Variacje z Rossinim

Grzegorz Chojnowski | Utworzono: 2018-11-14 18:30
A|A|A

okładka płyty wytwórni Sony

Wśród wszystkich rocznic, jakie nam się teraz przydarzają, nie zapominamy i o tej. 150 lat temu zmarł Gioachino Rossini. Kompozytor błyskotliwy, smakosz nieposkromiony, człowiek wesoły, inteligentny i intrygujący. Prawie 40 ostatnich lat życia komponował sporadycznie, całkiem porzucił operę, która przyniosła mu sławę, pieniądze i nieśmiertelność. Choć współcześni mu krytycy nie byli jego twórczością zachwyceni. Na szczęście poznała się na niej publiczność. Od 'Tankreda' do 'Wilhelma Tella' niemal każda opera Rossiniego cieszyła się popularnością. Wspominamy dziś bardzo muzycznie i anegdotycznie.

W DAB+, aplikacjach mobilnych i na www.radiowroclawkultura.pl.

Na zachętę kilka anegdot z księgi Nicolasa Slonimsky'ego (amerykańskiego muzykologa, zresztą o polskich korzeniach):

Podczas próby prowadzonej przez Rossiniego, trębacz nie spisuje się najlepiej, bierze niewłaściwe nuty, nie idzie mu. 'Co to było?' - pyta maestro. 'To ja, ja...' - plącze się muzyk. 'A, więc to tak - mówi Rossini. - Proszę się spakować i iść do domu. Dołączę wkrótce'. Niesfornym trębaczem był ojciec Rossiniego.

Kiedy Rossini dyrygował w Rzymie premierą jednej ze swych wczesnych oper, partię pierwszego klarnetu wykonywał cyrulik, który zwyczajowo po każdej próbie golił mistrza. Mimo że golibroda klarnecistą był marnym, jego szef pamiętał, że jest także jego klientem, i nigdy nie powiedział mu złego słowa.

Pewien oboista w teatrze muzycznym, gdzie dyrygował Rossini, zagrał fis zamiast f. Rossini poprawił go, dodając pojednawczo: 'A co do fis, proszę się nie martwić, znajdziemy dlań miejsce'.

Routledge, 2013

 

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
Reklama