Pokazać charakter mistrza. PGE Turów gra w finale TBL

Michał Hamburger | Utworzono: 2015-06-06 20:02 | Zmodyfikowano: 2015-06-06 20:03
A|A|A

fot. archiwum prw.pl

Oba zespoły wykorzystują na razie w 100% własny parkiet. Obrońcy tytułu ze Zgorzelca wygrali dwa pierwsze mecze 85:77 i 75:73. W Zielonej Górze inauguracyjne starcie było niezwykle wyrównane. Stelmet wygrał 80:77. Dwa dni później drużyna Miodraga Rajkovicia została zatrzymana na 53 punktach. Uległa aż 53:67:

- Jestem szczęśliwy, a z drugiej strony wiem, że to zwycięstwo jeszcze nic nie znaczy. W serii jest 2:2. Bardzo cieszy mnie gra moich zawodników, mojego zespołu, a oprócz tego cieszy mnie fakt, że było świetne widowisko. Było dużo emocji, w tej wygranej bardzo pomogli nam kibice. Moi zawodnicy pokazali determinację. Udowodnili, że chcą grać, że chcą walczyć i to jest dla mnie najważniejsze - przyznał trener Stelmetu Saso Filipovski.

PGE Turów Zgorzelec bardzo dzielnie walczył o zwycięstwo w sezonie zasadniczym. Mistrzom Polski mocno zależało by do fazy play-off przystąpić właśnie z pierwszej pozycji. To, jak się okazuje w serii finałowej, może mieć teraz kluczowe znaczenie. I zgorzelczanie i zielonogórzanie grają w swoich halach pewnie. Najważniejsze, że w decydujących momentach są lepsi od rywali. Jeżeli taka prawidłowość zostanie zachowania do końca finału to... dolnośląscy kibice na końcowe rozstrzygnięcie nie powinni narzekać.

- Było dużo błędów w zastawianiu i na pewno będziemy musieli nad tym popracować. Czasem te piłki po prostu tak się odbijają, że wlatują w ręce przeciwnika i trudno jest cokolwiek zrobić. Taki przydarzył nam się mecz. Do tego raziliśmy nieskutecznością w rzutach za trzy punkty. Mam nadzieję, że to było ostatnie takie spotkanie - ocenił czwarty mecz Michał Chyliński z Turowa.

Eksperci podkreślają, że PGE Turów by myśleć o sukcesie musi wrócić do swojego stylu. W drugim meczu w Zielonej Górze zabrakło polotu w ataku. Nie było szybkich przejść z obrony do ataku. Do tego fatalna skuteczność. Pocieszający jest fakt, że w ataku zespół Miodraga Rajkovicia już gorzej zagrać nie może. Czwartkowe spotkanie rozegrane zostało "kartami" Filipovskiego. Kibice w Zgorzelcu wierzą, że teraz role się odwrócą.

Początek spotkania nr pięć w wielki finale mistrzostw Polski w niedzielę o 20.00. Relacje z meczu w Radiu Wrocław.

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
Reklama