Są wyniki egzaminów gimnazjalnych (ARKUSZE)

Alicja Mikłaszewicz | Utworzono: 2014-06-18 14:54 | Zmodyfikowano: 2014-06-18 14:58
A|A|A

for. Alberto G/Wikimedia Commons

Bez sensacji! - Wyniki  testów na Dolnym Śląsku nie odbiegają od średniej krajowej - powiedział nam dyrektor Okręgowej Komisji Egzaminacyjnej we Wrocławiu Wojciech Małecki. I, jak dodał, są one są podobne do tych z poprzednich lat.

Średni wynik z polskiego to 65 procent, a z historii i wiedzy o społeczeństwie - 58 procent. Przedmioty przyrodnicze to średnia 51 procent, a matematyka - 46. Z tego przedmiotu najtrudniejsze okazało się zadanie wymagające przeprowadzenia samodzielnego rozumowania.

Jest  też i mały sukces! Uczniowie z dolnośląskiego są lepsi z języka angielskiego o trzy punkty procentowe od swoich kolegów w kraju. Najsłabsze wyniki osiągali gimnazjaliści uczący się na wsiach i w małych miejscowościach. Najlepsze były we Wrocławiu. Rezultaty  kwietniowych testów są ważne, bo są brane pod uwagę podczas rekrutacji do szkół  ponadgimnazjalnych. Kliknij w obrazek i zobacz, z jakimi zadaniami mierzyli się w tym roku uczniowie.

Przemysław Gałecki
Przemysław Gałecki
Radio Wrocław

Niby wszystko jest w porządku - dolnośląscy gimnazjaliści zdali testy na podobnym poziomie co ich koledzy i koleżanki z całej Polski. Jednak gdy dokładnie  wczytamy się w wyniki egzaminów w naszym regionie, to niektóre zaskakują, inne niepokoją.

Bo jak rozumieć fakt, że matematyka poszła u nas całkiem dobrze, ale   najtrudniejsze okazało się zadanie wymagające przeprowadzenia samodzielnego rozumowania?!? Przecież to absolutna podstawa, fundament nauczania, bez którego w kolejnych latach edukacyjna kariera naszych pociech może rozpaść się jak domek z kart.

Jeszcze gorzej oceniam fakt, że najsłabsze wyniki osiągali gimnazjaliści uczący się na wsiach i w małych miejscowościach Dolnego Śląska. Czy po to zmieniono system nauczania, żeby różnice były tak duże? Czy naprawdę nie da zrobić się nic, by nastolatkowie z mniejszych miejscowości nie byli poszkodowani? Przecież  w małych miastach szkoły są mniejsze i chodzi do niej mniej uczniów, to oznacza, że nauczyciele (których zapewne też jest mniej) mają jednak WIĘKSZĄ możliwość pracy z nastolatkami.  Powinno na tym zależeć nie tylko dyrektorom szkół ale też urzędom miast, bo przecież dobra edukacja, to też powód do tego, by gdzieś zamieszkać. To  nie fair, że te dzieci, które nie uczą się w dużych miastach, mają gorzej już na starcie.

 

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
Reklama