Głosowałem na anioła, wybrałem...

Wacław Sondej | Utworzono: 2014-05-30 08:00 | Zmodyfikowano: 2014-05-30 08:00
Głosowałem na anioła, wybrałem... - fot. Radio Wrocław
fot. Radio Wrocław

Dzisiaj Dziennik Gazeta Prawna ma artykuł o tym, co jest prawdziwą dźwignią handlu i biznesu w ogóle. "Najniższa cena? Perfekcjonizm, Najlepsze jakość i serwis? Bzdura. Donos plus czarny PR To najskuteczniejsze narzędzie w prowadzeniu interesów".

Komu uczucie zawiści i satysfakcji z cudzego nieszczęścia bliskie, ten niech weźmie do ręki Gazetę Wrocławską z rysunkiem Henryka Sawki. Przychodzi załamany petent do Urzędu Zatrudnienia, a tam słyszy słowa: "Witamy europosła...".

Inny rysunek ma oczywiście Rzepa. Siedzi sobie w fotelu wyborca, analizuje wyniki głosowania i mówi do żony: "głosowałem na anioła, a wybrałem diabła!". No właśnie!

Obowiązujący system wyborów to gra w kotka i myszkę. Nie chodzi o to, by wybrać dobrych i pożytecznych, tylko rzecz w tym, by na listach znaleźli się tacy, którzy wydoją nas z głosów. Jak pisze w Gazecie Wyborczej Paweł Wroński, "partie muszą wysyłać cennych kandydatów do miast, których nazw nie są w stanie prawidłowo odmienić, by nie kumulować lokomotyw na jednej regionalnej liście".

Wroński ma konkretną propozycję: zmieńmy tę dziwaczna ordynację. Niech szlag trafi te wszystkie podchody. Niech będzie jeden, ogólnokrajowy okręg i niech każda partia ma jedną listę z tyloma kandydatami, ile jest miejsc. Z europarlamentem to by się dało jakoś wygrzebać z gęstwiny, ale wyobraźmy sobie książkę z kandydatami do Sejmu? Kilka partii i każda proponuje 460 osób? Ale nie to  upupi propozycję Wrońskiego. Ona sczeźnie, bo partie miałyby mniejszy wpływ na wyniki wyborów. Wroński apeluje, by partie potraktowały poważnie wyborców. Nic z tego. One poważnie traktują tylko siebie.

A potem okazuje się, że Kalisz z trzydziestoma tysiącami głosów czy Ziobro nawet z sześćdziesięcioma tysiącami idą na zielona trawkę, a Iwaszkiewiczowi wystarczyło cos koło ośmiu tysięcy i będzie w Brukselostrasburgu. Rzeczywiście, te wybory są trochę na niby. Podają wyniki i zostajemy z otwartą gębą ze zdziwienia: głosowałem na anioła, a wybrałem diabła...

Do usłyszenia się z państwem...


Komentarze (1)
Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
~Rolicz2014-05-30 10:19:11 z adresu IP: (213.5.xxx.xxx)
Wyborcy szybko zapominają co obiecywali politycy. Politycy też już zapomnieli, że za darmowe dobra dnia codziennego wypada płacić. Konsumy z PRL-u zostały zastąpione przez rauty, konferencje, narady, szkolenia. Bufet i catering to osiągnięcie obecnych elit rządzących. I za wszystko płaca podatnicy.