Zielone kamasze Arłukowicza (PRZEGLĄD PRASY)

Wacław Sondej | Utworzono: 2015-01-05 07:19 | Zmodyfikowano: 2015-01-05 07:16
A|A|A

fot. archiwum prw.pl

Przyznaję się pokornie do mówienia nieprawdy, bo lekarze z Porozumienia Zielonogórskiego twierdzą że w Polsce tylko w kościołach nie kłamią, a przecież to nie jest transmisja mszy. Takie stwierdzenie zielonogórzan i pójście w kitlach po prośbie do proboszczów to przejaw desperacji. Wygląda na to, że czują się postawieni pod ścianą.

Dzisiaj w Gazecie Wyborczej Jacek Żakowski pisząc o tym konflikcie zdecydowanie krytykuje instytucje państwowe. Mówi o nękaniu lekarzy przez NFZ kontrolami, wymuszaniu podpisywania umów, spóźnieniach ministerstwa z ustawami i rozporządzeniami, o braku czasu na konsultacje. Apeluje o negocjacje i znalezienie kompromisu.

Protestujący poszli jednak nie tylko do kościoła. Media (dziś jest o tym w Super Expressie) piszą, że sięgnęli też po kpinę. Udali się na komisariat i zgłosili zaginięcie Ewy Kopacz. Posterunkowy skwapliwie notował zgłoszenie, coś go tknęło dopiero przy wypełnianiu rubryki "gdzie ostatnio była widziana zaginiona". Jak usłyszał, że w siedzibie premiera, to skojarzył.

Wczoraj premier spotkała się z ministrem. Na pewno nie zmyła mu głowy. Nie ma takiej opcji, by ta próba złamania oporu niepokornych lekarzy odbywała się bez jej wiedzy. Co wcale nie znaczy, że Bartosz Arłukowicz zszedł z miny.

W gruncie rzeczy o istocie konfliktu wiemy niewiele. A skoro tak, to jasne, że chodzi o pieniądze. Tylko jak pogodzić zapewnienia ministra o wpompowaniu kolejnych milionów przechodzących w miliardy z deklaracjami lekarzy, że będą mieli gorzej? Czy w ciągu ostatnich - powiedzmy dziesięciu lat - odczuliśmy poprawę funkcjonowania służby zdrowia? Czy instytucja lekarza rodzinnego zdała egzamin? Czy to jest ktoś, kto rzeczywiście zna swoich pacjentów i ich rodziny, czy też to jest administrator naszego PESELu?

Sadzę, że w rządzie jest wola wytrwania i złamania zielonogórzan, bo są oni kolką kłującą od lat różnych ministrów i różnych premierów nieskutecznie reformujących służbę zdrowia. Będzie już chyba 8 albo i 9 lat od słynnego apelu Ludwika Dorna mówiącego "Pokaż lekarzu co masz w garażu." Tego samego Ludwika Dorna, który jako minister spraw wewnętrznych groził lekarzom braniem w kamasze. Teraz wyjaśnia, że tak się umówił z ówczesnym ministrem Zbigniewem Religą. Dorn wziął na siebie rolę złego policjanta a profesor był policjantem dobrym. Wynika z tego dla nas morał taki: możemy być pewni, że co drugi policjant jest dobry. Co do lekarzy i ministrów, jasności nie ma.
Do usłyszenia się z Państwem w poniedziałek czyli w środę.

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
Reklama