Chcą być zwolnieni z zakazu

Andrzej Andrzejewski, Martyna Czerwińska | Utworzono: 2014-03-22 12:43 | Zmodyfikowano: 2014-05-01 00:12
A|A|A

fot. archiwum prw.pl

Takiej zgodności wśród pracowników korporacji taksówkarskich z Legnicy jeszcze chyba nigdy nie było. Taksówkarze domagają się pozwoleń na ignorowanie znaków zakazu zatrzymywania się. Prezydent mówi "nie", ale nakazuje analizę zasad ruchu drogowego w mieście:

Andrzej Szymkowiak, dyrektor Zarządu Dróg Miejskich w Legnicy przyznaje, że kontrola znaków już się rozpoczęła i potrwa przynajmniej do końca marca: - Zrobimy weryfikację wszystkich znaków "zakaz zatrzymywania się i postoju" i sprawdzimy czy zasadna jest każda taka lokalizacja. Jeżeli się okaże, że nie to będziemy zmieniać organizację ruchu i będziemy takie znaki likwidować.

Taksówkarze grożą, że jeśli w kwietniu nadal będą mieli problemy z zatrzymywaniem aut na żądania klientów, w mieście może dojść do blokady głównych ulic.

Wiktor Domański jeden z najstarszych stażem taksówkarzy twierdzi, że w niektórych częściach Legnicy odległość między miejscami, w których można zatrzymać auto przekracza nawet pół kilometra: - Ostatnio wiozłem klientkę i mówię, że mogę panią wysadzić na parkingu koło poczty, bo tam będę mógł się zatrzymać. No to klientka do mnie mówi, że ona się przejdzie na przystanek. Podziękowała mi za usługi.

Swoje roszczenia mają też taksówkarze z Wrocławia. Kierowcy wystąpili z oficjalnym pismem do Urzędu Miejskiego by wywalczyć trzy najważniejsze dla nich rzeczy.

Po pierwsze chcieli przekonać włodarzy, że powinni mieć na drodze podobne prawa jak pojazdy uprzywilejowane: korzystać z buspasów, czy np. Mostów Młyńskich po których jeździ tylko komunikacja miejska.

- Tracą na tym także klienci, bo musimy jeździć objazdami. Czas podróży się wydłuża, a kurs kosztuje więcej. Takich kuriozalnych miejsc jest więcej, jesteśmy traktowani po macoszemu - mówi Rafał Zawisza, przewodniczący zarządu Radio Taxy Serc.

Urzędnicy uznali jednak, że to absolutnie niemożliwe. Na razie nie zgodzili się też na podwyższenie stawek. Taksówkarze chcą aby  za tzw. "trzaśnięcie drzwiami" klienci płacili nie 6 zł. jak dotychczas a 10 zł. Zmian nie było od 10 lat, a koszty paliwa mocno wzrosły i to był główny argument.

Marek Czuryło - dyrektor wydziału transportu jest sceptyczny: - Koszty na pewno wzrosły w ostatnich latach, ale od tak z głowy nie możemy uznać, że proponowana stawka jest rozsądna. Musimy ją porównać do innych miast i zdecydować dopiero po głębokiej analizie. W mojej ocenie obecna stawka jednak się sprawdza.

Taksówkarze są oburzeni, bo jak mówi Rafał Zawisza na decyzję mają czekać aż rok.

- Na wyliczenie czegoś takiego potrzeba najwyżej 30 minut. Każdy śmiertelnik wie, jak w ciągu ostatnich 10 lat wzrosły koszty życia, ZUS. Jesteśmy rozczarowani traktowaniem nas w ten sposób - tłumaczy Radiu Wrocław.

Uczestnicy z Wrocławia podczas spotkania nie doszli też do porozumienia ws. nowych postojów, m.in. przy lotnisku, stadionie miejskim, czy pl. Hirszfelda.

Zdjęcie na stronie głównej: Kadr z filmu "Taksówkarz"

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
Reklama