Misja Wrocław: Co goście z zagranicy robią w naszym mieście?

Piotr Kaszuwara | Utworzono: 2018-09-20 12:00 | Zmodyfikowano: 2018-09-20 12:00
A|A|A

(fot. Andrzej Owczarek)

Co tydzień poznajemy kogoś innego. Ludzi z różnych stron świata, którzy Wrocław pokochali na tyle, by się tu osiedlić, żyć, mieszkać i działać. Dodajmy, że działać aktywnie.

Są muzykami, malarzami, dziennikarzami, fotografami, przewodnikami wycieczek, mają swoje własne biznesy i wnoszą do naszego społeczeństwa coś od siebie. Dzięki swojemu działaniu łamią stereotypy i sprawiają, że dzięki nim możemy poznać najdalsze zakątki globu, a także odmienne tradycje i kultury poprzez zwyczajną rozmowę. Po polsku. Bo wielu z nich świetnie operuje naszym językiem. Są i tacy, którzy gorzej radzą sobie z "ą", "ę", "ł", czy odróżnieniem "ź" od "ż", a co dopiero "ż" od "rzy" w pisowni.

Amanda Anthony z USA

Amanda przyjechała do Wrocławia 7 lat temu z Chicago w USA. W Stanach pracowała w administracji, jako urzędniczka i pewnego dnia postanowiła rzucić wszystko i przyjechać do Polski. Próbowała swoich sił w Krakowie, ale ni stąd ni zowąd dostała ofertę pracy jako nauczyciel języka angielskiego we Wrocławiu. Wtedy jeszcze nie miała pojęcia, gdzie to jest, ale zaryzykowała. - My Amerykanie jesteśmy generalnie odważni - mówi Amanda, która dziś prowadzi w stolicy Dolnego Śląska własny biznes. - Teraz kiedy wracam do Stanów bardzo dziwi mnie, że ludzie tak dużo ze sobą rozmawiają np. w kolejce w sklepie. Przyznam, że staje się coraz bardziej polska, bo zaczyna mnie to okropnie denerwować - śmieje się Amanda. Jak Polacy postrzegają Amerykanów? Czym się różnimy, a jakie są między nami podobieństwa? Czy w Polsce kolejka to nadal rzecz święta?

Larysa Rudak, restauratorka z Krzyków we Wrocławiu. Urodzona w Krzywym Rogu na Ukrainie

Filolożka z wykształcenia, Larysa Rudak, urodzona w Krzywym Rogu, przyjechała do Wrocławia dwa lata przed wojną na wschodzie Ukrainy z Kijowa, gdzie spędziła 17 lat swojego życia. Wtedy jeszcze Ukrainiec we Wrocławiu budził dużą ciekawość, bo mieszkało ich tu niewielu. Sześć lat temu nie podejrzewała, że zostanie na Dolnym Śląsku na dłużej, bo jej mąż przyjechał tutaj tylko na terminowy projekt. Z nim ona i ich mały syn. Drugie dziecko - córka urodziła się już w Polsce, we Wrocławiu. Larysa jako młoda mama w obcym kraju postanowiła zrobić coś dla siebie. Zaczęła od nauki języka. Później szkoła i dzieci, które dziś mówią i czytają lepiej po polsku niż po ukraińsku, a nawet poprawiają rodziców, którzy mimo upływu czasu, wciąż popełniają językowe błędy. - Bardzo dobrze. Niech nas poprawiają. Wiadomo, że oni uczą się dużo szybciej niż my. Dziś już nie boję się mówić po polsku. Co innego z angielskim czy niemieckim - śmieje się Larysa - a przecież tych języków uczyłam się przez całe studia - dodaje Ukrainka. Co ciekawe, Larysa od dziecka w domu mówiła po rosyjsku. Do swoich dzieci natomiast mówi już tylko w języku ukraińskim. Mimo polskiego otoczenia, a także mamy oraz taty mówiących z rosyjskim akcentem, dzieci posługują się językiem ukraińskim płynnie. Jak to możliwe? Jak wychowywać dziecko w obcym kraju, tak by zachować tradycje, ale jednocześnie pozwolić mu się rozwijać we własnym, innym środowisku? Na te oraz na jeszcze wiele innych trudnych dla rodzica pytań odpowiada Larysa Rudak, która od 4 lat prowadzi na Krzykach we Wrocławiu rodzinną kawiarnię.

Scott Lukas z Detroit w USA

Z Misją Wrocław dotarliśmy tym razem w niecodzienne miejsce. Odwiedziliśmy Scotta w jego miejscu pracy, którym jest... jedno z wrocławskich przedszkoli. Choć jak mówi, przez 12 lat nosił kije golfowe w Ameryce, później chciał być - i tu cytat - "pielęgniarką", to ostatecznie wylądował we Wrocławiu. Dlaczego? Odpowiedź stara jak świat - kobieta i to nawet nie jedna. Scott w USA studiował slawistykę, a jego profesorką była wrocławianka. To ona po raz pierwszy opowiedziała mu o Parku Szczytnickim i kiedy dotarł do Polski, od razu swoje myśli skierował właśnie ku Dolnemu Śląskowi. Znalazł pracę niecodzienną, bo jest wychowawcą w anglojęzycznym przedszkolu na Krzykach. Opowiada nam o amerykańskim śnie, który wg niego sprawdza się tylko... kiedy śpisz, o swojej miłości do żurku, problemach finansowych jego rodzinnego miasta oraz o Polakach w Stanach Zjednoczonych. O czym jeszcze?

fot. Dominik Płatek, M. Zakrzewski i Rut Figueras

Justyna Rodzińska-Nair i Sankar Sivasankaran Nair z Indii

Sankar mieszka we Wrocławiu od 10 lat. Pochodzi z rodziny, która od wieków zajmowała się na południu Indii medycyną oraz kalarippayattu. To jedna z najstarszych na świecie sztuk walki, połączona między innymi z tańcem i śpiewem oraz z tzw. ajurwedą. Zgodnie z tradycją, to z kalari wywodzi się np. znane wszystkim nam kung fu. Kiedy do Indii przyjechali Anglicy, zakazali tej pradawnej sztuki, przez co niemal wymarła ona i jej nauczyciele.

Na szczęście, gdzieś głęboko w górach południa, kilku mistrzów przetrwało. Sankar - zgodnie z rodzinną tradycją - zajmuje się kalari od młodości. Jak to bywa w życiu, spotkał na swojej drodze piękną Polkę i postanowił tę tradycję kontynuować w tutaj, we Wrocławiu. Dzięki współpracy z Instytutem Grotowskiego, małżeństwu udało się stworzyć własne studio i prowadzić zajęcia. Justyna i Sankar opowiadają o swojej rodzinie i o tym, jak trudno zbudować międzynarodowy związek z trojgiem dzieci, a także o systemie kastowym w Indiach i o hinduskim mistycyzmie, o którym pisał wiele Tiziano Terzani oraz Tarun Tejpal. Czy w kraju Hare Kryszny, Śiwy, bogini Kali i Hanumana nadal da się odnaleźć magię i wróżbitów? Kim jest dla Hindusów "kashuwara"?

Anna Sitnikowa z Syberii w Rosji

Anna mieszka we Wrocławiu - jak to najczęściej bywa wśród gości Misji - z przypadku. Studiowała w Paryżu i przez lata była graficzką. Pewnego dnia postanowiła coś zmienić w życiu i sprowadziła się do kraju przodków. Konkretnie nad Odrę, do Wrocławia. Od tego czasu minęło ponad rok, a ona pracuje i mówi już po polsku na tyle dobrze, że opowiedziała nam o swoich korzeniach. Jej rodzina trafiła do syberyjskiego Białegostoku na początku XX wieku. Byli dobrowolnymi przesiedleńcami. Nim się zadomowili, zaledwie po 30 latach, trzeba było zmierzyć się z tragedią. Śmiercią jej pradziadka, który został rozstrzelany przez NKDW w czasach Wielkiego Terroru. - Przez lata nie można było o tym opowiadać nawet w domu. Do tej pory mama pyta mnie w złości: po co się tym interesujesz? Jestem pierwszą osobą w rodzinie, która ma dokument z polskim godłem - mówi Anna Sitnikowa. Poza tymi rodzinnymi wspomnieniami ma też psa - Buddę, z którym spędza niemal cały swój czas we Wrocławiu i w podróży.

ZOBACZ TAKŻE:

fot. dr Marcin Borowski

Dr Gordana Durdev-Małkiewicz z Serbii. Wykładowca Uniwersytetu Wrocławskiego.

We Wrocławiu mieszka od 2001, a nad Wisłą od 1989 roku. Jej pierwsze wspomnienia z Polski, to dworzec kolejowy w Katowicach i okropna kawa po turecku, podana w szklance z fusami oraz bardzo wysublimowane metody marketingowe stosowane w ówczesnych miejskich szaletach. Dr Gordana Durdev wspomina wojny bałkańskie z lat 90-tych i niemoc jaką czuła wtedy, mieszkając już od kilku lat w Polsce. -To, co działo się w Jugosławii, dla wielu Polaków jest do dziś niepojęte. Jeszcze mniej zrozumiałe było dla nas, którzy pamiętamy Polaków z biednego kraju, handlujących u nas na bazarach, żeby zarobić na pobyt nad morzem. Wykładowca Uniwersytetu Wrocławskiego mówi także o współczesnych podziałach na Bałkanach. Czy zło, które obudziło się wtedy w sąsiadach odeszło na zawsze?

28.06.2018 - Ibrahim Ucar z Turcji

Ibrahim do Wrocławia dotarł całkowicie przypadkowo 10 lat temu. Miał mieszkać w Pradze, ale nagle zmieniły się plany. Ze zgrozą czekał na samolot do Breslau, myśląc że leci nie tam, gdzie powinien. Dziś mówi płynnie po polsku, założył tu rodzinę i nie planuje powrotu do kraju. We Wrocławiu pracuje w korporacji, jako analityk finansowy, a czasem zajmuje się się tłumaczeniem spotkań biznesowych. W Misji Wrocław opowiada o historii swojego kraju, ale także o Solidarności - o której napisał pracę magisterską. Ibrahim komentuje także wyniki tureckich wyborów, w których 52 procent uzyskał Recep Tayyip Erdoğan, a w głosowaniu uczestniczyło rekordowe 87 procent Turków i opowiada o tym, dlaczego w jego kraju nie wypada być pijanym w miejscu publicznym, ani przeklinać. Przypomina także, że Imperium Osmańskie, które poprzedza istnienie Turcji, było jedynym krajem na świecie, który przez 150 lat nigdy nie uznał rozbiorów Polski. Legenda głosi, że przez wszystkie te lata, w pałacu królewskim nieustannie czekano na przybycie posła z Lechistanu.

21.06.2018 - Irina Tkeshelashvili - Gruzinka, politolożka i doktorantka Uniwersytetu Wrocławskiego. Od 2009 roku mieszka w Polsce

Irina przyjechała do Wrocławia z gruzińskiego miasta Kutaisi. Między innymi dzięki jej pracy, od kilku lat na Dolnym Śląsku, coraz więcej pojawia się np. gruzińskich firm, a w Gruzji - dolnośląskich.

Jej praca od kilku lat to głównie współpraca z organizacjami pozarządowymi, organizowanie wydarzeń kulturalnych, wymian, konferencji i wielu innych rzeczy. Irina, z racji swojej profesji, opowiada nam o historii Gruzji, Józefie Stalinie, niuansach politycznych, współpracy polsko-gruzińskiej, Marii i Lechu Kaczyńskich, a także o tym, dlaczego komisariaty policji w Gruzji mają przezroczyste ściany. Okazuje się, że ten kaukaski kraj ma więcej wspólnego z krajem nad Wisłą, niż można by się spodziewać. Chociażby to, że zarówno w Polsce, jak i w Gruzji, 2018 rok to wielkie święto - stulecie odzyskania niepodległości. Co jeszcze? Posłuchajcie:

14.06.2018 - Olga Chrebor, przedstawicielka mniejszości łemkowskiej na Dolnym Śląsku

Szefowa mieszczącego się na Psim Polu Centrum Kulturalno-Bibliotecznego ma tyle pomysłów, ile w niej płynie różnej krwi. Jej rodzina pochodzi z Galicji, obecnego południa Polski i północy dzisiejszej Ukrainy. Do Wrocławia trafiła wiele lat temu, ale po długiej tułaczce po świecie. Wykładała na Uniwersytecie Wrocławskim, jest prezeską fundacji Kalejdoskop Kultur, organizuje Miesiąc Spotkań Autorskich, działa charytatywnie, wspiera młodych muzyków. Tym razem poprosiliśmy ją, by opowiedziała o łemkowskich tradycjach, zwyczajach i muzyce.

- Jestem Ukrainką mieszkającą w Polsce od urodzenia. To diametralnie zmienia perspektywę, bo często nie znam kulturowych skojarzeń Ukraińców, a znam polskie. Kiedy jestem tutaj, we Wrocławiu, wszyscy mówią: jesteś Ukrainką. A tam? Jestem zwyczajną Olką Polką - mówi.

7.06.2018 - Jakub Krofta - obecnie wrocławianin i reżyser pochodzący z Czech

Gościem Misji Wrocław jest Jakub Krofta, czeski reżyser od sześciu lat mieszkający we Wrocławiu. Na co dzień pracuje w Teatrze Lalek i to on-reżyser, jako dyrektor artystyczny decyduje o repertuarze, a także o spektaklach, jakie możemy oglądać na Przeglądach Nowego Teatru dla Dzieci. Wcześniej przez wiele lat pełnił tę funkcję w Teatrze Drak w Hradec Kralove. Debiutował w 1991 roku bajką „Rybak i jego żona” Wericha. W 1993 wyreżyserował „Spoon River Anthology” na podstawie utworów E. L. Mastersa. Premiera odbyła się w teatrze Dejvice w Pradze. Teraz w swoim dorobku ma 80 spektakli. W rozmowie z Piotrem Kaszuwarą, Jakub Krofta opowiada między innymi o tym, co dziś martwi wielu Czechów, a także odpowiada na pytanie, co sądzi o wolnych od handlu niedzielach. - Gdyby to ode mnie zależało, wprowadziłbym jeszcze więcej wolnych od handlu dni. Nie ważne, co ludzie robiliby w tym czasie. To ich sprawa, choć ja osobiście polecam pójść np. do lasu - śmieje się Krofta.

24.05.2018 - Bettina Harnischfeger, Niemka mieszkająca w Dolinie Baryczy

Stodoła Bettiny to niemal jak wrota czasu. Tam, jakby wszystko działo się na raz. Jednocześnie. Bettina uczy szacunku do innych, zrozumienia i tego, jak być dobrym. Reportaż poświęcony niezwykłej Niemce, która wypędzona w 1945 roku wróciła do Polski w latach 90. Wyremontowała własnym kosztem zabytkową dzwonnicę na wsi, a w stodole organizuje wystawy i koncerty od Bacha po Metallicę. Teolog, pisarka, muzyk, radosna emerytka i filozofka. Jej rodzina ratowała Żydów przed zagładą w czasach wojny, a ona sama organizowała wysyłanie paczek do Polski w czasie stanu wojennego. Ojciec Bettiny był ostatnim pastorem ewangelickim w Sułowie pod Miliczem. Wraz ze swoim ojcem, czyli dziadkiem Bettiny, działali w tajnej antyhitlerowskiej organizacji i pomagali Żydom, za co obaj ponieśli najwyższą możliwą cenę. Bettina w latch 90. postanowiła wrócić do domu, z którego w 1945 roku musiała uciekać. Dziś, w starej stodole, którą wyremontowała organizuje wystawy, spotkania i koncerty, na które przychodzi cała wieś.

POSŁUCHAJ TAKŻE REPORTAŻU: "Bettina z Żabiego rogu"

17.05.2018 - Artem Zozulia, prezes Fundacji Ukraina we Wrocławiu, z Winnicy na Ukrainie

Artem Zozulia przyjechał do Wrocławia 6 lat temu na studia. W swoim kraju najpierw skończył ekonomię, później prowadził własną firmę, a zaraz po obronie pracy magisterskiej przyjechał do Wrocławia. Imał się różnych zajęć, aż udało mu się dostać na staż do Honorowego Konsulatu Ukrainy. Po kilku latach pracy został prezesem Fundacji Ukraina, którą założył Grzegorz Dzik w 2013 roku. Dziś pomaga 500 rodakom i innym migrantom miesięcznie, w załatwianiu najróżniejszych spraw. Artem Zozulia opowiada o tym jaki jest fenomen Wrocławia, że nie tylko goście zza wschodniej granicy wybierają nasze miasto, ale też ci, którzy już od dawna mieszkają w Polsce, a dowiadują się o Wrocławiu od znajomych. - Atmosfera w mieście to najważniejsza rzecz. Ludzie się o tym dowiadują. Słyszą, że jest bezpiecznie, że ludzie są otwarci i pomocni. Dużo się tu dzieje, więc to miasto nie tylko bezpieczne, ale też motywujące do nowych działań.

10.05.2018 - Paweł Gardziej, podróżnik z Białorusi

Z Misją Wrocław tym razem wyruszamy na Białoruś. Naszym gościem jest Paweł Gardziej, który do Wrocławia przyjechał 6 lat temu na studia. Teraz pisze już pracę magisterską ze stosunków międzynarodowych i opowiada o swoim kraju. Dowiemy się dlaczego Ukraińcy chcieliby, by w ich kraju było podobnie jak tam gdzie rządzi Aleksandr Łukaszenka oraz dlaczego Białoruś ma status państwa socjalnego. Czy obywatel może liczyć na tzw. 500 plus lub na emeryturę? Ile płaci się za przejazd autostradą, jakie miejsca najlepiej odwiedzić i jakich dań spróbować? Dlaczego Polacy coraz częściej jeżdżą za wschodnią granicę by się leczyć i dlaczego w białoruskich szpitalach nie ma kolejek?

26.04.2018 - Patrice Nieckowski, aktor z Francji

Gościem Misji Wrocław będzie Patrice Nieckowski. Aktor, nauczyciel języka francuskiego. W Polsce mieszka od 11 lat. Nigdy nie przypuszczał, że będzie uczył w szkole. Do Polski przyjechał jako przedsiębiorca, jego życie potoczyło się jednak nieco inaczej… Lubi swoją pracę i nie zamieniłby jej teraz na nic innego.

12.04.2018 - Roman Stanek, dziennikarz i globtroter z czeskiej Ostravy

Gościem Misji Wrocław tym razem jest Roman Stanek. Pochodzący z czeskiej Ostravy dziennikarz i globtroter, właściciel biura podróży aktywnych Barents. Przez lata pracował dla największych czeskich mediów, zostawił tę pracę, by działać charytatywnie i zaczął pracę w fundacji People in Need. Tam pomagał ludziom, mieszkającym na terenach objętych konfliktami zbrojnymi m.in. w Gruzji czy na Ukrainie. Roman jest także jednym z międzynarodowych obserwatorów OBWE. Kontroluje jakość i przebieg wyborów w Gruzji, Azerbejdżanie, Mołdawii oraz na Ukrainie. We Wrocławiu uczestniczy w życiu czeskiej społeczności i organizuje wyprawy na koło podbiegunowe, rowerowe wycieczki po górach Rumunii, czy wyprawy na Islandię, do Górskiego Karabachu i do wielu innych miejsc. Do Wrocławia przyjechał pociągiem osobowym z kilkoma przesiadkami.

Z kim już się spotkaliśmy? Wszystkich archiwalnych audycji możecie posłuchać poniżej.

05.04.2018 - Joao de Sousa, muzyk z Portugalii

Joao przyjechał do Wrocławia z Porto. W stolicy Dolnego Śląska mieszka od blisko 10 lat. Muzyk szerszej publiczności dał się poznać dzięki telewizyjnemu show X-Factor, w którym urzekał wykonaniem polskich piosenek np. Groszki i róże Ewy Demarczyk. We Wrocławiu się zakochał niemal od pierwszego wejrzenia, choć jak opowiada - przeraziła go herbata z fusami i naleśniki na słodko z serem i rodzynkami. Mimo to, zamiast Londynu wybrał właśnie Dolny Śląsk. To tutaj grał pierwsze koncerty, układał piosenki. Nie chce zarażać ludzi fado, a łączyć to co polskie z tym, co portugalskie. Joao przygotowuje się do wydania pierwszej płyty. Kiedy? Gdzie?

POSŁUCHAJ AUDYCJI:

29.03.2018 - Alina Plakhotnaya i Oleksandr Martyniuk z Ukrainy.

Do Polski przyjechali w 2015 roku z miejscowości Sumy. To 300 tysięczna miejscowość położona na północ od Charkowa na wschodzie Ukrainy. We Wrocławiu na co dzień pracują, a po godzinach... działają w ukraińsko-rosyjsko języcznym portalu InPoland.net.pl, który sami założyli i od początku sami prowadzili. Informują o tym, co dzieje się we Wrocławiu oraz o tym, co niedługo się tu będzie działo. Wszystko po to, by ci, którzy nie znają naszego języka mogli również dowiedzieć się jak tętni życie w stolicy Dolnego Śląska i co dzieje się za ich oknami. Alina i Oleksandr opowiedzieli także o różnicach między Polską a Ukrainą, a także o świętach wielkanocnych, które za wschodnią granicą obchodzi się zgoła inaczej niż w Polsce. Przy grobach zmarłych spędza się często kilka godzin, śpiewając, pijąc alkohol i jedząc tzw. paschę. Co to takiego?

POSŁUCHAJ AUDYCJI:

22.03.2018 - Luis Hernández Bailón i Marta Kuczyńska. Hiszpania.

Tym razem przenosimy się w gorące klimaty Hiszpanii. A to za sprawą Luisa, który do Wrocławia trafił 5 lat temu. Przyjechał, bo ściągnęła go tu miłość. Został, bo pokochał Wrocław i odnalazł tu swoje miejsce. Na co dzień pracuje jako informatyk, a po godzinach zajmuje się cyrkiem, a konkretnie żonglerką. Dzięki Marcie Kuczyńskiej z kolektywu Kejos spotkał tu ludzi podobnych sobie i nadaj rozwija te zainteresowania. Luis i Marta opowiedzieli nam o tym, czym jest sztuka nowego cyrku, dlaczego Hiszpanie szaleją na punkcie polskich kobiet, a także o tym jak ważny jest punk rock na Półwyspie Iberyjskim i dlaczego Hiszpanie są pracowici.

POSŁUCHAJ AUDYCJI:

15.03.2018 - Katarzyna Matuszczyk-Lu i Lu Ju-Ju i ze Stowarzyszenia Polsko-Chińskiego Na Rzecz Kultury i Sztuki.

Dla Chińczyka nauczenie się języka polskiego jest tak samo lub nawet bardziej trudne niż nauczenie się chińskiego dla Polaka. Na szczęście w sztuce słowa nie są aż tak potrzebne. Tym właśnie zajmuje się polsko-chińskie małżeństwo państwa Lu. To między innymi dzięki nim we wrocławskim Muzeum Narodowym mogliśmy podziwiać najcenniejsze zabytki stołecznego muzeum Chin w Pekinie z okresu schyłkowego dynastii Ming. Na co dzień mieszkają trochę w Chinach, a trochę we Wrocławiu. Co szokuje Pana Lu w Polsce i na Dolnym Śląsku? Dlaczego na ulicach Pekinu ludzie nucą "Szła dzieweczka do laseczka" lub "Takie tango"?

POSŁUCHAJ AUDYCJI:

8.03.2018 - Natalia Raclavska z Czech

Natalia przyjechała do nas z Ostrawy. Tam rozpoczęła swoją przygodę ze slawistyką, później rusycystyką i w końcu z polonistyką. Nauczyła się języka z nad Wisły i trafiła na Dolny Śląsk. Po prawym brzegu Odry mieszka już od 5 lat i nie planuje się wyprowadzać. Jest w przeddzień założenia rodziny i bardzo dobrze odnajduje się na Nadodrzu, gdzie działa najprężniej. Po Wrocławiu oprowadza wycieczki czeskimi śladami, organizuje koncerty, spotkania i pomaga chronić zabytkowe wrocławskie kamienice, w których jest żywo zakochana. Prowadzi też internetowego bloga o Wrocławiu dla Czechów, bo jak mówi: miała dość maili z pytaniami od znajomych: co robić, co zwiedzać, gdzie jeść. - Teraz wszystko mogą znaleźć na stronie Květ Evropy, a ja mam więcej czasu na eksplorowanie starych klatek schodowych i innych miejsc we Wrocławiu, który uwielbiam. Niemal jak piwo - śmieje się Natalia. Czy każdy Czech jest zabawny jak dzielny wojak Szwejk? Czy rzeczywiście pije dużo piwa? Wreszcie. Czyj trunek i jadło są smaczniejsze? Z Polski czy z Czech? Gdzie lepiej jeździ się koleją? Kto więcej narzeka? Co wiemy o sobie na wzajem?

POSŁUCHAJ AUDYCJI:

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
~Multi
2018-10-25 15:15:08
z adresu IP: (46.169.xxx.xxx)
Ocena: 1
-Kulti
~Za słona była
2018-09-06 19:53:35
z adresu IP: (83.26.xxx.xxx)
Ocena: -1
Kiedyś mi ktos powiedział, ze naród jest jak zupa a goście z zagranicy jak przyprawy.
~japoniec
2018-08-19 21:19:15
z adresu IP: (46.76.xxx.xxx)
Ocena: 5
co ten chory psychicznie ukraiński redaktor kłamie???Makłowicz Tatarem???puknij się w globus...
~...
2018-06-14 16:58:29
z adresu IP: (5.172.xxx.xxx)
Ocena: 8
Najciekawsze jest to dlaczego Dolny Sląsk podkreśla swą wielokulturowość bardziej niż inne regiony? U nas wielokulturowość to historia i nie trzeba tego eksponować, bo to rozumie się samo przez się. Powinno się raczej eksponować polskość tego regiony w wiekach 14-20. Po co eksponować cos co oczywiste? Tak robi minimalista. A tak po primo to hasło"jestem Dolnoslązakiem" nie jest do końca trafne. Dolnoslązacy powinni zacząc nazywać siebie Ślązakami, bo Śląsk ma swe korzenie tutaj, a nie na Górnym Śląsku, który ukradł nam nazwę poprzez zawieruchy historyczne.
~Anna
2018-04-24 06:17:13
z adresu IP: (31.128.xxx.xxx)
Ocena: 2
Fine article ! It's good to learn something about interesting people in this beautiful city
~Niesmak
2018-03-28 22:06:02
z adresu IP: (89.64.xxx.xxx)
Ocena: 8
Gratulacje! Świetnie wam idzie ze wzmacnianiem stereotypów.
~NICK
2018-03-28 15:38:56
z adresu IP: (89.64.xxx.xxx)
Ocena: -6
I am Jewish, American / Lithuanian and live in Gdańsk. I have few issues . The problems come from a vocal few, and happened do to lack extremely poor policing
Reklama