Sportowy węzeł gordyjski (Felieton polityczny)

Czesław Cyrul (SLD) | Utworzono: 2009-07-25 10:13 | Zmodyfikowano: 2014-05-01 00:12
A|A|A

Sport wyczynowy we Wrocławiu pogrążył się w marazmie. W epoce socjalizmu w mieście funkcjonowało od 6 do 8 drużyn piłki nożnej, siatkowej koszykowej i ręcznej grających w pierwszej lidze. Wrocław był najsilniejszym ośrodkiem gier zespołowych w kraju. Dodać należy sukcesy żużlowców, lekkoatletów, bokserów, laskarzy, zapaśników, strzelców, itp.

Kilkanaście dni temu dziennikarz wrocławskiej Gazety Wyborczej napisał, że kluby w socjalizmie były tak dobre, bo miały pieniędzy ile chciały. Czyżby to oznaczało, że w socjalizmie państwo było aż tak bogate? Przeciwnicy tej historycznej epoki powiadają, że sport był tubą propagandową ówczesnych władz. Jest w tym trochę prawdy. Ale czyż nie było to zdrowa społecznie propaganda?

Dzisiaj politycy, partie, agendy rządowe zatrudniają sztaby dobrze płatnych propagandzistów, aby przedstawiali oni swoich pracodawców jako mężów opatrznościowych, dla których dobro obywateli jest najwyższym celem, a w rzeczywistości w większości przypadków oznacza dobro własnej grupy lub co najwyżej partii. To jest o wiele bardziej rozrzutne wydawanie publicznych pieniędzy. Tamtych czasów z dzisiejszymi porównywać się nie da i nikt nie chce powrotu minionej epoki.

Tym niemniej sport w socjalizmie był we Wrocławiu potęgą, a dziś przypomina pacjenta na Oddziale Intensywnej Opieki Medycznej (OIOM). Niestety, publiczna służba zdrowia też ledwie dyszy.

Czy w dzisiejszych czasach miasto powinno dofinansowywać wyczynowe kluby sportowe? Raczej nie. Niech dba o sport młodzieżowy i masowy. Ale obowiązkiem miejskiej władzy jest tworzenie klimatu dla sponsorowania sportu. A tego miasto nie czyni. Przecież chwalimy się, że Wrocław jest potęgą gospodarczą, a tymczasem lokalnych sponsorów sportu jak na lekarstwo. Żużlowców sponsoruje Atlas, a to przecież firma spoza Wrocławia. Piłkarzy będzie sponsorował Polsat, też nie wrocławska firma, a dotychczasowy sponsor Carlsberg też ma związki z Wrocławiem symboliczne. Pytam więc, gdzie jest wrocławski biznes? Prawda leży zapewne pośrodku.

Duży biznes przybył do Wrocławia z zewnątrz i nie czuje związków emocjonalnych z miastem. Wrocław nie ma odpowiednich sił i argumentów, aby zachęcić go do sponsorowania sportu. Biznes nie widzi w tym żadnego interesu dla siebie, a powinien. No i niestety naszym sportowcom jakoś nie chce się specjalnie dobrze grać. To jest chyba problem największy. Wrócę do zamierzchłej epoki socjalizmu. Wtedy doskonali polscy trenerzy trenowali drużyny zagraniczne (w różnych dyscyplinach). Teraz my ściągamy trenerów zza granicy. A że pieniędzy wiele nie mamy, wiec ściągamy i trenerów i zawodników bardzo średnich, co w zderzeniu ze średnimi zawodnikami krajowymi daje średnio-słaby poziom naszego sportu wyczynowego.

Tymczasem rozwiązań systemowych brak, na co słusznie zwracali uwagę kibice Śląska protestując w obronie upadłej koszykówki i apelując do polityków o pomoc. Ale politycy myślą o kolejnych wyborach i sport mają w głębokim poważaniu, tym samym kibiców też.

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
Reklama