Przegrana Śląska, która przeszła do historii. 50 lat później mecz z Liverpoolem wciąż budzi wielkie emocje
Kiedy po pokonaniu Royalu Antwerp w Pucharze UEFA, Śląsk Wrocław w kolejnym meczu 1/8 finału miał spotkać się z "wielkim" Liverpoolem, było wiadomo, że ten mecz przejdzie do historii.
Środa, 26 listopada 1975 roku, na pewno nie była rutynowym dniem dla wrocławian. Jak wspominali słuchacze Radia Wrocław, tego dnia nawet lekcje w szkole zostały skrócone do 30 minut, by każdy mógł się przygotować do dopingu. Dla fanów piłki nożnej była to nie tylko okazja do kibicowania swojej drużynie, ale i zobaczenia na murawie gwiazd światowego futbolu. W składzie The Reds zagrali m.in. bramkarz reprezentacji Anglii Roy Clemence, obrońcy Phil Neal, Emlyn Hughes, czy też sławny Walijczyk John Toshack.
Gorący doping wygrał z mrozem
Widzom, a na Stadionie Olimpijskim było ich aż 50 tysięcy, nie przeszkadzała mroźna pogoda. Doping tysięcy gardeł niósł się na wiele kilometrów od stadionu. Niestety, dla piłkarzy pogoda nie była już tak łaskawa. Zmarznięta murawa była niczym kolejny przeciwnik na boisku dla drużyny Śląska Wrocław.
Piłkarze Liverpoolu wyposażeni w specjalne obuwie, radzili sobie zdecydowanie lepiej i to oni ostatecznie zwyciężyli w tym pojedynku. Do bramki Śląska najpierw trafił samobójczym strzałem Roman Faber, a następnie John Toshack. Roy'a Clemence'a pokonał zaś tylko Tadeusz Pawłowski.
Przegrana, która zapisała się na kartach historii
Mimo przegranej mecz pozostawił w widzach, piłkarzach a także dziennikarzach emocje, które nie ostygły nawet pół wieku później. Uczestnicy tamtego wydarzenia w komentarzach na naszej stronie tak wspominają 26 listopada 1975 roku:
"Byłam na tym meczu z synem Mariuszem. Syn miał tylko dwa latka. Było wtedy bardzo zimno. Na stadionie była wspaniała atmosfera. To jest po prostu nie do opisania. 50 tysięcy kibiców dopingowało Śląsk aż do ostatniego gwizdka sędziowskiego. To było wielkie przeżycie. Tego nigdy nie zapomnę"
"Byłem na tym meczu, miałem 14 lat. Przyjechaliśmy z Dzierżoniowa całą drużyną juniorów młodszych z trenerem Pisarskim oraz ówczesnymi działaczami Lechii Dzierżoniów. To była nagroda za dobre wyniki. Mecz wspaniały i jedyny, na którym oglądałem Liverpool. W tamtych czasach znaliśmy prawie wszystkich piłkarzy Śląska i Liverpoolu na pamięć. Od tamtego meczu mam wielki sentyment do Śląska i Liverpoolu."
"Grałem w trampkarzach Śląska i podawałem na tym meczu na liniach autowych piłki piłkarzom. Do końca życia będę to pamiętał."
To historyczne spotkanie wspominają również Janusz Sybis i Tadeusz Pawłowski - byli zawodnicy Śląska, Piotr Ruśniok - masażysta wrocławskiej drużyny, a także Andrzej Ostrowski - dziennikarz radiowy i telewizyjny, który był sprawozdawcą tego meczu oraz Adam Hawałej - znakomity wrocławski fotoreporter. Jak pamiętają tamten dzień? Posłuchajcie w reportażu Roberta Skrzyńskiego:
Autorom albumu wydanemu przez Ośrodek Pamięć i Przyszłość - „Z piłkarskim Śląskiem przez lata... Historia WKS Śląsk Wrocław 1947–2012" Jarosławowi Szandrocho, Jarosławowi Maliniakowi i Piotrowi Sroce dziękujemy za udostępnienie zdjęć z tego spotkania.
Czytaj także: Takiego meczu we Wrocławiu jeszcze nie było! Adam Nawałka szykuje drużynę przeciwko zdobywcom Złotej Piłki
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.


