Legnica: Każdy strażnik śledzony przez GPS

Andrzej Andrzejewski | Utworzono: 2015-03-17 07:51 | Zmodyfikowano: 2015-03-17 08:13
A|A|A

fot. Wikimedia Commons


Każdy nadajnik waży mniej niż średniej wielkości telefon komórkowy. Cały zestaw z rocznym abonamentem transmisji danych kosztuje około 700 złotych. Inspektor Jacek Śmigielski właśnie wyciągnął z paczki nowe zestawy i rozpoczął w ten sposób nowy etap w historii legnickiej straży miejskiej. Od tego momentu każdy funkcjonariusz, po wyjściu z komendy będzie nadawał niczym słynny agent J-23. A nawet lepiej - bo przez cały czas.

- W środku mamy urządzenie GPS, troszkę grubsze niż karta kredytowe. Jest lekkie, można je schować do kieszeni. Dzięki niemu dyżurny widzi, gdzie znajduje się dany patrol i może wysłać na interwencje strażników znajdujących się najbliżej miejsca zdarzenia - wyjaśnia Śmigielski.

Wgląd w mapę patroli ma nie tylko dyżurny strażników. Czy podwładni są w ruchu w każdej chwili może sprawdzić również komendant Mirosław Giedrojć. - Jeżeli będzie stał w miejscu, będzie to znak, że coś się dzieje - na przykład interweniuje. Może to być też sytuacja niebezpieczna, np. atak na patrol. Nie zakładamy, że strażnik siedzi na ławce i nic nie robi - mówi Giedrojć.

- Tym bardziej, że przed czujnym okiem Wielkiego Brata w Legnicy nie da się ukryć się na ławkach dla przechodniów - przekonuje Justyna Janusz i zasiada za sterami miejskiego centrum monitoringu. - Mamy bardzo duże możliwość, możemy przybliżyć i zobaczyć, co ma w ręce przechodząca osoba, jaką gazetę czyta, jaki napój pije. Strażnik nie jest w  stanie ogarnąć na raz 40 kamer, dlatego możemy odtworzyć zapis - opisuje Justyna Janusz.

ZOBACZ TEŻ:Wielki Brat widzi, gdzie wyrzucasz śmieci

GPS-y, wszechobecne kamery, telefony komórkowe, które logują się do stacji przekaźnikowych - takie urządzenia ułatwiają życie, ale generują bardzo dokładne informacje o nas - podkreśla podinspektor Sławomir Masojć z legnickiej komendy policji. Czy przy takiej technologii możemy zatem jeszcze mówić o anonimowości statystycznego Kowalskiego? - Jeżeli jest to osoba normalnie pracująca nie jest to możliwe, musiałaby wyrzec możliwych udogodnień, zaszyć się w lecie, zerwać wszystkie kontakty, a i tak,jeżeli zrobi zakupy w sklepie płacąc kartą, to można ją namierzyć.

 Inne, ciekawe zastosowania GPS-ów

Buty, które same wskażą...drogę do domu. Posiadają wbudowany moduł GPS, a mapy wgrywane są do pamięci USB umieszczonej w pięcie buta. Musimy tylko strzelić obcasami i spoglądać na diody znajdujące się na przedzie każdego buta. Te po lewej stronie pokazują, w którą stronę musimy skręcić. Te na prawej stronie pokazują jak daleko jesteśmy od wyznaczonego celu. Oba buty komunikują się ze sobą bezprzewodowo.

No Place Like Home from Dominic Wilcox on Vimeo.

Na równie ciekawy pomysł wpadła Firma Nestle, która prowadziła w Wielkiej Brytanii kampanię reklamową nazwaną "We Will Find You". W opakowaniach czterech rodzajów batoników ukryto moduły GPS, które mają się uruchomić po rozdarciu opakowania. Pozwoliły one w ciągu 24 godzin zlokalizować szczęśliwców, którzy wygrali czek na 10 tysięcy funtów.

GPS ułatwi też życie golfistom. Brytyjska firma Geostate zaprezentowała niewielki czip, który można wmontować do piłeczki golfowej. Nie tylko pokaże on jej położenie, ale i powie z jaką prędkością i jak daleko poleciała. Z kolei Firma Garmin wymyśliła Astro GPS Dog Tracking System. Urządzenie do śledzenia psa skierowane jest przede wszystkim do myśliwych, ale na pewno z powodzeniem można go wykorzystać także w mieście, posiadając zwykłego kundelka. System jest w stanie namierzać do dziesięciu psów na raz, ma nawet wysokościomierz barometryczny. Kosztuje kilkaset dolarów.
Przemek Gałecki


Współczesne media elektroniczne dają wręcz nieograniczone możliwości. Monitorowane przesyłki z lokalizatorami, usługi polegające na możliwości natychmiastowego ustalenia miejsca pobytu własnego dziecka, wyposażonego w telefon, GPS-y zamontowane w autach - to już norma. Właściciel jednej z legnickich firm specjalizujących się w tego typu technologiach przyznaje, że w wielu przypadkach pracownicy nawet nie wiedzą, że są pod elektronicznym nadzorem. - System polega na tym, że w samochodzie jest jedna końcówka systemu GPS, drugą ma kierowca. Gdy opuści samochód na ok. 300 metrów pojawia się alarm. Może to oznaczać, że transport został skradziony, bądź kierowca pozostawił samochód bez nadzoru - wyjaśnia.

Czy wizja orwellowskiego Wielkiego Brata powoli zagląda nam w oczy? Mirosław Giedrojć, komendant legnickiej Straży Miejskiej tłumaczy, że nie: - To nie jst permanentna inwigilacja, to XXI wiek, wyposażamy się w lepszy sprzęt. Jeżeli osoby nie mają sobie nic do zarzucenia, mogą taki sprzęt nosić - ciągle są wolne.

POSŁUCHAJCIE CAŁEGO MATERIAŁU:

 

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
~wroclawianka
2015-03-28 21:55:18
z adresu IP: (83.27.xxx.xxx)
Ocena: 0
Co za obłuda ze strony komendantów! Legniccy strażnicy powinni zaproponować zakup dwóch dodatkowych GPS-ów dla komendantów!
~tolek
2015-03-17 11:48:05
z adresu IP: (5.172.xxx.xxx)
Ocena: 1
Nikt nie lubi straży miejskiej, ale chyba również nikt nie chciałby być cały czas śledzony przez pracodawcę. IMO lekka przesada.
~TAURUS
2015-03-17 10:30:16
z adresu IP: (213.195.xxx.xxx)
Ocena: 0
Nie jest to permanentna inwigilacja. A co? Ciekawe jakie zadanie będą spełniać nowe dowody osobiste.
Reklama