W 84. rocznicę wybuchu II wojny światowej Wrocław pamięta o jej ofiarach

Jakub Ciołko, AO | Utworzono: 2023-09-01 06:36 | Zmodyfikowano: 2023-09-01 06:38
W 84. rocznicę wybuchu II wojny światowej Wrocław pamięta o jej ofiarach - fot. Jakub Ciołko
fot. Jakub Ciołko

W 84. rocznicę tamtych wydarzeń Wrocław uczcił pamięć ofiar konfliktu. Oficjalne obchody z udziałem przedstawicieli samorządu, władz wojewódzkich oraz żołnierzy i kombatantów, zorganizowano tradycyjnie na Cmentarzu Żołnierzy Wojska Polskiego, na Wzgórzu Oporowskim, gdzie spoczywa ponad 70 uczestników kampanii wrześniowej.

- Zarzuca się nam, Polakom, martyrologię i celebrowanie klęsk. To żadne święto, lecz lekcja, o której należy pamiętać, oddając cześć tym, którzy wówczas stanęli do obrony – mówi Radiu Wrocław Jarosław Kresa, wicewojewoda dolnośląski:

"My świętujemy bohaterstwo, heroizm naszych przodków. Pamiętamy o nich i będziemy pamiętać. To ich ofiara sprawia, że my nadal jesteśmy dziś Polakami."

Trwająca 6 lat II wojna światowa pochłonęła wg szacunków historyków około 60 mln ofiar. W jej wyniku Polska straciła około 6 mln obywateli, co stanowiło około 22% ludności. Wówczas świat biernie przyglądał się działaniom totalitarnego reżimu Hitlera, którego wspierał Związek Sowiecki.

- Trzeba rozwijać nowoczesną armię, która będzie odstraszać każdego potencjalnego agresora. To lekcja, jaka płynie z września 1939 roku, kiedy zostaliśmy sami wobec terroru wojny totalnej – mówi Radiu Wrocław Jarosław Kresa, wicewojewoda dolnośląski:

"Polska znalazła się między dwoma potężnymi, zbrodniczymi państwami. Niemcami i Rosją. Niestety nie doczekała się wtedy wsparcia."

Polska, chociaż oficjalnie znalazła się w gronie zwycięzców, nie odzyskała niepodległości. W wyniku decyzji politycznych, podejmowanych na konferencjach w Teheranie, Jałcie i Poczdamie, zachodnie mocarstwa wycofały uznanie dla polskiego rządu na emigracji. Władzę w kraju na ponad 40 lat objęli podlegli ZSRR komuniści.

Reklama

Komentarze (2)
Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
~Bogoojczyźniany bełkot2023-09-01 18:25:00 z adresu IP: (93.105.xxx.xxx)
Pan Kresa (wicewojewoda) raczył powiedzieć: "My świętujemy bohaterstwo, heroizm naszych przodków. Pamiętamy o nich i będziemy pamiętać". Czy mówiąc o heroizmie, ma na myśli porzucających swych podkomendnych generałów, dowódców armii: "Łódź" (Juliusz Rómmel), "Karpaty" (Kazimierz Fabrycy) czy armii odwodowej "Prusy" (Stefan Dąb-Biernacki)? Czy mówiąc o heroizmie ma na myśli porzucających broń szeregowych żołnierzy (przykład szedł z góry), źle wyszkolonych i dowodzonych? Czy mówimy o armii opartej na łączności - meldunek do ręki (Niemcy mieli radiostacje)? Z przestarzałym lotnictwem i prawie bez broni pancernej, bo póki żył marszałek Piłsudski (czyli do maja 1935 r.), ukochał on kawalerię (przejadającą większą sumę z budżetu niż zmotoryzowane jednostki Wehrmachtu)? Owszem, byli heroiczni generałowie Września: Wiktor Thomme (bronił Modlina), obrońcy Helu (Steyer, Frankowski leżący na Oporowie, Unrug), generał Bołtuć, który poszedł z karabinem z szeregowcami do szturmu na Niemców pod Łomiankami i poległ (jeden z 5 polskich generałów poległych we wrześniu '39). Ale ten sam Bołtuć powiedział o dowódcy swej armii ("Pomorze"), generale Bortnowskim: "Żałuję, że w pierwszych dniach wojny, w czasie bitwy w Borach Tucholskich, nie dałem mu kuli w łeb i nie objąłem dowództwa" oraz" Jak zginę, to niech wszyscy wiedzą, że zginąłem ja i armia z winy tego s...syna". To miał na myśli pan wojewoda?
~Krystyna2023-09-01 21:38:02 z adresu IP: (31.0.xxx.xxx)
Bortnowski to był karierowicz, chyba największy spośród wymienionych. Generalicja jako ogół tej obrony nie dźwignęła, zresztą już wcześniej postawiła na niewłaściwego konia -moze nawet dosłownie, bo jednak nie rozwinęliśmy odpowiednio doktryny nowoczesnej wojny mobilnej. Ale skoro wspominamy bohaterów to jasnym jest że mowa o tych, którzy nimi byli pełną parą.