Cenna wygrana Zagłębia Lubin z czerwoną latarnią ligi

WK, PAP | Utworzono: 2020-06-19 20:37 | Zmodyfikowano: 2020-06-19 20:37
A|A|A

fot. zaglebie.com

Mecz w Lubinie był pierwszym w czasie pandemii koronawirusa, kiedy na trybunach mogli zasiąść kibice. Nie było ich jednak wielu i atmosfera była daleka od tej sprzed czasu ograniczeń.

W porównaniu z ostatnim przegranym 0:4 meczem ze Śląskiem Wrocław trener ŁKS-u Wojciech Stawowy w wyjściowej jedenastce dokonał aż pięciu zmian. Zagłębie również ostatnio poległo (z Rakowem w Częstochowie 1:2), ale Martin Sevela zrobił tylko jedną korektę. Jedną, ale mocno zaskakującą, bo zabrakło w podstawowym składzie Filipa Starzyńskiego.

Pierwszy zaatakował ŁKS i zdobył nawet gola, ale przed strzałem głową Jakub Wróbel faulował Alana Czerwińskiego. Później jeszcze Jan Grzesik groźnie strzelał z pola karnego, ale trafił wprost w Dominika Hładuna i to było wszystko, co w ofensywie zaprezentowali przyjezdni w pierwszej połowie.

Łodzianie byli bardziej zainteresowani defensywą i cofnięci na własną połowę. Czekali, co zrobi Zagłębie. Gospodarze mieli dużą przewagę w posiadaniu piłki, ale nic z tego nie wynikało. Pod nieobecność Starzyńskiego to Dejan Drazić miał być odpowiedzialny za prowadzenie gry, ale najbardziej aktywni byli prawy obrońca Czerwiński i wszędobylski Sasa Żivec.

To właśnie ten drugi tuż przed przerwą popisał się świetnym podaniem na wolne pole do zupełnie niewidocznego do tego momentu Damjana Bohara, a ten z dużym spokojem posłał piłkę do siatki.

W tym momencie ŁKS grał już w dziesiątkę, bo za drugą żółtą kartkę kilka minut wcześniej boisko musiał opuścić Wróbel. Od tego momentu łodzianie jeszcze mocniej się cofnęli i rzadziej gościli pod bramką Zagłębia.

Po zmianie stron obraz gry się nie zmienił - gospodarze byli przy piłce, atakowali, a ŁKS sporadycznie wyprowadzał kontry i szukał szans na gola po stałych fragmentach gry. Gospodarzom brakowało jednak skutecznego wykończenia akcji i mimo optycznej przewagi, cały czas prowadzili tylko 1:0.

Z czasem spotkanie się wyrównało i nie było widać, że Zagłębie ma jednego zawodnika więcej. Gra toczyła się głównie w środkowej strefie, gdzie nie brakowało ostrych starć, ale niewiele było składnych akcji i dokładności.

W samej końcówce ŁKS przycisnął i mógł zdobyć gola. Najbliższy tego był Maciej Dąbrowski, ale piłka po jego strzale głową trafiła w poprzeczkę. Później jeszcze uderzał Maros Gracia, lecz trafił w Hładuna. Kilka chwil później sędzia Jarosław Przybył zagwizdał po raz ostatni.

 

31. kolejka ekstraklasy:

KGHM Zagłębie Lubin - ŁKS Łódź 1:0 (1:0)

Bramka: Damjan Bohar (45').

Żółte kartki: Sasa Balic, Jewgienij Baszkirow, Sasa Zivec, Lubomir Guldan - Samu Corral, Jakub Wróbel, Dragoljub Srnic.
Czerwona kartka za drugą żółtą: Jakub Wróbel (39')

Sędzia: Jarosław Przybył (Kluczbork).
Widzów: 1 500.

KGHM Zagłębie Lubin: Dominik Hładun - Alan Czerwiński, Bartosz Kopacz, Lubomir Guldan, Sasa Balic - Sasa Zivec (77. Filip Starzyński), Jewgienij Baszkirow, Łukasz Poręba (82. Jakub Tosik), Dejan Drazic (88. Patryk Szysz), Damjan Bohar - Bartosz Białek.

ŁKS Łódź: Arkadiusz Malarz - Jan Grzesik, Maciej Dąbrowski, Carlos Moros Gracia, Adrian Klimczak - Pirulo (64. Antonio Dominguez), Dragoljub Srnic, Przemysław Sajdak (59. Adam Ratajczyk), Michał Trąbka - Jakub Wróbel, Samu Corral.

Element Serwisów Informacyjnych PAP
REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
Reklama