Niemiecki dziennikarz dla Radia Wrocław o sytuacji w Dortmundzie

Katarzyna Górna-Drzewosz, Tomasz Sikora, IAR | Utworzono: 2017-04-12 09:02
A|A|A

fot. facebook.com/BVB

Ćwierćfinałowy mecz Ligi Mistrzów Borussia Dortmund - AS Monaco został przełożony. Wczoraj przed spotkaniem na trasie przejazdu autokaru z niemieckimi piłkarzami doszło do trzech eksplozji. Obrońca Marc Bartra został ranny i trafił do szpitala. Niemieccy prokuratorzy zakwalifikowali eksplozje jako "próbę zabójstwa", a nie zamach terrorystyczny. Atak na autobus potępili niemieccy politycy. Piłkarze znajdują się pod specjalną opieką psychologów. Mecz został przełożony na dzisiaj na godzinę 18.45.

Prokuratura wszczęła postępowanie w związku z podejrzeniem o próbę zabójstwa. Tak poinformowała podczas konferencji prasowej prokurator Sandra Lucke. Był to celowy atak na piłkarzy - powiedział z kolei szef dortmundzkiej policji Gregor Lange, dodając, że śledczy nie wykluczają żadnej opcji i prowadzą śledztwo wielokierunkowo.

Policja potwierdziła, że w okolicy wybuchu znaleziono list, w którym autor bierze na siebie odpowiedzialność za atak. Poza tym w hotelu funkcjonariusze zabezpieczyli podejrzany ładunek, który okazał się atrapą. Minister sprawiedliwości Heiko Maas na Twitterze napisał, że jest zszokowany tym, co zaszło i zapewnił, że jego myśli są razem z piłkarzami. Rzecznik prasowy rządu Steffen Seibert zapewnił, że całe Niemcy wspierają piłkarzy. O swoim wsparciu zapewnił także na Twitterze trener Bayernu Monachium Carlo Ancelotti. 

A dla Radia Wrocław o sytuacji w Dortmundzie opowiedział reporter niemieckiego publicznego radia Mattias Aust.

Mattias, wciąż nie wiadomo kto za tym stoi?

Faktycznie znaleziono list na miejscu, ale policja nie zdradza jego treści, bo nie wiadomo czy podłożył go faktyczny sprawca. To musi zostać najpierw ustalone. Jeśli chodzi o zawartość - wiadomo że ktoś się do zamachu przyznaje, dlatego sprawdzamy każdą potencjalną ścieżkę - powiedział mi prokurator nadzorujący śledztwo. O zamachu terrorystycznym na razie mowy nie ma - jest o zaplanowanym zamachu na drużynę Borussi.

Co z rannymi?

Bartra - obrońca Borussi był wczoraj operowany. Ma poważne rozcięcie przedramienia i uszkodzoną kość, w ciele kilkanaście kawałków szkła z rozbitej szyby, które wczoraj operacyjnie usuwano. Dziś nie zagra na pewno, nie wiadomo czy zagra w ogóle w tym sezonie. Ranny i ogłuszony był też policjant na motorze eskortujący autobus. Trafił do szpitala i dziś go w pracy nie będzie.

Ten dzisiejszy mecz będzie się toczył w trudnej atmosferze? Jak jest teraz w Dortmundzie?

Ciężko powiedzieć. Fani są zszokowani, ale zareagowali szybko, na przykład spontanicznie zapraszając kibiców z Monako - wrogiej przecież drużyny do siebie do domów na noc w ramach motto tu powtarzanego - nikt nie zabierze nam radości z piłki nożnej. Piłkarze Borusii wczoraj opuszczali stadion z poważnymi minami i nieco przestraszonymi obliczami, ale prezydent Borusii powiedział, że są profesjonalistami i dziś w meczu dadzą z siebie wszystko. To był zamach - takie sa założenia policji - 3 ładunki wybuchły w pobliżu autobusu, poważnie raniąc jednego z zawodników Marca Bartrę, który prawdopodobnie nie zagra do końca sezonu. 4 ładunek bez zapalnika znaleziono w pobliżu hotelu, w którym byli skoszarowani piłkarze Dortmundu, tam też był prawdopodobny list zamachowca - co w nim jest - na razie nie wiadomo. Co dzieje się w zespole po odwołaniu meczu wczoraj opowiadał prezes Borusii Hans Joachim Watzke: "Jesteśmy razem i się wspieramy, ale jednocześnie goraczkowo planujemy jutrzejszy dzień i co możliwe próbujemy ustalić w związku z meczem".

Mimo szoku mecz odbędzie się dziś o 18:45. Poinformowano o tym już wczoraj. Dlaczego nie można tego przesunąć?

Technicznie to możliwe - pytanie jak psychicznie dadzą radę piłkarze. Ale prawdę mówiąc nie ma alternatywy - czas między ćwierćfinałami a półfinałem jest tak krótki że innego terminu po prostu nie ma.

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
Reklama