Rozmowa Dnia Radia Wrocław: Prof. Krzysztof Kawalec

| Utworzono: 2017-06-22 15:23 | Zmodyfikowano: 2017-06-22 15:23
A|A|A

zdjęcia: Radosław Bugajski

Jak wygląda sytuacja we Wrocławiu ze spornymi kwestiami - np. ulicą Armii Ludowej?

W przypadku Armii Ludowej to jest dosyć jasna sytuacja. Była to formacja powołana przez partię komunistyczną, która została przewidziana w sposób jednoznaczny przez ustawodawcę. Jest to struktura totalitarna. Tych nazw w przestrzeni publicznej być nie powinno.

Na liście zmienianych nazw we Wrocławiu jest też ulica Ofiar Oświęcimskich. Dlaczego?

To zupełnie inna sprawa. Ja niestety nie odpowiem, dlaczego. Zostałem o to zapytany i odpowiedziałem, że ja nie widzę powodu, żeby zmieniać tę nazwę. Jeśli ta nazwa zniknie, to znaczyć będzie, że zniknie upamiętnienie ofiar zbrodni nazistowskich. To jest głęboko niewłaściwe.

Ta nazwa powinna zostać?

Stan prawny jest taki, że samorząd, jeśli zechce, może każdą nazwę zmienić. Natomiast nie ma podstaw, by przy zmianę tej nazwy powoływać się na ustawę dekomunizacyjną. Mój prywatny pogląd, jako obywatela, nie urzędowy, to jest taki, że nie ma podstaw, by zmienić nazwę tej ulicy.

Jest tego rodzaju uzasadnienie, że Ofiar Oświęcimskich sugeruje, że to polski obóz. Ono mnie nie w pełni przekonuje. Nie jestem pewien, czy pozostawienie nazwy tej ulicy będzie generować wątpliwości kto był sprawcą. Nie mówi się jednak o zmianie nazwy na Ofiar Obozu Koncentracyjnego Auschwitz, tylko w ogóle upamiętnienie ma zniknąć, bo, jeśli dobrze pamiętam, nowa proponowana nazwa to Pańska, a więc nawiązanie do czasów przedwojennych Nie wiem jakie było uzasadnienie do tej zmiany.

Senacki projekt nowelizacji tej ustawy rozszerza zakres zakazu propagowania totalitaryzmów również na szkoły, przedszkola, szpitale, instytucje kultury. Czy Pańskim zdaniem są w naszym regionie placówki, które powinny jak najszybciej zmienić patrona?

Nie dysponujemy bazą danych takich placówek, która pozwoliłaby nam się wypowiedzieć w tej sprawie. Wiem, że jest jedna szkoła, która nosi w nazwie Ruch Obrońców Pokoju, czyli światowej organizacji powiązanej w wywiadem radzieckim i w tym przypadku zalecałbym poszukać nowego patrona. Natomiast nie wiadomo, ile jest takich przypadków, ale patron szkoły ma duży wpływ na proces edukacyjny młodzieży. Tutaj chce zaznaczyć, że postanowienia tej ustawy o której rozmawiamy, jest rozszerzeniem zapisów Konstytucji z 1997 roku, która stosowania takich nazw i symboli kojarzących się z totalitaryzmem jednoznacznie zabrania.

A może pójść śladem pragmatycznych Amerykanów, którzy swoje ulice po prostu numerują?

Pomysł jest kuszący, ale niestety nie do zastosowania. Miasta amerykańskie, ponieważ były zakładane na pustyni, mają bardzo klarowny układ, na planie szachownicy. W związku z tym, nadanie numerów ulicom i przecinającym je pod kątem prostym alejom, jest czytelne dla każdego. A my mamy miasta rozwinięte z wsi lub takie, o których układzie decydowały średniowieczne fortyfikacje. Numerowanie krętych uliczek mogłoby więc tworzyć chaos i byłoby zwyczajnie niepraktyczne.

Czy zanim zmienimy nazwy ulic, nie powinniśmy najpierw skupić się na edukacji historycznej i potrzebie uhonorowania konkretnych postaci? 

 

 

Oczywiście, jako historyk całkowicie się z tą tezą zgadzam. Pytanie tylko, jak szeroki musiałby być zakres tej edukacji, by zmieścić w nim wszystkich patronów naszych ulic. Natomiast, gdyby potraktować proces zmian nazw ulic, jako system działań połączonych, których częścią byłoby choćby przywrócenie nauce historii w szkołach średnich rangi sprzed kilkunastu lat, to byłbym wielce zadowolony. 

Jak Pan ocenia poziom naszej świadomości historycznej?

Nie jest z tym specjalnie dobrze. Z różnych powodów. Również dlatego, że w procesie reformy edukacji, historia nie była zwykle traktowana z należytą dbałością. Jest to tendencja, która zaczęła się już w pierwszych lata III Rzeczpospolitej i później tylko ulegała wzmocnieniu. Paradoksalnie, erozja historii szkolnej przeplata się z spontanicznym zainteresowaniem historią: wysypem książek i dodatków do czasopism, portali internetowych o historii. Widać więc, że jest zapotrzebowanie na taką wiedzę i rynek zajmuje się tym, co instytucje oświatowe odpuściły. 

Natomiast to zainteresowanie ma swoje cechy specyficzne. Można mówić o tendencjach do sensacyjnej, pirotechnicznej, wojskowej historii. A takie zainteresowanie nie przyjmuje zazwyczaj postaci usystematyzowanej wiedzy. Wyobraźnia zbiorowa może więc kierować się nie tym, co najistotniejsze, ale tym co najbardziej barwne. To jest nieuniknione, ale nie można powiedzieć, że prowadzi do wzrostu kultury historycznej. Ścisłość tych opowieści, z czasopism czy portali internetowych, budzi często wątpliwości, niektóre z nich są kreowaniem legend, tak zwanej historii alternatywnej, która tak naprawdę jest czystą spekulacją. Oczywiście lepsze to, niż zupełny brak zainteresowania przeszłością, ale chciałoby się, żeby to zainteresowanie przyniosło bardziej wartościowe skutki. 

POSŁUCHAJCIE CAŁEJ ROZMOWY:

 

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
Reklama