Kiss - Hell Or Hallelujah

Radio Wrocław | Utworzono: 2012-07-23 07:39 | Zmodyfikowano: 2014-05-01 00:12
A|A|A

Powiedzieć, że w twórczości grupy Kiss muzyka nigdy nie była najważniejsza byłoby może przesadą, ale niewielką. Bo chyba nikt nie ma wątpliwości co do tego, że swój niebywały sukces zespół zawdzięcza sprawom pozamuzycznym przede wszystkim.

Jeślibyśmy szukali zespołu rockowego, który nawet nie udawał, że chodzi mu o biznes bardziej niż o cokolwiek innego, Kiss byliby przykładem idealnym. Gdy Gene Simmons i Paul Stanley połączyli siły, postawili sobie za cel stworzenie zespołu, jakiego jeszcze nie było.

Fascynowali się wszystkimi tymi wspaniałymi grupami z czasów brytyjskiej inwazji na Amerykę, słuchali ich wspaniałych piosenek, ale brakowało im tam spektaklu, elementu wizualnego. „Wyjść na scenę i po prostu grać to dla nas za mało”, mówili. Kluczem do sukcesu okazały się makijaże.

Każdy z muzyków miał sobie wymyślić swój własny, kreując przy okazji jakąś postać. I tak, Gene Simmons stał się Demonem, gitarzysta Ace Frehley Człowiekiem z Kosmosu, perkusista Peter Criss – Kotem, a wokalista Paul Stanley Gwiezdnym Dzieckiem.

Odpowiedź na pytanie czy bez makijaży Kiss zarobiliby choć połowę tych gigantycznych pieniędzy, jakie zarobili, jest prosta. Z całą pewnością nie. Bo w czasach swej największej popularności Kiss to było prawdziwe wielobranżowe przedsiębiorstwo.

Zespół oprócz tego, że koncertował i nagrywał, uruchomił sprzedaż gadżetów na skalę wcześniej, a pewnie i później, niespotykaną. Fani mogli sobie kupić nie tylko płyty, ale na przykład zestaw do własnoręcznego sporządzenia makijaży, lalki każdego z muzyków z osobna i wszystkich razem, serię komiksów, które wydawał grupie legendarny Marvel i tak dalej i tak dalej. Niektórzy usiłowali się doszukać w działalności zespołu jakiegoś przekazu, „Co oznaczają wasze makijaże?”,
pytał jeden z dziennikarzy, na co Gene Simmons odpowiadał: „Dlaczego poszukujesz się sensu tam, gdzie go nie ma”. Bo Kiss to była zawsze czysta rozrywka, nic więcej.

Show, przedstawienie, zabawa. Z oryginalnego składu zespołu pozostała dokładnie połowa. Ci, którzy zawsze rządzili zespołem: Paul Stanley i Gene Simmons. Choć, gdy patrzy się na zespołowe makijaże, łatwo ten fakt przeoczyć. Bowiem dwójka nowych muzyków pomalowała sobie twarze identycznie, jak robili to w swoim czasie ich słynni poprzednicy.

Zagrywka to kontrowersyjna dosyć. Zmiany w składzie zdarzały się w Kiss i wcześniej, ale wtedy każdy z nowych muzyków przychodził z nowym własnym makijażem, tyle, że tych innych nikt już nie pamięta, każdy pamięta te oryginalne. Simmons i Stanley doszli więc do wniosku, że wprawdzie nie chcą już współpracować z dawnymi kolegami, ale za to chcą dalej zarabiać na ich image’u. Nowy album Kiss będzie się nazywał „Monster” i ukaże się w październiku.

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
~czysty duch - duch czysty
2012-07-23 17:43:57
z adresu IP: (178.37.xxx.xxx)
Ocena: 0
"monstra" - dobre określenie...albo raczej demony...
Reklama