Podczas ucieczki z Kijowa został postrzelony w twarz i plecy. 13-latek trafił do wrocławskiego szpitala

Elżbieta Osowicz, MC | Utworzono: 2022-04-06 11:28 | Zmodyfikowano: 2022-04-06 11:28
A|A|A

fot. Patrycja Dzwonkowska

Vołodymyr był pasażerem samochodu, który ostrzelali żołnierze rosyjscy. Rodzice chłopca chcieli wydostać się z Kijowa i mieli zamiar przenieść się do innej miejscowości na Ukrainie. Nie zdążyli. Ojciec Vovy zginął na miejscu, poważnie ranny chłopiec z matką trafił do pobliskiego szpitala. Nastolatek został postrzelony w twarz i plecy. Życie dziecka uratowali lekarze w szpitalu na Ukrainie, jednak Vova będzie musiał przejść jeszcze kilka poważnych zabiegów.

W wyniku obrażeń ma uszkodzony kręgosłup i aktualnie porusza się na wózku. W szpitalu im. Marciniaka chłopiec ma szansę na wielodyscyplinarne leczenie. 13-latek wymaga konsultacji lekarzy wielu specjalności: chirurgów dziecięcych, neurochirurgów oraz chirurgów plastycznych. Pełną, wysokospecjalistyczną opiekę zapewnią mu właśnie specjaliści z wielu oddziałów szpitala. Lekarze zlecili już pierwsze badania, które musi przejść Vova. Wczoraj wykonano mu m.in. trauma scan – czyli badanie, które pozwala ocenić rozległość obrażeń wewnętrznych. Jest to jednoczesna tomografia głowy, klatki piersiowej, brzucha, miednicy i kręgosłupa.

W najbliższych dniach konsylium lekarskie podejmie decyzję dotyczącą dalszego leczenia 13-latka. Na Oddziale Chirurgii Dziecięcej Vova jest z mamą Nataszą. Jak oceniają lekarze - czuje się dobrze, jak na obrażenia i wstrząs, któremu uległ.

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
~Pomoc
2022-04-08 06:21:59
z adresu IP: (83.26.xxx.xxx)
Ocena: 0
Szkoda chłopaka, że spotkała go tragedia. Rozumiem potrzebę pomocy ukraińskim dzieciom. Do mnie dzwonią przynajmniej raz w tygodniu różne fundacje, które zbierają pieniądze na leczenie polskich dzieci, które zostały bez pomocy. Często jest to sprawa życia i śmierci - bez zebrania kwoty, nie ma leczenia dziecka, a bez leczenia grozi mu kalectwo lub śmierć. Uważam więc, że nie jest to w porządku, bo NFZ zapłaci za pacjenta z Ukrainy i nie zapłaci za pacjenta z Polski, gdy ten potrzebuje pomocy. Leczymy Vovę, gdzie nie ma już zagrożenia życia, a nie leczymy polskich dzieci, gdzie jest zagrożenie życia i NFZ ma to głęboko gdzieś. Zresztą tyle kasy, co NFZ wydało niepotrzebnie na covidową psychozę i mazania w nosach, uratowałoby wiele dzieci.
~widzowie
2022-04-07 03:39:35
z adresu IP: (46.76.xxx.xxx)
Ocena: 6
ZZZZZZ PRrzodu i w twarz i z boku osstrzelany , nie żył a zyje syn ...
Reklama