywało tu ok. 5000 więźniów. Mordowano ich w tym samym miejscu więzienia przy ul. Kleczkowskiej, w którym w czasach nazistowskich stała gilotyna, którą Niemcy zabijali więźniów. Władzom PRL bardzo zależało, aby pamięć o tych bohaterach nie przetrwała, dlatego byli chowani w bezimiennych dołach na dwóch kwaterach Cmentarza Osobowickiego. Jedna z kwater, na której leżały ofiary terroru komunistycznego, sąsiadowała z polem, na którym chowano działaczy komunistycznych i gdy tam zabrakło już miejsca, komuniści chcieli w latach 80. poszerzyć kwaterę o ten właśnie teren. Gdy informacja dotarła do działaczy „Solidarności”, w której w powszechną była wiedza o tym, kto spoczywa w tej części Cmentarza Osobowickiego, postanowili za wszelką cenę nie dopuścić do nowych pochówków na miejscu ofiar więzienia z ul. Kleczkowskiej. Uciekając się do fortelu – zaproponowali władzom cmentarza uporządkowanie w czynie społecznym kwatery przed 1 listopada – uporządkowali kwaterę oraz usypali 300 kopców i postawili 300 krzyży z napisem „Tu leży żołnierz Polski Walczącej i prosi o modlitwę”. Wydarzenie odbiło się szerokim echem w kraju i za granicą, a w archiwum IPN zachowała się korespondencja w tej sprawie między szefem SB we Wrocławiu a sekretarzem Komitetu Wojewódzkiego PZPR. Ta wymiana pism trwała do upadku komunizmu w Polsce, co spowodowało, że kwatera ofiar systemu komunistycznego na Cmentarzu Osobowickim szczęśliwie dotrwała bez współczesnych pochówków do zmiany systemu na przełomie lat 80. i 90.

Obecnie nadal przez IPN prowadzone są prace na Cmentarzu Osobowickim.

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
Reklama